Zielona Arkadia i hałdy

    Zielona Arkadia i hałdy

    Henryka Wach-Malicka

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    W naszych prywatnych rozmowach, ale także w licznych publikacjach prasowych i oficjalnych wystąpieniach pełno jest "śląskości", odmienianej przez wszystkie przypadki i nacechowanej emocjonalnie, jak napięta struna.
    Rzadko poddajemy się natomiast refleksji, co ten termin naprawdę znaczy dziś, co znaczył kiedyś, a przede wszystkim - jak bardzo indywidualnie go rozumiemy.

    Taka dyskusja, toczona niespiesznie i często zabarwiona osobistym stosunkiem do tematu obrad, odbyła się w miniony czwartek, 6 listopada, w Cieszynie.

    Forum, zatytułowane "Człowiek jest w drodze. Pejzaż śląski - pamięć, tradycja, współczesność" przygotował Instytut Sztuki cieszyńskiego Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Śląskiego pod przewodnictwem profesor Anny Kowalczyk-Klus i doktora Ryszarda Solika.

    Na konferencję zaproszono badaczy z różnych uczelni i prezentujących różne dyscypliny nauki, artystów i teoretyków sztuki.


    Plon tego niesłychanie interesującego spotkania już został zebrany i wydany w formie książki. Na pewno sięgnąć powinni po nią wszyscy ci, których szczerze interesuje niebanalne i oryginalne mówienie o Śląsku.

    Podsumowując cieszyńskie forum można powiedzieć, że Śląsk to po prostu jedno wielkie pytanie, na które istnieje wiele różnych odpowiedzi.

    W tej materii nic nie jest constans i niczego nie da się zawrzeć w ścisłej, encyklopedycznej definicji - od ustalenia granic terytorialnych i administracyjnych, poprzez interpretację wydarzeń historycznych, wreszcie po charakterystykę krajobrazu i wytłumaczenie swoistej mitologizacji "raju utraconego".

    Tęsknota za Śląskiem "którego już nie ma" jest motywem powracającym w zaskakująco wielu wypowiedziach Ślązaków, ale także ludzi, których nasz region kiedyś czymś zafascynował. To uczucie, jeśli przyjrzeć się bliżej wypowiedziom autorów filmów, obrazów czy książek, dla każdego z nich znaczy jednak co innego.

    To raczej różne odcienie nostalgii: za miejscem dzieciństwa, za jakimś przeżyciem, które było krótkie, acz namiętne, za utrwaloną przez wieku tradycją wreszcie.

    Zdaniem historyka sztuki, doktor Aleksandry Giełdoń-Paszek, autorki odczytu "Arkadia utracona?", ów żal to jednak bardziej melancholia niż żałoba, melancholia zaś "jest reakcją na stan utraty czegoś nie do końca określonego". Z kolei dla znakomitego plastyka, profesora Michała Klisia, utrata ma na przykład wymiar bardzo konkretny.

    Artysta mówił: "Wizją apokaliptyczną są w moim wspomnieniu sgraffita uczynione ręką Suberlaka na ścianach dworców kolejowych Katowic Piotrowic i Katowic Ligoty. Zostały zdewastowane, utracono dzieła jednego z najwybitniejszych śląskich grafików".

    Tak, jak migotliwe jest więc pojęcie odchodzącego bądź zniszczonego (celowo lub bezmyślnie) Śląska, niewytłumaczalne bywają też nasze nim fascynacje.

    Szarość miejskiego pejzażu i pozbawiony zieleni, postindustrialny krajobraz jedni nazywają przekleństwem, inni zamieniają go w podnietę twórczą.

    Na przykład dla grafika Jana Szmatlocha niezmienną, codzienną inspiracją jest po prostu okno, o którym mówi: "Pejzaż ograniczony ramą śląskiego okna ginie, przekształca się, pozostawiając za sobą wspomnienia (...). Okno jest tęsknotą za tym, co było dawnym domem, dawnym krajobrazem, dawną obecnością kogoś bliskiego".

    Uczestnicy cieszyńskiego forum zwrócili jednak uwagę, na swoisty katalog tematów śląskich, wybieranych przez artystów. Bywają nim hałdy, wieże kopalń i pulsujący rytm wielkich miast. Bywa sentymentalny powrót do śląskich tradycji harmonijnego życia rodzinnego i etosu codzienności; pracowitej, odpowiedzialnej i nabożnej. Bywa wreszcie cała mitologia górnicza, ze świętą Barbarą z jednej strony, a zastępem utopców z drugiej.

    Ale, co ciekawe, niemal nigdy bohaterem dzieła sztuki, nawet przepuszczonym przez potężny filtr transformacji artystycznej, nie były... biedaszyby.

    Tymczasem, jak udowodnił to w swoim bardzo interesującym wystąpieniu artysta plastyk Ireneusz Botor, biedaszyby są przede wszystkim miejscem, w którym kumulują się ludzka bieda i ludzkie nieszczęścia, ale jednocześnie mogą być one postrzegane jako miejsce symboliczne i inspirujące. Jako pierwsza, naznaczona koniecznością ekonomiczną, ale jednak próbą wdarcia się człowieka do wnętrza ziemi.

    Reżyser Lech Majewski powiedział kiedyś, że chyba do końca życia nie pozbędzie się dziwnego rozdwojenia świadomości, chodząc po ulicach. Nie potrafi bowiem zapomnieć, że pod jego stopami toczy się "drugi świat", ten w kopalnianych chodnikach.

    Do podobnych odczuć przyznaje się nasz redakcyjny kolega, fotoreporter Arkadiusz Gola, którego zdjęcia prezentowane były w czasie cieszyńskiego forum. O fotografowaniu w podziemiach kopalni Arek mówi: "Ogromne zapylenie, wilgotność i temperatura przeobrażają pracę górnika w swoiste sacrum. Czujesz, że zaraz wszystko może się zawalić, że nie masz dokąd uciec, bo nad głową jest niewyobrażalna warstwa ziemi i ciężar, a kapryśna natura może w każdej chwili sprowadzić śmierć.

    W takich warunkach powstaje pejzaż, który człowiek stwarza sam, obszar wydarty ziemi rękami górnika".

    Pejzaż śląski? Śląska tożsamość? Tyle ich, ilu nas.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama