Śmierć przez rożowe okulary [OPINIE LEKARZY]

    Śmierć przez rożowe okulary [OPINIE LEKARZY]

    Agata Pustułka

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Prof. Marian Zembala, kardiochirurg, Śląskie Centrum Chorób Serca: Zawsze trzeba chorym dawać więcej nadziei niż jej odbierać. Nie wiemy przecież, co
    1/5
    przejdź do galerii

    Prof. Marian Zembala, kardiochirurg, Śląskie Centrum Chorób Serca:
    Zawsze trzeba chorym dawać więcej nadziei niż jej odbierać. Nie wiemy przecież, co medycyna zaoferuje za dzień, miesiąc, rok. ©ARC DZ

    Czy do śmierci można się przyzwyczaić? Czy na widok umierających ludzi można się zobojętnić? Jakie emocje wywołuję śmierć u tych, którzy mają z nią do czynienia niemal na co dzień. U lekarzy. Czytajcie.
    Zgodnie z rozpoznaniem Kasia miała żyć tylko kilka dni po urodzeniu. Może nawet tygodni. - Ale to byłby prawdziwy cud - mówili lekarze.

    Miłość mamy trzymała ją przy tym życiu jak supermocny klej przez rok. W Hospicjum Cordis odeszła tak cicho jak zapada zmierzch. Między jednym oddechem a drugim. Mama Kasi nie mogła jej wypuścić z ramion. Kołysała, przytulała. Dr Jolanta Markowska stała w drzwiach. - Nie miałam sumienia, żeby wejść do pokoju i stwierdzić zgon. W tej właśnie chwili nie powinno paść żadne słowo. Nie było potrzebne - mówi dr Markowska.

    Nie można się uodpornić


    Amerykanie mają łatwiej. Ustawa zobowiązuje lekarza, by poinformował pacjenta o stanie jego zdrowia i zbliżającej się śmierci. Konkretnie, fachowo, bez sentymentów. My uczymy studentów medycyny, jak o śmierci rozmawiać i ostatecznie od wrażliwości lekarza zależy, co powie i jak powie.

    - Z badań wynika, że ok. 75 proc. pacjentów chce pełnej informacji o stanie zdrowia. Chodzi nie tylko o poczucie kontroli nad życiem, ale też prozaiczne sprawy, jak dyspozycje majątkowe czy sposób pochówku - wyjaśnia dr Monika Bąk-Sosnowska ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego i przypomina, że gdy w 1992 roku przepytano lekarzy warszawskich szpitali, to 35 proc. z nich uznało, że z pacjentami trzeba rozmawiać o rozpoznaniu, gdy sprzyja to akceptacji sposobu leczenia. To przecież ich wspólna walka. Muszą być sprzymierzeńcami.

    - Wielu lekarzy traktuje śmierć pacjenta w kategoriach porażki. Mówią: pacjent mi umarł. Ale boją się wchodzenia w bliskie relacje z chorymi. Bo co robić, gdy oni odchodzą: zapłakać, przytulić? To przecież niemożliwe - twierdzi dr Bąk-Sosnowska.

    Prof. Andrzej Szczeklik, specjalista chorób serca i płuc, największy humanista wśród lekarzy, w wywiadzie książkowym wyznał: "Lekarz może się pogodzić ze śmiercią, ale nie może się na nią uodpornić. Jeśli chory ma złośliwy nowotwór i zostały mu tygodnie, to nie można go okłamywać".
    Tylko jak to zrobić, by nie zabić słowem? Dr Jolanta Markowska, prezeska Hospicjum Cordis, mówi, że spotkała zbyt wielu pacjentów, którzy o tym, że umrą, dowiedzieli się brutalnie, na szpitalnym korytarzu, od lekarza, który spieszył się i nie miał chwili, żeby przystanąć.

    Taka rozmowa to ogromne wyzwanie. Majstersztyk psychoterapeutyczny. - Niekiedy nic nie należy mówić, bo słowa są jak niespodziewany i nieoczekiwany gość. Lekarz musi się wysilić, wiedzieć, ile chory może przyjąć - wyjaśnia Markowska.

    Przez różowe okulary


    Moja przyjaciółka umierała na raka piersi. Proces rozsiany, nie było szans. Jak ona nie mogła się pogodzić z odchodzeniem... Zawsze taka aktywna, przebojowa, na stanowisku. Nagle leży bezsilna na szpitalnym łóżku - wspomina prof. Sławomira Kyrcz-Krzemień.

    Nikt nie mówił o śmierci. Ona oczywiście czuła, że się zbliża. - Na chwilę zostałyśmy same. Powiedziałam jej: Jareczko, zawsze byłaś dzielna. Teraz musimy być dzielne. Nie możemy się bać. Uspokoiła się. Zaufała mi, że tak trzeba - mówi lekarka.

    Kiedy prof. Kyrcz-Krzemień zaczynała pracę, białaczka była wyrokiem. Leczeniu towarzyszyły ogromne emocjonalne obciążenia. Trzeba było wciąż przesuwać poziom odporności na stres. - Nigdy nie zapomnę widoku peruk, które latem wisiały na wieszaku, jak płaszcze. Totalna chemioterapia powodowała totalne skutki uboczne. Wyniszczające wymioty, krwiste biegunki. Nie znamy do koń-ca rezultatu naszych działań, ale jednego nasi pacjenci mogą być pewni: będziemy walczyć o nich do upadłego - mówi prof. Kyrcz-Krzemień.

    Czasami jedno nierozważne słowo może zniweczyć wysiłek pacjenta i lekarza. - Nie wiemy, co medycyna zaoferuje naszym chorym za dzień, za rok. Zawsze trzeba dawać więcej nadziei niż jej odbierać - twierdzi prof. Marian Zembala, kardiochirurg ze Śląskiego Centrum Chorób Serca. W przypadku jego specjalności czyjaś śmierć jest początkiem życia drugiego człowieka: z nowym sercem, płucami. Przy stole operacyjnym ujawnia się potęga życia, a śmierć nie jest ostatecznością.

    Kiedy można złożyć broń? - Nie poddajemy się, gdy ma to terapeutyczny sens. Nie ma uporczywej terapii. To niepotrzebna męka dla chorego - wyjaśnia Kyrcz-Krzemień.

    Prof. Zembala uważa, że nieuchronnie dojdzie do sytuacji, w których dalsza terapia będzie uzależniona od woli pacjenta. - Ale nie mylmy tego z eutanazją. Chodzi o odstąpienie od leczenia w sytuacjach skrajnych - mówi.

    Nie ma idealnego sposobu, by rozmawiać z pacjentem o nieodwracalnej diagnozie. Bo przecież mówiąc, nie można odbierać nadziei. Ona przedłuży czasem życie albo nawet je uratuje. - Mam zasadę, że rodzinie zawsze przekazuję wszystkie informacje na temat stanu zdrowia pacjenta. To mój obowiązek. Ale choremu mówię tyle, ile wiem, że wytrzyma. Czasem trzeba mu założyć na nos różowe okulary.
    Dr Igor Pietkiewicz, adiunkt w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Warszawie, psychoterapeuta, który m.in. pracuje z pacjentami z chorobą nowotworową, wiele razy słyszał pytanie: dlaczego ja, dlaczego mnie to spotkało? - Gdy mówi to młody człowiek, któremu właśnie urodziło się dziecko, nie jest łatwo znaleźć odpowiedź - opowiada dr Pietkiewicz.

    Zagubieni czują się wszyscy: lekarze, pacjenci, rodzina, bo wyrzuciliśmy śmierć ze słownika. Najlepiej, żeby istniał specjalny program komputerowy, który podpowiedziałby, jak się zachować. - Nie da się działać według schematu, ale musimy takie informacje przekazywać siedząc obok chorego, koniecznie na wysokości jego oczu, w pokoju, który omija szpitalny gwar - tłumaczy dr Markowska.

    Dr Bąk-Sosnowska uważa, że udawanie, iż śmierć nie istnieje, jest błędem. - Gdy zdechnie chomik, nie mówimy o niczym dziecku, tylko biegniemy do sklepu po jego kopię. Od tego się zaczyna. Tworzymy mit, że śmierci nie ma.

    A każdy musi ją oswoić. Lekarz ma obowiązek to zrobić.

    Na szczycie bliżej nieba


    Kiedy dr Markowska już nie wytrzymuje napięcia, bo przecież ta śmierć jest cały czas przy niej obecna, bierze plecak i idzie w góry. To w końcu trochę bliżej nieba. Tam, na szczycie, odzyskuje spokój.

    - Wszyscy kiedyś staniemy przed tymi ostatnimi drzwiami. Ufam, że to kolejny etap. Nie odbieram także sobie nadziei - mówi prof. Kyrcz-Krzemień. Najważniejsze, żeby w chorobie przy sobie kogoś mieć. Dlatego w Klinice Hematologii błogosławią... Skype'a. 65-letnia pacjentka po przeszczepie szpiku, która przez internet rozmawia z wnukiem, wie, że na nią czekają. Tęsknią za jej pomidorówką i szarlotką. Ma po co żyć.

    - Najstraszniejsza choroba to samotność. Dwa razy od ponadosiemdziesięcioletnich staruszków usłyszałem: proszę mnie nie leczyć, ja nie mam dla kogo żyć. Ale wystarczy telefon od rodziny i już pacjent rwie się do życia - twierdzi prof. Zembala.

    Imię dziewczynki z Hospicjum Cordis zostało zmienione.

    CZYTAJ KONIECZNIE
    VIA SILESIANA - POPRZYJ NASZA AKCJĘ NADANIA TEJ NAZWY DLA AUTOSTRADY A4
    SPIS POWSZECHNY: 400 TYS. OSÓB WPISAŁO NARODOWOŚĆ ŚLĄSKĄ [WYNIKI NIEOFICJALNE]
    *Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera


    Magda Figura ze Świerklan. Piękniejsza twarz piłki nożnej. Mamy jej zdjęcia
    Prawie do nieba! Zobacz ranking i zdjęcia najwyższych kominów w woj. śląskim

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      wprowadzeni w błąd czytelnicy

      Monika Dec (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Pan Igor Pietkiewicz i Pani Monika Bąĸ-Sosnowska są doktorami nauk humanistycznych, a nie lekarzami.Pani Monika jest psychologiem, Pan Igor filologiem /anglistyka/.tytuł artykułu -opinie lekarzy...rozwiń całość

      Pan Igor Pietkiewicz i Pani Monika Bąĸ-Sosnowska są doktorami nauk humanistycznych, a nie lekarzami.Pani Monika jest psychologiem, Pan Igor filologiem /anglistyka/.tytuł artykułu -opinie lekarzy sugeruje,ze ci państwo są lekarzami.Nie, nie są, nie ukończyli Akademi Medycznej tylko uniwersytety.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama