Karwat: Nic nie widać, nic nie słychać

    Karwat: Nic nie widać, nic nie słychać

    Krzysztof Karwat

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Karwat: Nic nie widać, nic nie słychać
    Na Górnym Śląsku nie mamy wątpliwości: reforma administracyjno-samorządowa sprzed kilkunastu lat nie przyniosła takich efektów decentralizacyjnych, jakich wielu z nas oczekiwało. Widać to dziś także w świecie mediów, które niczym w lustrze wiernie rejestrują peryferyjny status naszego regionu, dobijającego się do głosu tylko w przypadku ekstremalnych dramatów czy zbiorowych tragedii.
    Karwat: Nic nie widać, nic nie słychać
    Wszystkie gazety ogólnopolskie i tygodniki opinii redagowane są w Warszawie; jedynym wyjątkiem - po przeprowadzce "Przekroju", a wcześniej "Wprost" - pozostaje krakowski "Tygodnik Powszechny", który jednak nie odgrywa już takiej roli jak w dawnych latach. Także tzw. gazety kolorowe i wysokonakładowe pisma dla pań drukuje się w stolicy. Młodszym przypomnijmy, że bardzo popularna niegdyś "Panorama" i dziennik "Sport" funkcjonowały w Katowicach. Wielkie portale internetowe i ważniejsze pisma specjalistyczne czy niszowe też powstają niemal wyłącznie w Warszawie.

    Medioznawcy i wydawcy tłumaczą to specyfiką polskiego rynku reklamowego. No bo rzeczywiście - centrale wielu dużych przedsiębiorstw i bogatych firm, nawet jeśli swe produkty i usługi wytwarzają gdzie indziej - zwykle lokują się w miejscach, które widać z wyższych pięter Pałacu Kultury i Nauki. Oto prawdziwy wymiar polskiego centralizmu.

    Wiodąca pozycja stolicy nie jest czymś zaskakującym. Tak bywa wszędzie i zawsze. Chodzi jednak o proporcje. Dziś są one niezdro-we, zachwiane. Najlepiej widać to w mediach publicznych, zwłaszcza w telewizji. Ośrodek katowicki został kompletnie zmarginalizowany. A przecież kiedyś odgrywał znaczącą rolę. Silne były redakcje sportowe i rozrywkowo-muzyczne.

    Ba, produkowano tu nawet spektakle teatralne i całkiem sporo ambitnych reportaży czy dokumentów, zaś w kooperacji z firmą producencką Poltel - seriale filmowe. Jeszcze w latach 80. eksperymentalnie nadawano dopołudniowe bloki "na żywo"; dziś "telewizje śniadaniowe" znajdują się w karcie dań wszystkich stacji. Pamiętam, że gościłem kiedyś w takim programie wraz z reżyserem teatralnym z Donbasu (miasta partnerskiego Katowic). Ukraińsko-radziecki artysta był wstrząśnięty, gdy po wyjściu ze studia zaprowadziłem go do kasy, gdzie natychmiast, od ręki, otrzymał niewielkie, ale przecież należne honorarium. To se ne wrati...

    Kiedy w drugiej połowie lat 90. opublikowałem na tych łamach krytyczny artykuł na temat polityki ówczesnych władz - prowadzącej do degradacji ośrodków regionalnych - po paru dniach ni stąd, ni zowąd zjawił się w redakcji jeden z członków zarządu TVP odpowiedzialny za "prowincję". Poszliśmy na kawę, pogadali, bo znaliśmy się jeszcze z czasów studenckich. Przynajmniej tyle.
    Dziś - nikt mnie, ani nikogo innego z Katowic - nawet na wodę mineralną nie zaprosi. To wygląda tak, jakby już nikomu nie zależało na wzmocnieniu mediów publicznych. Jeszcze tylko Radio Katowice jakoś się trzyma, choć wielu powodów do radości nie ma od lat.

    Za taki stan rzeczy odpowiadają kolejne ekipy rządzących, które instrumentalizowały środowiska dziennikarskie, nieustannie manipulowały przy ustawach medialnych, "swoich" napuszczały na "obcych".

    Potem doszedł problem z abonamentem i gigantycznymi odprawami dla zmieniających się prezesów i naczelnych. No i z ofer-tą programową - coraz uboższą, więc przegrywającą z konkurencją stacji prywatnych. Czy tę sytuację można jeszcze zmienić, uzdrowić? Nieraz wydaje mi się, że już jest za późno.

    Miarą stanu zapaści jest to, że w wielu miejscach na Śląsku nawet nie można odbierać telewizji katowickiej. Wielcy dystrybutorzy "talerzy" i "kablówek", biznesowo powiązani z nadawcami komercyjnymi, tak ustawiają oferty sprzedaży, by programy z danego województwa zastępować "regionalką" warszawską.

    Jak można się było na to godzić? Jak można było nie przeciwstawić się takim praktykom? W moim domowym telewizorze łatwiej mi znaleźć Al-Dżazirę niż Bytków, bo obserwowanie życia codziennego Arabów nie wymaga nieustannych manipulacji przy wejściach antenowych!

    * CZYTAJ KONIECZNIE:

    *KATASTROFA KOLEJOWA W SZCZEKOCINACH - RAPORT SPECJALNY DZIENNIKA ZACHODNIEGO
    *ŚLĄZACY I KASZUBI WSPÓLNIE CHCĄ WALCZYĆ O UZNANIE MNIEJSZOŚCI ETNICZNEJ

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera



    *ALE FUTURYSTYKA! Zobacz jak będą wyglądać Katowice w 2015 roku. WIZUALIZACJE
    *Niesamowicie GORĄCE DZIEWCZYNY na mroźne dni. Zobacz FOTKI Queen Śląska i Zagłębia

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ...

      Polak i Ślązak (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 37 / 36

      A to już nie są winni wszystkiemu czego się nie da zrobić na Śląsku źli "Polacy", jak to mówią "narodowi Ślązacy" z RAŚu z którymi Pan Redaktor sympatyzuje?

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama