Nie wolno straszyć ludzi prywatyzacją

    Nie wolno straszyć ludzi prywatyzacją

    Agata Pustułka

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Z Zygmuntem Klosą, dyrektorem Śląskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, rozmawia Agata Pustułka
    Ważą się losy komercjalizacji szpitali. Był pan szefem komisji zdrowia w Sejmiku Województwa Śląskiego. Czy pana zdaniem śląskie szpitale są przygotowane do tej operacji?

    Narodowy Fundusz Zdrowia od lat kupuje usługi także w zakładach prywatnych, na przykład niepublicznych praktykach lekarza rodzinnego. Pacjenci są tam leczeni w ramach składki zdrowotnej i nic za leczenie nie płacą. Straszenie Polaków prywatyzacją, która będzie miała wpływ jedynie na lepsze zarządzanie szpitalami i to w momencie, gdy ochrona zdrowia w Polsce potrzebuje nowego otwarcia, jest nieporozumieniem. Placówki muszą być kierowane przez osoby, które będą ponosić za swoje działania odpowiedzialność.
    Trudno dalej utrzymywać taki stan, że w budżecie danego szpitala 80 proc. pieniędzy przeznaczanych jest na płace, a 20 proc. na usługi medyczne. Wskutek komercjalizacji samorząd stanie się rzeczywistym właścicielem szpitali. Zostaną powołane rady nadzorcze, które stać będą na straży porządku ekonomicznego. Nie widzę zagrożenia związanego z bankructwem szpitali. Wszak odpowiedzialność za placówki przejmą radni, zobowiązani do organizacji opieki medycznej w danym terenie. Dzisiaj odpowiedzialność jest rozmydlona. Niejednokrotnie pieniądze są wydatkowane w sposób całkowicie nieprawidłowy.

    W naszym regionie komercjalizacja może okazać się najtrudniejsza, ze względu choćby na liczbę szpitali.

    Trzeba się do tej operacji solidnie przygotować. Konieczne są precyzyjne programy i badania, na przykład dotyczące zachorowalności, z których wynikać będzie zapotrzebowanie na określone usługi medyczne. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie w danym powiecie potrzebny jest oddział zabiegowy, dla którego za kilkanaście milionów złotych trzeba wybudować blok operacyjny. A może pacjenci skorzystają z usług innego szpitala, znajdującego się w sąsiednim powiecie. Sądzę, że ze względu na liczbę szpitali i dostępność do leczenia, tego typu problemy w naszym regionie łatwiej będzie rozwiązywać.

    W Blachowni, gdzie zarząd powiatu ogłosił już przetarg na dzierżawę szpitala powiatowego, pracownicy grożą protestami.

    Żaden szpital nie upadnie. Moim zdaniem, niestety, jeśli chodzi o zarządzanie szpitalami przespaliśmy kilka lat. Teraz trzeba szybko nadrobić stracony czas.

    Pacjenci najbardziej odczuwają i narzekają na wielotygodniowe kolejki do lekarzy specjalistów. Czy w tej kwestii można oczekiwać korzystnych zmian? Dziś już przecież zapisujemy się do lekarzy na nowy rok.

    Bolączką jest brak specjalistów. Często słyszy się, że Fundusz nie daje więcej pieniędzy. Nie daje, bo nie ma podstaw, bo placówki nie są w stanie wykonać więcej świadczeń. Na przykład Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach ma obecnie tyle środków, że więcej nie chce.

    Jak to możliwe? Są szpitale, które nie chcą pieniędzy?

    Oczywiście dzieje się tak w wyjątkowych sytuacjach. Moim priorytetem jako dyrektora oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia jest, by w 100 procentach zabezpieczyć pomoc dla najmłodszych pacjentów. Na leczenie dzieci pieniędzy nigdy nie może zabraknąć. Gdy szpital zgłosi się z problemem, na pewno go rozwiążemy. Ochrona zdrowia wymaga też perspektywicznych decyzji. Za 25 lat przeszło połowa mieszkańców województwa śląskiego będzie miała ponad 65 lat życia. To właśnie dziś trzeba myśleć o dofinansowaniu opieki długoterminowej i geriatrii. W tym wypad-ku znów staję przed problemem braku specjalistów.

    Jak wykorzystywane są programy profilaktyczne finansowane przez NFZ?

    Niestety, wciąż na poziomie poniżej 20 proc. Problem leży w mentalności pacjentów, którzy mimo akcji promocyjnych po prostu nie chcą się badać. Nie jest to jednak nasza śląska specjalność. W całej Polsce poziom wykorzystania środków jest podobny. Nie wiem, czy nie należałoby powiązać badań profilaktycznych z badaniami okresowymi w tych grupach wiekowych, które mogą skorzystać z bezpłatnej profilaktyki opłacanej przez Fundusz.

    Ostatnie doniesienia o uchybieniach zakładów prowadzących mammografię nie wzbudzają zaufania do tych badań.

    Zakłady, które nie spełniały warunków, mają je dostosować do wymogów NFZ. Jeśli tak się nie stanie, nie będą miały kontraktu.

    Dyrektorzy szpitali skarżą się, że Fundusz nie płaci im za tak zwane nadwykonania. Przyjmują więcej pacjentów i wykonują więcej procedur, niż wynika to z kontraktów.

    Problem nadwykonań był, jest i będzie. Jest stary jak świat i nie tylko my się z nim borykamy, ale także Czesi i Niemcy. Zawsze w ochronie zdrowia popyt jest większy niż podaż. Nasz system oparty jest na prostych założeniach. NFZ zawiera ze szpitalem umowę opiewającą na określoną ilość usług medycznych. Jeśli kontrakt zostanie przekroczony, pacjent trafia do kolejki i jednocześnie szpital wykazując kolejkę, powinien starać się o renegocjację kontraktu, czyli o dodatkowe pieniądze. Warto dodać, że za wszystkie procedury ratujące życie płacimy w 100 procentach. Tu nie ma żadnej dyskusji i zaległości. Szpitale wykazały za pierwsze półrocze nadwykonania na łączną kwotę 140 mln złotych. Placówki otrzymują już aneksem rekompensatę na poziomie 70 proc. swoich wydatków. Nie wykluczam kolejnych ugód w styczniu 2009 roku, ale stanie się to dopiero po rozliczeniu całego bieżącego roku, kiedy będę znał możliwości finansowe oddziału.

    W 2008 roku budżet Śląskiego Oddziału NFZ wzrósł o miliard złotych, a wciąż słychać narzekania. Czy to dowód, że ochrona zdrowia jest beczką bez dna? A może po prostu tych pieniędzy jest wciąż za mało?

    Miliard to suma budząca szacunek. To pierwszy w historii istnienia Funduszu tak potężny skok. W przyszłym roku budżet Śląskiego Oddziału NFZ wyniesie dzięki temu ponad 6 mld złotych. O to, czy będą dodatkowe środki, trzeba pytać w centrali NFZ. Na razie nie mamy jeszcze pewności, jakie są prognozy spływu składki zdrowotnej.

    Zygmunt Klosa (55) jest dyrektorem Śląskiego Oddziału NFZ od marca br. Z zawodu lekarz. Jest wojewódzkim rad-nym PO i wieloletnim pracownikiem oddziału NFZ. W konkursie na stanowisko dyrektora jako jedyny spełnił wymogi formalne do jego objęcia.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo