Barack Obama i zmiany

    Barack Obama i zmiany

    Biskup Tadeusz Pieronek

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Nie trzeba tłumaczyć, dlaczego wybory prezydenta w krajach nawet tak wielkich i ważnych jak Federacja Rosyjska, nie wzbudzają takich emocji jak te w Stanach Zjednoczonych. Z wyborami prezydenckimi w Ameryce wiele osób, ale także wiele państw łączy jakieś oczekiwania, nadzieje czy obawy, bo rzeczywiście mogą one zaważyć na ich losach.
    Co prawda w Europie panuje względny spokój, ale wiemy przecież, że pokój to nie tylko brak wojny, ani też równowaga sił po zęby uzbrojonych przeciwników, ale przede wszystkim dzieło sprawiedliwości, zbudowane na wzajemnym szacunku człowieka do człowieka i na takim podziale wspólnego dobra, że każdemu starczy na godne życie.

    Niestety, takiego pokoju nie ma i chyba nigdy nie będzie. Są bowiem tacy, którym się przelewa i tacy, którym brakuje. Ci, którzy mają dużo, bardzo dużo, chcieliby mieć więcej. Więcej władzy, więcej pieniędzy. Na ogół nie wykazują oni zamiaru podzielenia się z tymi, którzy cierpią biedę.

    Mimo realizmu, jaki powinien cechować człowieka, ma on prawo także do sięgania po ideały, zbliżania się do nich, do nadziei, marzeń. W każdej dziedzinie życia mamy do czynienia z tym, co niesie dzień i z tym, co chcielibyśmy, by przynosił. Istnieje zatem stałe napięcie, które jest potrzebne do rozwoju.

    W sferze polityki często kładzie się zbyt wielki nacisk na szybki i wielki sukces, na skuteczność działania, a ponieważ wielu spraw nie da się załatwić w ten sposób, bo wymagają czasu i wyrzeczeń, niecierpliwość niezadowolonych owocuje swego rodzaju zemstą na politykach, do których traci się zaufanie, bo się nie sprawdzili i sięga się po innych, którzy w wystarczająco sugestywny sposób obiecują zmiany na lepsze.

    Wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych w zasadzie nie różnią się od podobnych wyborów w innych demokratycznych państwach, ale mają swój rozmach, swoją cenę, skalę i dramaturgię, które nie są do powtórzenia gdzie indziej. Barack Obama, pierwszy czarnoskóry prezydent Stanów Zjednoczonych, umiejętnie wpisał się w tę gigantyczną scenerię i wygrał wybory w cuglach.

    Uwikłanie kraju przez poprzednią ekipę prezydencką w wieloletnie wojny, ponoszone straty i brak sukcesów w walce ze światowym terroryzmem spowodowały, że społeczeństwo amerykańskie opowiedziało się za zmianami. Jakimi? Za wszystkimi, które tę sytuację poprawią.

    Na dodatek nadeszła spodziewana recesja gospodarcza, zagrażająca dobrobytowi wielu obywateli USA. Obama obiecał zmienić Amerykę i to się Amerykanom spodobało.

    Do zmiany administracji przy nowym prezydencie z pewnością dojdzie. Ale co jeszcze w polityce wewnętrznej i zagranicznej uda się zmienić? Czas pokaże!

    Niewątpliwie jednak należy odnotować zmianę w samym społeczeństwie amerykańskim, które zaakceptowało na swojego przywódcę syna emigrantów z Afryki, przezwyciężając tak mocne dawniej zakorzenione, rasistowskie uprzedzenia i zaufało procedurom demokratycznym.

    Nie łudźmy się jednak, że świat od razu się przez to zmieni, ale byłoby dobrze, gdyby choć trochę stał się lepszy.

    Miłe i pouczające było zakończenie kampanii prezydenckiej w USA rozmową telefoniczną konkurenta McCaina ze zwycięskim Obamą. Takiej kultury warto się uczyć.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama