Data dodania: 2012-01-29 22:34:05 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-03-26 06:37:49
W środę pochowaliśmy naszego redakcyjnego kolegę Henryka Babczyka. Miał 58 lat. Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie. Tutaj możecie zamieścić Wasze wspomnienia o Heńku.
Wojtek (gość), 03.02.12, 08:21:16
Dziś piątek, 3 lutego, właśnie przeczytałem, że odszedłeś... Jest za późno, żeby Cię spotkać i porozmawiać - jak kilka razy - o... emeryturze, wcześniejszej emeryturze dziennikarskiej, której mi "zazdrościłeś". Pamiętam, jak jeszcze jako student, zjawiłeś się na praktyce redakcyjnej, a było to albo w "Panoramie", albo w "Tak i Nie"?... Potem pamiętam Cię także z TR i T.Śl., bo w DZ już razem nie pracowaliśmy, ale zawsze, kiedy się tam zjawiałem, nie czułem się jak intruz, bo znajdowałeś czas na pogawędkę ze starszym kolegą.
Żałuję, że nie mogłem Cię pożegnać...
odpowiedzi (0)
Tak: 2
Nie: 0
(jb) (gość), 02.02.12, 12:38:18
Nie zapomnę tych spotkań w palarni Trybuny Śląskiej, przy automacie do syntetycznej kawy na żetony, kiedy Henio z ledwo wyczuwalną ironią tłumaczył dziennikarskiemu narybkowi "ale pozwól sobie młody kolego wytłumaczyć, że może jeszcze nie wszystko wiesz". Za tą jego flegmę chciało mu się czasem głowę odkręcić.
Był Heniek podporą tamtej redakcji, jak cały zet-er (zespół redagujący), czasem za jego skróty w naszych jakże wiekopomnych tekstach dostawaliśmy szału, czasem ratował tyłek, kiedy się coś zawaliło (oj, się zawalało, zawalało ;-)). Szkoda.
Cześć, starszy kolego.
odpowiedzi (0)
Tak: 1
Nie: 0
Grzegorz Olma (gość), 01.02.12, 22:57:18
Najpierw był Panem Redaktorem, a później ujmującym Kolegą i nauczycielem redaktorskiego fachu. Potrafił uczyć dobrą radą, ot tak rzuconą przy okazji. Nie stwarzał dystansu, ani nie dawał odczuć żółtodziobom, że niewiele potrafią. Bardzo mile wspominam Heńka z czasów Trybuny Śląskiej.
odpowiedzi (0)
Tak: 4
Nie: 1
Kolega (gość), 01.02.12, 10:19:09
Henryka poznałem w pierwszych dniach pracy w Trybunie Śląskiej. - Heniek jestem - tak się do mnie zwrócił i od razu pękły lody obcowania z żywą legenda gazety. Potem przez kilkanaście lat poznałem go znacznie lepiej. Był szalenie wymagający, nie znosił głupoty, drażniło go robienie wszystkiego po łebkach. Jak się czegoś podjął, zawsze sprawy doprowadził do końca. Człowiek od rzeczy niemożliwych. Był niewiarygodnie systematyczny i opanowany. Nawet w chwilach największego redakcyjnego stresu zawsze miał czas na wytłumaczenie błędów, dopytanie o szczegóły i poprawienie kiepskich tekstów. Przy tym był człowiekiem skromnym, nierzucającym się w oczy. Mógłby trząść redakcją, ale wolał spokojnie pracować bez kłótni. Był odwrotnością pojęcia "karierowicz". I za to go cenię. Czy był człowiekiem kryształowym? Nie wiem. Ale jeśli tak, to była jedna rysa - pił mocną kawę z fusami zaparzaną w szklance.
odpowiedzi (0)
Tak: 2
Nie: 0
Reklama
Reklama
Czy kupisz książkę o Katarzynie Waśniewskiej, matce Madzi z Sosnowca?
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.