Wielokrotnie rozmawiałem z instruktorami nauki jazdy, a mają oni praktyczną wiedzę o sposobie szkoleń nowych kandydatów na kierowców - zupełnie inną niż ich dyrektorzy czy kierownicy.
Instruktorom zadawałem zwykle dyżurne pytanie: dlaczego nie uczą kursantów poruszania się po autostradach? Odpowiedź była przerażająca. Otóż, instruktorzy nie mają bowiem takiego obowiązku, a przy okazji opowiadali, że się boją i nigdy z kursantem - póki nie będzie nakazu - na autostradzie się nie pojawią.
A specyfika jazdy po autostradzie to zupełnie inny sposób włączenia się do ruchu, nieustanna obserwacja lusterek wstecznych, inna szybkość i odległość od poprzedzającego pojazdu oraz wiele innych zachowań.
Manewrowanie na placu wśród słupków jest ważne, ale - moim zdaniem - nie jest to najważniejszy element w nauce jazdy. Tymczasem nauka zachowania na drogach poza miastami, na drogach ekspresowych lub autostradzie jest całkowicie pomijana. Kursantów nikt nie uczy także prawidłowego manewru wyprzedzania na drogach poza miastem; oni zwykle snują się po mieście.
Obawiam się, że niektórzy kursanci, którzy zdadzą egzamin, zwiększą rzeszę niedouczonych kierowców, powiększając tragiczne statystyki wypadków.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.