Milena Radecka w Playboyu: Siatkarka czasem wyskakuje z...

    Milena Radecka w Playboyu: Siatkarka czasem wyskakuje z dresu

    Przemysław Franczak

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Milena Radecka w Playboyu: Siatkarka czasem wyskakuje z dresu
    1/3
    przejdź do galerii

    ©playboy

    Gwiazda reprezentacji Polski, a ostatnio również "Playboya". Z Mileną Radecką o odważnej sesji zdjęciowej rozmawia Przemysław Franczak
    Lindsey Vonn, słynna amerykańska alpejka, wzięła kiedyś udział w odważnej sesji zdjęciowej dla Sports Illustrated. Później tłumaczyła: "Chciałam, żeby moje dzieci wzięły kiedyś tę gazetę do ręki i powiedziały: Wow, ale z mamy była gorąca laska". Pani myślała podobnie, decydując się na sesję w "Playboyu"?
    (śmiech) Chyba tak. Chodził mi taki żart po głowie. Wszystkim mówiłam, że chciałabym mieć na stare lata jakąś pamiątkę po utraconej młodości. Przyda się na przyszłość, kiedy już na taką sesję nie będę sobie mogła pozwolić.

    Wątpliwości żadnych nie było?
    Na pewno były, bo cokolwiek by mówić, to była z mojej strony odważna decyzja. Zdecydowałam się jednak i nie żałuję.

    Co budziło większe obawy: myśl o reakcjach otoczenia czy sama sesja?
    Cóż, z sesją na pewno wiązał się stres, bo nigdy wcześniej nie brałam udziału w takim przedsięwzięciu. W ekipie było jedenaście czy dwanaście osób, więc pozowanie też na początku nie wydawało mi się łatwe. A otoczenie? Swoją decyzję konsultowałam z mężem i rodzicami, a nawet z ludźmi z klubu, więc nikt nie był zaskoczony. Co do ludzi z zewnątrz, kibiców, to wiadomo, jak jest. Jedni chwalą, inni krytykują. Opinie są podzielone - jak to w życiu.

    Tu jednak chodzi o rzecz dość wyjątkową. Zdjęcia w "Playboyu" to nie to samo co mecz.
    Może to prawda, ale byłam gotowa na krytykę. Wiem, że są osoby, które z dezaprobatą wyrażają się o mojej decyzji, ale dla mnie najważniejsza jest opinia moich najbliższych i przyjaciół. A im zdjęcia się podobają i gratulują mi odwagi.

    Są jeszcze kibice, a to środowisko dość specyficzne. Docinki z trybun mogą się zdarzyć.
    Publiczność siatkarska jest raczej kulturalna, więc mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Skoro zdecydowałam się na taki krok, to różne ewentualności biorę pod uwagę. Jeśli coś takiego się zdarzy, to trudno. Przecież się nie rozpłaczę.

    Przed panią szlak w "Playboyu" przecierała inna obecna siatkarka Muszynianki Anna Werblińska. Konsultowała się pani z nią?
    Oczywiście. Ania mnie gorąco do tej sesji namawiała. I wracając do wcześniejszego pytania, to jej przykrości nie spotkały.

    Efekt końcowy się pani spodobał?
    Tak. Zdjęcia nie są wulgarne, za to subtelne, kobiece, artystyczne. Fotografka, która robiła sesję, to stuprocentowa profesjonalistka. Podobnie jak cała ekipa. Na początku nie czułam się zbyt swobodnie, ale dzięki nim było mi łatwiej.

    Propozycja z "Playboya" była dla pani zaskoczeniem? Zadzwonił telefon i…
    Chyba się zdziwiłam, ale pewnie zaskoczenie byłoby większe, gdybym miała być pierwszą sportsmenką w tej gazecie. Jednak wcześniej była w niej Ania, pływaczka Luiza Hryniewicz, więc to nie był szok.

    Długo się pani wahała?
    Nie miałam zbyt dużo czasu, to raczej była spontaniczna decyzja. Raz się żyje, potem mogłabym żałować. Za parę lat już mi tego nie zaproponują. Teraz jest wokół tego dużo szumu. Za kilka miesięcy nikt nie będzie już o tym pamiętał.

    Nagość jest u nas ciągle sprawą wstydliwą. Pani ma poczucie, że przełamuje tabu?
    Nie wiem czy aż tak, ale to prawda, że każda taka historia w Polsce wzbudza duże kontrowersje. Na świecie mnóstwo sportsmenek bierze udział w podobnych przedsięwzięciach i nie rodzi to takich emocji jak u nas.

    Świat jest tak urządzony, że prawdziwy rozgłos zdobywa się nie medalami, tylko udziałem w "Tańcu z gwiazdami". Albo sesją w "Playboyu". Kusi panią świat celebrytów?
    W żadnym wypadku. W "Tańcu z gwiazdami" nie wzięłabym udziału. "Playboy" też nie miał być dla mnie odskocznią do sławy, tylko jednorazową przygodą. A przy okazji byłoby cudownie, gdyby dzięki temu kilka osób zainteresowało się siatkówką i włączyło mecz Plusligi Kobiet. To byłby największy sukces mojej sesji.

    To był jeden z najbardziej szalonych kroków w życiu?
    Bez wątpienia najbardziej szalony. Przecież nigdy dotąd nie pokazywałam się na oczach tylu ludzi w negliżu (śmiech).

    Dla kibiców to mogło być zaskoczenie, bo na boisku sprawia pani wrażenie raczej skrytej i powściągliwej.
    Dużo ludzi mnie odbiera jako osobę z kamienną twarzą, ale ja tylko w ten sposób się koncentruję. Jestem rozgrywającą, nie mogę być roztrzepana albo śmiać się to w jedną, to w drugą stronę. Ale jak ktoś mnie bliżej pozna to pewnie zmieni opinię na mój temat.

    Wiele nastolatek myśli o karierze modelki. To było też pani marzenie?
    Raczej nie, od początku stawiałam na siatkówkę. Ale to prawda - dużo dziewczyn marzy może nie o "Playboyu", ale w ogóle o takich zdjęciowych historiach. Można się wtedy poczuć wyjątkowo, umalują cię, wystylizują. Dla mnie to było coś, bo na co dzień raczej się nie maluję, chodzę w sportowych ubraniach, włosy spinam zaraz po wstaniu z łóżka i jadę na trening. A warto czasem wyskoczyć z dresu, zamiast butów sportowych założyć szpilki. Ta sesja była dla mnie miłą odmianą.

    Będą inne?
    Nie sądzę. Spróbowałam, było fajnie, ale na tym skończę.

    Co jest trudniejsze - zrobić taką szaloną rzecz czy pokonać Włoszki na mistrzostwach świata?
    (śmiech) Z Włoszkami łatwo nie będzie. Ja zdecydowanie lepiej czuję się na boisku niż przed obiektywem aparatu. Siatkówkę kocham, z większą łatwością przychodzi mi granie niż pozowanie. Nie jestem modelką i dużo wysiłku mnie to wszystko kosztowało. Powiem szczerze, że dzień po sesji miałam zakwasy, bo musiałam długo wytrzymywać w nietypowych pozach. Używałam takich mięśni, które przy grze w siatkówkę nie pracują. Podziwiam modelki, że wytrzymują coś takiego. Nie zdawałam sobie sprawy, że to taki ciężki kawałek chleba.

    CV



    Milena Radecka (z d. Sadurek). 27-letnia rozgrywająca Banku BPS Muszynianki Fakro i reprezentacji Polski. Z kadrą zdobyła brązowy medal mistrzostw Europy w 2009 roku, występowała też na igrzyskach w Pekinie. W Muszynie gra od ponad roku. W ubiegłym sezonie zdobyła z zespołem mistrzostwo Polski.

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Milena

      Przemas. (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 77 / 60

      Ej, nie przesadzajcie. Jest o wiele ładniejsza niż "zwykła" dziewczyna. Wysoka, długie nogi, super pupa... Chciałbym mieć taką laskę.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Do bólu zykłe dziewcze z urody! Playboy szuka gdzie sie da.

      ter (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 61 / 80

      ...


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      No i o to chodzi

      pioler (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 78 / 69

      żeby ze "zwykłej" dziewczyny wydobyć coś pięknego...

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama