Rejon katastrofy nie będzie zalany

    Rejon katastrofy nie będzie zalany

    Jacek Bombor

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Wczoraj w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich o pierwszej w nocy zmarł kolejny górnik dotkliwie poparzony w wybuchu metanu w kopalni Borynia - to 44-letni Bogusław Sawicki.
    - To niestety szósta śmiertelna ofiara zbiorowego wypadku. Zmarły górnik zostawił żonę i troje dzieci - informują pracownicy Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
    W siemianowickiej "oparzeniówce" wciąż przebywa pięciu poparzonych górników z null. - Ich stan jest ciężki, ale stabilny. Najbardziej niepokoją poparzone drogi oddechowe - mówią lekarze. Czterech lżej rannych pracowników Boryni pozostaje w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu Zdroju.

    Wczoraj też zebrał się kopalniany zespół ds. zagrożeń. Eksperci wyjaśniający przyczyny tragedii w kopalni Borynia, postanowili wczoraj, że miejsce katastrofy nie będzie zalane wodą.

    O takiej ewentualności mówiono jeszcze kilka dni temu podczas spotkania w Wyższym Urzędzie Górniczym. Przypomnijmy, 938 metrów pod ziemią, gdzie miał miejsce wybuch metanu, odnotowano wysokie stężenia tlenku węgla, które może wywoływać samozagrzanie węgla. Zdecydowano więc o odcięciu rejonu specjalnymi tamami wybuchowymi.

    Najbardziej skutecznym sposobem na "gaszenie" węgla, ale też najbardziej radykalnym, byłoby wpompowanie w zagrożony rejon wody. Jednak po takiej akcji znalezienie przyczyn katastrofy mogłoby stać się po prostu niemożliwe.
    - Woda zaciera ślady, wiadomo, że to zdecydowanie utrudniłoby nam pracę. Mamy nadzieję, że eksperci znajdą inne rozwiązanie - mówił nam wczoraj po południu prokurator Wojciech Szułczyński z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, gdzie trwa śledztwo w sprawie ustalenia przyczyn katastrofy. - Trwają intensywne przesłuchania pracowników kopalni. Szczegółów postępowania nie zdradzamy - wyjaśnia Szułczyński.

    Eksperci póki co znaleźli inne rozwiązanie: do podziemnego wyrobiska zostaną wpuszczone lada dzień azot i dwutlenek węgla. - Jesteśmy umiarkowanymi optymistami, że w takiej atmosferze węgiel będzie się ochładzał i wreszcie będzie można bezpiecznie na dół wysłać ratowników i ekspertów. Zdecydowaliśmy się na wtłoczenie tych gazów ze względu na korzystniejsze pomiary z dołu. Okazuje się, że wskaźniki atmosfery w rejonie wybuchu poprawiły się - wyjaśnia Zbigniew Schinohl, dyrektor Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku.
    Eksperci zdawali sobie sprawę z tego, że woda może poczynić nieodwracalne szkody w podziemnym wyrobisku.

    W takich warunkach właściwości samego węgla ulegają zmianom, poza tym zniszczone zostałyby urządzenia, które tam pozostały. Kosztują krocie, a mogą być wykorzystywane w innych rejonach.
    Teraz ratownicy w pocie czoła budują tamy przeciwwybuchowe w rejonie feralnej ściany F-22. To bardzo skomplikowany proces. - Zabudowa dwóch tam, każda o grubości trzech metrów, zajmuje zwykle kilka dni, ponieważ do ich budowy trzeba zwieźć na dół około 100 ton specjalistycznego spoiwa mineralnego - wyjaśnia Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik prasowy Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

    Z jednej strony tama będzie się znajdowała pół kilometra, a z drugiej 600 metrów od miejsca katastrofy - to spowoduje, że cały rejon będzie całkowicie odizolowany od reszty kopalni.
    Tamy będą gotowe najprawdopodobniej dzisiaj - w razie nieprzewidzianych kłopotów, najpóźniej jutro. Potem przez nie tłoczony będzie azot i dwutlenek węgla. I tak przez trzy najbliższe tygodnie. - Raz na dobę z najbardziej newralgicznych miejsc będą pobierane próbki atmosfery. Ich analizą zajmą się specjaliści z Głównego Urzędu Górniczego - wyjaśnia Schi-nohl. - Kolejne spotkanie mamy 7 lipca. Wtedy przeanalizujemy sytuację po raz kolejny i zdecydujemy, co dalej. Wszystkim zależy, by na dół mogli zjechać ratownicy i członkowie komisji, by zobaczyć miejsce, w którym doszło do tej tragedii. Jednak dopóki nie będziemy mieli pewności, że zagrożenie minęło, dopóty nie pozwolimy na zjazd ludziom - dodaje.

    Odpowiedzi na pytanie, dlaczego 4 marca na dole zginęli ludzie, szuka cały sztab najlepszych górniczych ekspertów. W kopalnianym zespole ds. zagrożeń i specjalnej komisji Wyższego Urzędu Górniczego zasiadają przedstawiciele urzędów górniczych, naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Politechniki Śl., czy Kopalni Doświadczalnej Barbara, gdzie od lat przeprowadzane są m.in. próbne wybuchy metanu. Wszystko po to, by lepiej poznać zjawisko.

    Z prof. Pawłem Krzystolikiem, konsultantem naukowym Głównego Instytutu Górnictwa, rozmawia Jacek Bombor
    Czy wtłoczenie azotu i tlenu to najlepszy sposób na neutralizację zagrożenia pożarowego pod ziemią?

    Można to też zrobić poprzez zalanie rejonu ściany wodą, to najskuteczniejsze. Ale w tym wypadku najważniejsze jest to, by dociec, co było przyczyną katastrofy. A na to pozwoli zjazd w rejon nienaruszony po wybuchu i wizja lokalna.

    Na czym polega taka akcja?

    Przez tamy do wyrobiska pompy tłoczą azot i dwutlenek węgla. Dzięki temu w środku powstaje atmosfera beztlenowa. Nie ma tlenu, a to on powoduje spalanie węgla. Może to potrwać od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy.
    Woda ugasiłaby wszystko szybciej, ale w tym wypadku nie ma się co spieszyć. Bo priorytetem jest odpowiedź na pytanie, dlaczego i gdzie nastąpił wybuch. To pozwoli nam na wypracowanie metod, dzięki którym w innych kopalniach nie dojdzie do podobnych zdarzeń.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama