Środa popielcowa to dzień w tradycji katolickiej, który przekazuje symbolikę życia : kapłan posypuje głowy wiernych popiołem pochodzącym ze spalonych palm poświęconych w Niedzielę Palmową ubiegłego roku.
Palma to symbol życia, popiół wskazuje na śmierć. Takie zestawienie to odwołanie do natury, gdzie ca-ły rok wegetacyjny opiera się na cyklu obumierania i odradzania się. Popiół przypomina o marności istnienia, ale odnosi się też do ognia, znaku słońca, więc także życia.
Popielec jest datą graniczną pomiędzy karnawałem i Wielkim Postem. Ale w naszej tradycji zawsze był też dniem kontrastów. Z jednej strony, wyciszano się, gospodynie szorowały garnki, aby nie został w nich nawet kawałek starego tłuszczu, a tymczasem na Śląsku w Środy Popielcowe często odbywały się babskie combry. Była to zabawa zamężnych kobiet, które zamykały się w karczmie z młodymi mężatkami i przygotowywały dla nich swoisty instruktarz przed no-wym życiem.
Na Śląsku Popielec był dniem refleksji i powagi, ale i żartów. Dziewczęta, które nie wyszły za mąż w czasie zapustów musiały liczyć się z szykanami i kpinami. Chłopcy zawieszali im na szyi drewnianą belkę na powrozie. Co ciekawe, w 1724 roku tego zwyczaju zakazały władze Mysłowic. Więc były inne igraszki: np. chłopcy obrzucali popiołem siebie nawzajem lub przechodniów. Albo odbywał się tzw. pogrzeb basa - po ostatniej zabawie z karczmy wynoszono instrument i odprawiano jego pogrzeb symbolizujący nadejście postu. Prawda jest też taka, że w praktyce nie była to wielka odmiana dla śląskiego chłopa (jak zresztą w całej Polsce), bo chłop na naszej wsi pościł cały rok i nigdy mu się nie przelewało. MZ
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie DziennikZachodni.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.