Trupy, proszę natychmiast zejść z linii strzału!

    Michał Wroński

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Opuszczone tereny śląskich zakładów przemysłowych zamieniają się w pola bitew. Latają kule, padają zabici. Wszystko na niby. Prawdziwa jest tylko adrenalina, której pragną miłośnicy air-softu.
    T o niemożliwe, by setki ubranych w panterki i uzbrojonych po zęby gości mogły ostrzeliwać się w samym środku kilkumilionowej aglomeracji. A jednak! Ubrani w mundury najróżniejszych armii świata, wymalowani farbą maskującą, trzymający w rękach repliki radzieckich kałasznikowów czy amerykańskich M-16 - uczniowie, studenci, przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów i pracownicy fizyczni, nastolatki i 40-latkowie, toczą bitwy historii. Zamiast zjadać niedzielny obiad i patrzeć w telewizor wolą godzinami biegać w kurzu, czołgać się w błocie, przedzierać przez zarośla i kryć przed seriami przeciwnika. Ale u nich żądza adrenaliny i pragnienie ekstremalnej zabawy to podstawa spędzania wolnego czasu.

    - Na co dzień człowiek pracuje w stresie. Tutaj w parę godzin cały ten ciężar się zrzuca, zapominając o zmartwieniach - mówi "Mielona", jeden z uczestników niedawnych manewrów w Zabrzu- Biskupicach. Na zorganizowaną przez Związek Śląskich Miłośników Air-Softu imprezę zjechało się około trzystu pasjonatów tej dyscypliny.

    Nazwa sportu - air soft gun pochodzi od stosowanych przez jej uczestników replik broni. Te zaś nazywają się tak z racji sposobu wystrzeliwania kulek - modele posiadają napęd pneumatyczny uzyskiwany dzięki specjalnemu gazowi lub sprężonemu powietrzu wytworzonemu przez tłok pchany silną sprężyną.

    - Strzelam od pięciu lat. Nie widzę niczego dziwnego, że jako dziewczyna biorę udział w takich manewrach. Albo się to lubi, albo nie. Płeć nie ma tu nic do rzeczy - opowiada Anna Lis, licealistka w Gliwic.

    Choć polski air-soft ma już około dziesięciu lat, to nadal często mylony jest z paintballem. Air-soft tymczasem to nie bezmyślna "strzelanka". Każda batalia ma swój scenariusz.

    Zwykle fabułę stanowią rzeczywiste działania wojskowe, które pasjonaci tej dyscypliny mają ambicje odtwarzać.

    Operacja amerykańskich komandosów, przeprowadzona w 1993 roku, w Somalii pod kryptonimem "Irene" była największą

    bitwą, jaką przeprowadziły jednostki specjalne USA od zakończenia wojny wietnamskiej. Zaplanowana akcja porwania generała Mohameda Faraha Aidida, jednego z terroryzujących kraj kacyków zamieniła się w operację ratunkową po tym, jak Somalijczycy zestrzelili dwa amerykańskie śmigłowce. Żołnierzom elitarnego oddziału Delta Force i Rangersów cudem udało się uniknąć całkowitej zagłady. Na podstawie tej akcji Ridley Scott nakręcił film "Helikopter w ogniu". Te właśnie wydarzenia odtwarzali też air-softowcy w Zabrzu.

    Tydzień wcześniej w Wodzisławiu Śląskim trwała "obrona Westerplatte". Historyczne wydarzenia stanowią jednak dla air-softowcow tylko punkt wyjścia do zabawy.

    - Śmiejemy się, że nieraz tworzymy historię od nowa. Na Westerplatte ostatnio wygrali Polacy - przyznaje Marek Bentkowski ze Związku Śląskich Miłośników Air-Softu.

    By zabawa wyglądała wiarygodnie, trzeba wiarygodnie wyglądać. Noszone przez air-softowców repliki broni na pierwszy rzut oka trudno odróżnić od oryginałów. Bywało nieraz, że przerażeni ludzie na ich widok stawiali na nogi kompanie antyterrorystyczne. Dlatego przed każdą większą imprezą air-softowcy uprzedzają policję i inne służby mundurowe o planowanej "strzelance". Z tego samego powodu "bitwy" organizowane są w miejscach odludnych . W tej roli świetnie sprawdzają się tereny opuszczonych zakładów przemysłowych i hałdy Górnego Śląska.

    Pneumatyczne automaty strzelają plastikowymi kulkami. - Rekordzista zainwestował w karabin sześć tysięcy złotych, choć są też tacy ze sprzętem za stówkę. Każdy z nas zaczynał od taniej repliki z Chin - ocenia Marek Bentkowski.

    Postrzał nie boli tak bardzo jak trafienie paintballową kulą, ale przy niewielkiej odległości potrafi być kąśliwy. Dlatego obowiązkowym elementem wyposażenia są chroniące oczy gogle.

    Pociski nie zawierają farby, więc zabawa opiera się na uczciwości jej uczestników. Strzelanie z bliskiej odległości i celowanie w twarz jest jednak niezgodne z zasadami fair play. Trafiony zawodnik sam musi się przyznać, że został wyprawiony na "tamten świat", unieść broń do góry założyć czerwoną opaskę i wycofać się na tzw. "resp". W praktyce na air-softowym polu bitwy co rusz słychać pokrzykiwania zdenerwowanych strzelców, rugających "nieboszczyków". Zdarzają się "terminatorzy", którzy w ferworze walki nie czują nawet, że zostali trafieni - tłumaczą doświadczeni obserwatorzy potyczek.

    Podczas zabrzańskich manewrów jednostki amerykańskich komandosów miały za zadanie uwolnić zestrzelonych na terytorium wroga pilotów. Po drugiej stronie frontu do odparcia ataku "marines" szykowały się bojówki somalijskiej milicji.

    - Piloci są nieśmiertelni. Nie można ich zastrzelić, ale można ich... torturować - przypomniał swym podwładnym dowódca Somalijczyków.

    Chwilę później rozległy się serie i na "respy" dotarli pierwsi zabici. Wspierani przez autentyczny transporter opancerzony skot komandosi raz za razem próbowali przedrzeć się przez linie wroga. Żeby bitwa wyglądała wiarygodnie, zbudowano wcześniej barykady z opon i rur, makiety śmigłowców. "Allah Akbar!" - pokrzykiwali dla lepszego efektu co bardziej wczuwający się w rolę Somalijczyków.

    - Trupy, zejść z linii strzału! - zawilał ktoś w pewnym momencie, wzbudzając śmiech wszestkich walczących.

    Pod kilku godzinach "Jankesom" udało się wyrwać jednego z uwięzionych pilotów, ale z czasem Somalijczycy przejęli kontrolę nad większością terenu. Stopniowo cichły strzały i bojowe okrzyki. Rozpoczął się ostatni tego dnia manewr - powrót do domu.

    Kolejna air- softowa impreza na wielką skalę odbędzie się w październiku na terenie byłej kopalni Walenty Wawel w Rudzie Śląskiej. Szczegóły tej potyczki oraz wszelkie informacje na temat możliwości uprawiania air-softu można znaleźć na stronie internetowej www.wmasg.pl

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama