Ewakuacja szpitala. Pacjent na OIMO-ie

    Ewakuacja szpitala. Pacjent na OIMO-ie

    Magdalena Sekuła

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Dwieście czterdzieści osób zostało wczoraj ewakuowanych ze Szpitala im. Rostka w Chorzowie. Stu czterdziestu z nich to pacjenci. Reszta to personel medyczny i odwiedzający. Szesnaście najciężej chorych osób trafiło do Zespołu Szpitali Miejskich.
    - Jednak osoba trafiła na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Jej stan jest bardzo poważny - mówi Romuald Romuszyński, dyrektor szpitala. - Stan pozostałych osób jest stabilny.

    Powodem ewakuacji był głupi żart.

    - Po godzinie jedenastej nieznany mężczyzna zadzwonił z informacją, że w szpitalu i w sądzie jest bomba - mówi kpt. Janusz Garncarczyk z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie.


    Ewakuacja została podzielona na dwa etapy: lżej chorzy zostali przewiezieni do Zespołu Szkół Chemicznych przy ulicy Piotra. Pozostali do Zespołu Szpitali Miejskich.

    - Przygotowaliśmy dla nich łóżka na oddziale - mówi Romuszyński. - Część lepiej czujących się osób otrzymała pomoc w izbie przyjęć.

    W tym samym czasie chorzowska straż pożarna i policja przeszukiwały budynek.

    - Policyjny pies nie znalazł bomby - mówi Aleksander Wojtczak, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego i ochrony ludności w UM. - Jednak bez względu na wszystko w takich sytuacjach trzeba natychmiast ewakuować ludzi. Ryzyko jest zbyt duże, by zwlekać.

    Pacjenci z Zespołu Szkół Chemicznych po kilkudziesięciu minutach karetkami, taksówkami, a nawet autobusem zostali przewiezieni z powrotem do szpitala.

    - Ludzie nie mają serca - mówiła jedna z pielęgniarek, wyciągając starszą kobietę z samochodu. - Jak można narażać takie chore osoby na taki stres? To się może skończyć tragicznie!

    - To było straszne - przyznaje siedemdziesięcioletnia pani Anna, która leczy się na oddziale geriatrycznym. - Już nie ma na tym świecie żadnego szacunku do chorych ludzi.

    Cała akcja trwała około dwóch godzin.

    - Ktoś, kto zadzwonił i powiedział dyżurnemu "Na Rostka macie bombę" jest odpowiedzialny za to, że stan zdrowia tych osób może uleć pogorszeniu - mówi Dariusz Paniczek, rzecznik chorzowskich policjantów. - Grożą mu zarzuty spowodowania powszechnego zagrożenia zdrowia i życia i kara do dwóch lat więzienia. I może też zostać zobowiązany do pokrycia kosztów akcji. W przypadku, kiedy to tego jest angażowanych tyle służb, te koszty mogą wynieść nawet setki tysięcy złotych. Za straty moralne pacjentów już niestety nie da się zapłacić.

    Bomby na szczęście nie było także w chorzowskim sądzie.

    - W tej instytucji po raz dziewiąty w tym roku dokonano ewakuacji - informuje Paniczek. - jedną osobę udało się zatrzymać. Sprawa jest w prokuraturze.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama