Data dodania: 2012-01-21 19:46:58 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-01-26 17:56:16
Akcja ratownicza GOPR (© ARC DZ)
Około 40 ratowników GOPR przedarło się w końcu w ekstremalnych warunkach na Babią Górę, czyli Diablak, gdzie utknęły cztery grupy turystów. Wszyscy uratowani. W innej akcji na Baraniej Górze odnaleziona została grupa Słowaków. Czytajcie szczegóły.
Fryderyk (gość), 23.01.12, 07:54:17
Analizując zachowanie tych nieodpowiedzialnych ludzi, którzy zapragnęli wędrować po górach w skrajnie ekstremalnych warunkach ciekawi mnie jaką ich część stanowili gorole a jaką hanysy? Dałoby mi to odpowiedź która nacja jest bezsensownie lekkomyślna, byłby to też przyczynek do dyskusji nt. autonomii.
odpowiedzi (0)
Tak: 0
Nie: 3
Goprowiec, przewodnik (gość), 22.01.12, 09:08:34
Nie do końca tak jest jak piszesz, Ratownicy GOPR jak sama nazwa wskazuje (Górskie OCHOTNICZE Pogotowie Ratunkowe) to ekipy złożone z OCHOTNIKÓW, owszem zawsze jest kilku etatowych ratowników w każdej grupie (rejonie działań) a jeżeli chodzi o ludzi którzy pełnią dyżury to otrzymują diety za każdy dzień dyżuru w schronisku lub w dyżurce GOPR. Więc za 21 złotych na dobę życzę Ci samych sukcesów w poszukiwaniu nieodpowiedzialnych turystów albo "przewodników z doświadzceniem" , sam jestem przewodnikiem i brawura w górach nie jest dobrym sposobem na prowadzenie grupy. Korona z głowy nikomu nie spadnie jak zawróci ze szlaku lub wogóle odwoła wycieczkę. proszę o rozwagę i konkretny ekwipunek na wyprawy. A liberalizacja przepisów iż można w góry wyruszać na własna odpowiedzialność bez przewodnika to już bezsens. Chyba że zostanie wprowadzone obowiązkowe ubezpieczenie jak np. na Słowacji
odpowiedzi (0)
Tak: 3
Nie: 0
Beskidziosz (gość), 21.01.12, 21:07:26
tak potrzebnego w razie nagłego załamania
pogody - powoduje,że każda wycieczka na jej szczyt
- niezależnie od pory roku - przy nagłej zmianie
pogody (burza, kurniawa, niskie zachmurzenie itp.)
może skończyć się nawet tragicznie.
A przecież takie schronisko istniało i to od 1905
roku, zaledwie 10 minut drogi od szczytu!!! Cóż z
tego skoro, po jego spaleniu w 1949 roku, przy
próbie odbudowy w latach 50-tych skutecznie
przeciwstawiał się Babiogórski Park Narodowy i
dopiął swego.
Dziś pozostaje tylko liczyć na siebie i na dobrą
pogodę. Gdy ta się nagle zmieni radź sobie turysto
sam i szukaj drogi do jedynego czynnego schroniska
na Markowych Szczawinach, do którego ze szczytu
jest przynajmniej półtorej godziny marszu.
Tak: 4
Nie: 0
Oberschlesier (gość), 21.01.12, 21:24:58
Ale bylo to schronisko Beskidenvereinu. Nie wiem czy polski prawdziwy patridiota w I pol. XX w nie wolal by zamarznac niz dac Niemcowi sobie napluc w twarz jak poetycko ujela to Konopnitzka.
odpowiedzi (0)
Tak: 5
Nie: 3
O/S (gość), 21.01.12, 22:08:10
Schroniska Beskidenverein[edytuj]
Schronisko na Teufelspitze – ok. 1905
Pocztówka z 1902, przedstawiająca schronisko na Łysej Górze i Białym Krzyżu
Beskidenverein propagowało zarówno turystykę górską jak i narciarstwo, ale przede wszystkim budowało pierwsze prawdziwe schroniska w Beskidach (obiekty noclegowe istniały już w górach wcześniej, lecz nie były to typowe schroniska turystyczne – nie korzystali z nich turyści, lecz arystokracja i koła łowieckie)[10]. Przed I wojną światową otwarto je w następujących miejscach:
Jaworowy (Jaworowy, Gross Jaworowy) – kwiecień 1895; wybudowała je sekcja cieszyńska. Było to pierwsze prawdziwe schronisko turystyczne na terenie Beskidów (Erzherzog – Friedrich – Schutzhaus ku czci arcyksięcia Fryderyka z cieszyńskiej linii Habsburgów), bardzo popularne wśród turystów (już osiem dni po otwarciu pojawił się tysięczny gość, a w ciągu roku przeciętnie obiekt odwiedzało 6 tysięcy osób[11]).
Łysa Góra (Lysa – Berg, Kahlberg) – 1895 wspólnym wysiłkiem pięciu sekcji pod nazwą Erzherzog – Albrecht – Schutzhaus. Patronem został arcyksiążę Albrecht, który zmarł w tym roku. W 1908 na szlaku biegnącym w stronę szczytu otwarto Ostrauer Hütte, jako punkt wypoczynkowy dla mniej zaprawionych turystów. Obiekt na szczycie utrzymywany przez Zarząd Główny BV, natomiast Ostrauer Hütte przez sekcję z Morawskiej Ostrawy.
Szyndzielnia (Kamitzerplatte) – 1897. Było to pierwsze schronisko turystyczne (Schutzhaus auf dem Kamitzerplatte) na terenie Beskidów należących obecnie do Polski, istniejące po rozbudowie do dnia dzisiejszego. W 1907 z okazji 10-lecia powstania schroniska dobudowano drewniany domek w stylu szwajcarskim, który miał służyć jako dodatkowy schron. Grunt pod schroniskiem przeszedł na własność Towarzystwa dopiero w 1940, po długim okresie dzierżawy. Zarządzała nim sekcja z Bielska. W 1906 obok schroniska utworzono ogród botaniczny (alpinarium) zwany beskidzkim – miał ok. 400 m² i zasadzono w nim 350 roślin ze 120 gatunków. Pomysłodawcą był dr Edward Schnack, członek BV, muzealnik i przyrodnik. Ogród istnieje do dnia dzisiejszego.
Biały Krzyż (Weisses Kreuz) w paśmie Małego Połomu – w 1897 r. gospoda i schronisko Beskidenheim zostało wydzierżawione od czeskiego właściciela; w jego miejscu w 1902 r. sekcja vitkowicka otworzyła nowe, większe schronisko Schutzhütte Weisse Kreuz. W roku 1907 do dyspozycji turystów przekazano tzw. willę letnią nazwaną Josefinenheim na cześć żony wielkiego przyjaciela i darczyńcy BV Friedriecha Schustera.
Schroniska na Szyndzielni, Magurce i Babiej Górze – pocztówka wydana przed I wojną światową
Sławicz – 1898 lub 1899; powstaje niewielkie schronisko (Hadaszczok – Hütte), poświęcone pamięci Johanna Hadaszczoka, drugiego prezesa BV, który zmarł w 1895 r. bezpośrednio po wędrówce górskiej (miał duże problemy zdrowotne). Zarządzane przez sekcję z Vitkowic.
Magurka Wilkowicka (Josefsberg) – 1903, dwukrotnie spłonęło – 1907 i 1912, dwukrotnie odbudowywane pod nazwą Erzherzogin Maria Theresia – Schutzhaus auf dem Josefsberg. Istnieje do dzisiaj.
Wielkia Czantoria (Großer Czantory-Berg) – 1904 jako Erzherzogin Isabella – Schutzhaus auf dem Großer Czantory-Berg (patronką była Isabella von Croy-Dülmen, żona arcyksięcia Fryderyka, ówczesnego księcia cieszyńskiego). Wybudowane i zarządzane przez sekcję cieszyńską.
Babia Góra (Teufelspitze) – wybudowane w 1905 jako Schlesinger-Schutzhaus (od nazwiska bardzo zasłużonego dla Towarzystwa Beskidzkiego Wilhelma Schlesingera) – do lat 30. XX wieku było to najwyżej położone schronisko w Karpatach. Powstało na terenie Węgier, od 1920 po regulacji granicy na Orawie znalazło się w granicach Polski. W 1933 r. Dyrekcja Lasów Państwowych ze Lwowa zakwestionowała prawo BV do gruntu, na którym stało schronisko i po procesie sądowym odebrała je Niemcom w 1938 r. (faktycznie już w 1936 przekazano je Spółdzielni Lasów Państwowych "Leśnik" ze Lwowa). Do roku 1939 funkcjonowało jako schronisko polskie, popularnie zwane Leśnikiem. Obecnie nie istnieje – pozbawione gospodarza w 1948 r. uległo zniszczeniu z powodu pożaru, a ruiny rozebrano do fundamentów w 1980. W schronisku od 1905 znajdowała się również księga meldunkowa z odezwą w trzech językach – niemieckim, węgierskim i polskim. Wcześniej, bo w 1904 r., BV na szczycie Babiej Góry zainstalowało skrzynkę z księgą pamiątkową dla turystów, według której na przełomie XIX i XX wieku na szczyt przybywało średnio około 400 osób.
Na Klimczoku w latach 1894-1895 z inicjatywy Towarzystwa rozbudowano dotychczasowe drewniane schronisko z 1872 służące głównie myśliwym (Klementinenhütte od nazwiska właścicielki tych terenów – Klementyny von Primavesi). Niestety – obiekt trzykrotnie trawił pożar (w 1895 podczas otwarcia po rozbudowie[12], w 1910 i w 1913), w związku z tym z pomocą BV w 1914 wybudowano nowy – kamienny, który dotrwał do czasów współczesnych.
Wszystkie wymienione schroniska posiadały restauracje, noclegi były możliwe w osobnych pokojach "dla pań" oraz "dla panów". Na początku XX wieku nocleg kosztował 1,60 korony, natomiast na materacu 60 halerzy. Z wyjątkiem Hadaszczok – Hütte obiekty były czynne przez cały rok.
W 1894 na stokach Dębowca (Seniorberg) w dawnej gajówce książąt Sułkowskich Związek otworzył gospodę (Baumgärtel), jednak nie było to typowe schronisko turystyczne i w początkowych latach służyło jedynie jako miejsce odpoczynku dla turystów zmierzających z Bielska na Szyndzielnię. Dopiero w późniejszym okresie zaczęło udzielaċ noclegów. Nadal istnieje i służy turystom.
Wybudowano także drewniany schron na Romance (tzw. Ski-hütte), przeznaczony dla narciarzy, zniszczony podczas I wojny światowej przez górali[13].
Już w tym okresie rodziły się konflikty pomiędzy Towarzystwem a organizacjami polskimi i czeskimi – Niemcy na swoich tabliczkach, znakach oraz w schroniskach używali głównie języka niemieckiego (był on obowiązujący członków BV; na Babiej Górze były jednak również napisy węgierskie, a sporadycznie zdarzały się polskie i czeskie). Polacy i Czesi domagali się nazw dwujęzycznych, na co Niemcy nie chcieli się zgodzić, argumentując, że na szlakach znaczną większość stanowią turyści niemieckojęzyczni.
Organizacja wypoczynku dla dzieci[edytuj]
Podobnie jak inne niemieckie organizacje turystyczne także Beskidenverein postanowiło organizować kolonie dla dzieci, aby w ten sposób propagować aktywną turystykę od najmłodszych lat. Sekcja z Morawskiej Ostrawy od 1901 wysyłała dzieci do Jabłonkowa, a od 1903 do Poruby. W 1908 przekazała organizację kolonii niezależnemu towarzystwu Fereinheim.
Oprócz organizowania kolonii BV zapoczątkowało pod koniec XIX wieku świąteczne akcje charytatywne wśród miejscowych biednych dzieci niemieckich lub góralskich. Rozdawano odzież, obuwie i słodycze.
odpowiedzi (0)
Tak: 4
Nie: 1
xxx (gość), 21.01.12, 21:45:33
tak ze w latch 45-50 polscy szabrownicy wzieli sie do werku i kopoli w zawalonych tunelach pod schroniskiem,jw. nie byli gornikami tylko zlodziejami ktozy chcieli latwo dosc do fortuny, ale mieli pecha bo tunel sie zawalil po czym postanowili schronisko spalic.
odpowiedzi (0)
Tak: 3
Nie: 1
fiesta (gość), 21.01.12, 20:10:36
Obciążać nieodpowiedzialnych turystów kosztami akcji ratunkowej !
Tak: 4
Nie: 4
piona.silesia (gość), 22.01.12, 19:23:16
A kto ma stwierdzać czy byli to odpowiedzialni lub nieodpowiedzialni turyści ? Zarząd B-Parku i leśnczy, Policja ? GOPR mógłby stwierdzić braki i niewłaściwą odzież, napojów i pokarmu lub nie przestrzegania zakazów (zagrożenia lawinowego, zamkniętego szlaku). Można też ograniczyć ilość uczestników w grupie na jednego przewodnika. Ale na zmianę i gwałtowne załamanie pogody nie pomoże nawet nabożeństwo mszy św. przed wędrówką. A doświadczeni turyści i przewodnicy też stają się ofiarami zmian pogody (ostatnio pod Mt. Blanc). Tak więc zwiększenie ilości członków GOPR i ubezpieczenie na czas wędrówki (miesiąca, kwartału, roku) na koszty jego utrzymania. Ubezpieczenie praktykowane jest w UE włącznie ze Słowacją. Jeśli chodzi o orientację to GPS jak i komórki mają też zaniki sygnałów. Choroba, kondycja turysty także decydują o tej wspomnianej odpowiedzialności lub nieodpowiedzialnści.
odpowiedzi (0)
Tak: 1
Nie: 1
kasia (gość), 22.01.12, 11:39:13
Wszyscy płacą podatki, więc każdy ma prawo do pomocy, kto dzisiaj nie popełnia błędów?
odpowiedzi (0)
Tak: 2
Nie: 0
piona.silesia (gość), 22.01.12, 19:46:14
W Niemczech płaci się podatki wyznaniowe kościelne (ewanglickie lub katolickie) a za śluby, msze, pogrzeby, chrzest są opłaty. Co i być może w krótce czeka także polskich wierzących. Tak więc zwiększenie placówek i ratowników GOPR a na ich utrzymanie dodatkowe ubezpieczenia i może jakieś schronisko. To mogłoby zmniejszyć zagrożenie i ofiary wsród turystów.
odpowiedzi (0)
skomentujAnka (gość), 21.01.12, 23:34:24
W jednej z grup był doświadczony przewodnik górski. Trudno więc mówić o braku odpowiedzialności. Każdy kto chodzi po górach wie, że sytuacje nagłego załamania pogody się zdarzają. Grunt to zachować wtedy zimną krew i nie doprowadzić do tragedii. A GOPR od tego jest, aby w tych wyjątkowych sytuacjach pomagać.
odpowiedzi (0)
Tak: 3
Nie: 1
Maniek (gość), 21.01.12, 21:41:06
Ta akcja to taki samo koszt jak siedzenie ratowników w cieplutkim pokoiku i chlipanie ciepłej kawy. Na koniec miesiąca nie dostaną ani więcej, ani mniej. Przypominam że za gotowość też mają płacone, a nic nie robią, to dopiero marnotrawstwo! życzę Ci z całego serca sytuacji w której trafisz do lekarza i ten ci powie że skończyły mu się limity i nie będzie ratował twojego nędznego życia. Rachunek ekonomiczny ponad życie. Większość chorób na jakie choruje populacja i na jakie umiera nie są spowodowane warunkami zewnętrznymi tylko są powodowane przez nas samych. Więc jak będziesz umierał na serce na ulicy,, na moją pomoc nie licz. Czas to pieniądz, a żadna menda nie może marnować moich pieniędzy. Ciao BURAKU.
odpowiedzi (0)
Tak: 7
Nie: 3
Reklama
Reklama
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.