Płacisz czynsz? Jesteś frajerem! Oto dowody
Data dodania: Ostatnia aktualizacja:
(© ARC Dziennik Zachodni)
Wszystko będzie po staremu czyli administracja będzie napominać, prosić, czasem nieco postraszy, lecz jeszcze wiele wody upłynie nim ktoś dobierze ci się do skóry i portfela. A do tego czasu będziesz mieszkać na koszt sąsiada.
TOP 10 NAJDROŻSZYCH ULIC POLSKI
W miastach aglomeracji śląsko - zagłębiowskiej ponad połowa lokatorów zasobów komunalnych nie płaci czynszu.
Organizacje pozarządowe walczą o niższe czynsze
Prawo do ich windykacji gmina zyskuje dopiero po 3 miesiącach przerwy w regulowaniu płatności. Od tego momentu urzędnicy mogą zacząć wysyłać lokatorowi przypomnienia, a jeśli te nie skutkują, to skierować sprawę do sądu, po czym z wyrokiem nakazującym egzekucję długu ruszyć do komornika. Dariusz Czapla z biura prasowego katowickiego magistratu zastrzega jednak, że to nie gwarantuje odzyskania miejskich pieniędzy.
Mieszkańcy Sosnowca nie chcą płacić za kosztowne inwestycje zarządcy
- Jeśli komornik nie może bowiem wyegzekwować długu, to sprawa jest umarzana. Procedurę windykacyjną wznawia się po 3 latach - wyjaśnia Czapla.
Innymi słowy gmina próbując odzyskać swoje pieniądze ponosi kolejne wydatki nie mając żadnej gwarancji, że coś z tego wyjdzie. Stosowane są też inne formy nacisku (względnie perswazji) na dłużników, lecz w każdym z tych przypadków ściganiem zalegających z czynszami zajmują się urzędnicy lub pracownicy miejskich spółek komunalnych. Dlaczego nie mogłyby tego robić profesjonalne firmy windykatorskie? Pomysł "przećwiczył" już Sopot, teraz tym samy tropem chce iść Łódź, która do miejskiego budżetu wpisała 20 mln złotych z tytułu sprzedaży ok. 130 mln. zł długu.
Jak długo przechowywać książeczki opłat czynszowych? Zobacz tutaj
Na pierwszy rzut oka interes wydaje raczej kiepski, ale jego zwolennicy przekonują, że lepszy "wróbel w garści niż gołąb na dachu". U nas na razie potencjalnych naśladowców nie widać. W Katowicach usłyszeliśmy, że dotychczasowe metody windykacji długów w zupełności się sprawdzają. Z kolei Bartosz Matylewicz z biura prasowego urzędu miejskiego w Dąbrowie Górniczej przyznaje co prawda, że pomysł był analizowany, ale ostatecznie miasto pozostało przy dotychczasowych sposobach ścigania dłużników.


