Pacjenci Szpitala Miejskiego w Wodzisławiu Śląskim mogą być spokojni, strajku nie będzie. W piątek, po prawie czterech godzinach rozmów z udziałem mediatora, dyrekcja porozumiała się ze związkowcami w sprawie żądanych przez nich podwyżek płac.
Związkowcy wywalczyli średnio po 200 złotych podwyżki do końca tego roku i wzrost o 7,5 proc. stawek zaszeregowania od nowego roku.
Obie strony musiały pójść na kompromis. Początkowo związkowcy twardo upierali się, że chcą w tym roku 70 złotych więcej do pensji, a od nowego roku po 400 złotych pod-wyżki. Henryk Wojtaszek, dyrektor wodzisławskiej lecznicy, twierdził, że szpitala na to nie stać.
Wywalczone wczoraj podwyżki będą kosztować szpital tylko w tym roku 200 tysięcy złotych.
- Porozumienie to głównie zasługa mediacji posła Adama Gawędy. Dzięki niemu udało się dogadać - mówi Ireneusz Wojtylak, szef szpitalnej Solidarności.
Gawęda jako jeden z nielicznych podjął się roli mediatora. Wcześniej wystąpienia w takiej roli odmówili prezydent Wodzisławia, Mieczysław Kieca i starosta powiatu wodzisławskiego, Jerzy Rosół.
- Moim zadaniem było powstrzymanie emocji towarzyszących rozmowom. Najważniejsze było, aby negocjacje odbywały się w sposób merytoryczny - powiedział nam wczoraj poseł. - Najważniejsze, że udało się oddalić widmo strajku, bo ten z pewnością nie służy szpitalowi.
Chcieliśmy zapytać dyrektora placówki Henryka Wojtaszka, skąd nagle znalazł pieniądze na podwyżki, skoro wcześniej ich nie miał? Sekretarka dyrektora poprosiła, abyśmy zadzwonili za pięć minut. Po pięciu minutach poinformowała nas, że dyrektor właśnie wyszedł z gabinetu i już nie wróci.
Spór zbiorowy w wodzisławskim szpitalu trwał półtora roku. W miniony poniedziałek personel zorganizował dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Akcję przygotowali członkowie zakładowej Solidarności. W proteście udział wzięło tylko kilkanaście osób, choć w referendum za strajkiem opowiedziało się ponad 300 pracowników, głównie salowe, kucharki i pozostały personel pomocniczy, a także pielęgniarki.