Szef ABW odejdzie. Jeszcze nie teraz, ale to tylko kwestia...

    Szef ABW odejdzie. Jeszcze nie teraz, ale to tylko kwestia czasu

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Krzysztof Bondaryk to bardzo kontrowersyjna postać. Może dlatego, że tych, którzy wiedzą mniej niż on, lekceważy. Ostatnio znowu pojawiły się sugestie, że szef ABW może stracić stanowisko, czego dowodem mają być słowa samego premiera wygłoszone podczas słynnej sejmowej debaty.
    O Bondaryku mówią "fachowiec", ale też - "człowiek o trudnym charakterze"

    O Bondaryku mówią "fachowiec", ale też - "człowiek o trudnym charakterze" ©Wojciech Barczyński/Polskapresse

    O Krzysztofie Bondaryku media piszą dokładnie co kilka miesięcy, przy okazji spraw prowadzonych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego albo małych wpadek, które są udziałem jego ludzi. Tym razem Bondaryk wypłynął przy okazji afery Amber Gold i znowu pojawiły się sugestie, że szef ABW może stracić stanowisko, czego dowodem mają być słowa samego premiera wygłoszone podczas słynnej sejmowej debaty. - W mojej ocenie analityczno-wyprzedzające działania ABW w sprawie Amber Gold były powolne - stwierdził premier. I dodał: - ABW trzeba przebudować w stronę służby informacyjnej, a nie konkurującej z innymi służbami policyjnymi.

    To zdaniem wielu znak, że czas Bondaryka w agencji minął, a premier już szuka jego następcy.
    - Łatwo nie pójdzie. ABW będzie się bronić - mówi nam jeden z polityków. Anonimowo, bo wszyscy nasi rozmówcy, jeśli chcą rozmawiać, to nieoficjalnie, oficjalnie mogą co najwyżej powiedzieć: - To decyzja premiera Donalda Tuska.

    Tyle tylko, że dzisiaj odwołanie Bondaryka wydaje się mało prawdopodobne. - Odejdzie, ale jeszcze nie dzisiaj. Teraz się utrzyma, pozbędą się go za kilka miesięcy - ocenia polityk partii rządzącej. Sprawa wydaje się przesądzona, ale premier musi dbać o PR, a dymisja szefa ABW, niespecjalnie lubianego tak przez opozycję, jak ludzi Platformy, nie byłaby dobrym posunięciem. - Od razu podniosłyby się głosy, że premier znalazł kozła ofiarnego, podczas gdy tak naprawdę zawinili ludzie z jego najbliższego otoczenia albo on sam - mówi jeden z naszych rozmówców.

    Bondaryk ma wrogów w otoczeniu premiera Donalda Tuska. Oni też chętnie widzieliby go na emeryturzeFakty są bowiem takie, że nawet jeśli ABW zbyt późno zainteresowała się postacią Marcina P. i działalnością Amber Gold, to mimo wszystko notatka z tego, co agenci ustalili, znalazła się w kancelarii premiera 24 maja. Premier miał więc wystarczająco dużo czasu, aby się z nią zapoznać. W sierpniu stwierdził, że nie uzyskał ze strony służb państwowych żadnych informacji, których celem było ostrzeżenie Michała Tuska. "Słowa te oznaczają - wyłącznie tyle - że premier nie otrzymał od służb specjalnych żadnych informacji, na podstawie których mógłby ostrzegać syna. Wyciąganie z tych słów wniosku, że premier w ogóle nie otrzymał od służb informacji na temat Amber Gold, jest nieuzasadnione" - napisał w specjalnym oświadczeniu rzecznik rządu Paweł Graś.

    Dymisja Bondaryka nie byłaby więc dobrym posunięciem, co wcale nie znaczy, że szef ABW długo jeszcze pokieruje agencją. Kłopoty miał już przynajmniej dwa razy. W czerwcu ubiegłego roku, w związku są z artykułem, który ukazał się w "Gazecie Wyborczej". Dziennikarze opisali w nim historię prokuratora Andrzeja Piasecznego z Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzącego śledztwo w sprawie handlu fałszywymi fakturami. Podczas pracy prok. Piaseczny natknął się na wątek nadużyć w spółce PTC, w której Bondaryk był w latach 2005-2007 dyrektorem ds. bezpieczeństwa. Badał m.in. okoliczności kupienia przez niego od PTC służbowego audi po zaniżonej nawet o 90 tys. zł cenie, samą wycenę ponoć sfałszowano. Według dziennikarzy "GW" pomagający prokuratorowi oficer CBŚ ostrzegł go, że jeśli śledztwo dojdzie do Bondaryka, zostanie spowolnione. 12 maja przełożona odebrała prok. Piasecznemu wszystkie sprawy. - W przypadku szefa ABW oczekuję, żeby rozwiązywał problemy, a sam ich nie przynosił - oświadczył wtedy premier. - Nie ma absolutnie świętych krów, każdy podlega kontroli. Jeśli będzie coś dwuznacznego, już nie mówiąc o nieprawidłowościach, wyciągnę konsekwencje - dodał.

    Sprawą zajęła się sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, z czasem przestały się nią interesować media.

    Wcześniej pytano o przyszłość Bondaryka, kiedy wiceszef ABW Jacek Mąka wykorzystał w prywatnym procesie cywilnym z "Rzeczpospolitą" kopie stenogramów podsłuchów dokonanych w agencji. Wiele dyskusji wywołało także zatrzymanie przez funkcjonariuszy ABW internauty prowadzącego stronę AntyKomor.pl. Jednak żadna z tych spraw nie zmiotła Krzysztofa Bondaryka, chociaż - co tu dużo mówić - ma chyba więcej wrogów niż przyjaciół, przynajmniej przy Wiejskiej. Kiedyś jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości mówił mi tak: - Bondaryk jest depozytariuszem bardzo niebezpiecznej wiedzy. To człowiek, który przez wiele lat pracy w służbach specjalnych zgromadził ogromną ilość informacji. To wiedza z zakresu samego działania służb, ale też ludzi świata polityki i biznesu.

    Wrogowie wypominają mu zbytnią miłość do biznesu i obsesyjne gromadzenie haków na swoich przeciwników.

    Nawet wśród polityków Platformy są tacy, którzy chętniej widzieliby Bondaryka na emeryturze niż w siedzibie agencji przy ul. Rakowieckiej. - Przepychanki w służbach trwają od dawna. A tzw. szkoła krakowska wzięła sobie za punkt honoru wyeliminowanie Bondaryka - tłumaczy jeden z rozmówców. Szkoła krakowska to umowna nazwa ludzi trzymających z Pawłem Grasiem, rzecznikiem rządu, wśród których wymienia się szefa MSW Jacka Cichockiego, gen. Janusza Noska, szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego czy Macieja Hunię, szefa Agencji Wywiadu. Do szkoły krakowskiej zaliczano także Pawła Białka, byłego zastępcę Bondaryka. W kwietniu Białek złożył dymisję na ręce premiera Donalda Tuska. - Oficjalnie, bo chciał się zmierzyć z nowymi wyzwaniami, nieoficjalnie: Bondaryk postanowił pozbyć się szpiega ze swojego najbliższego otoczenia - tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

    Ale też Bondaryk to twardy gracz. - Nie jest typem brata łaty. Zachowuje dystans, dwa razy pomyśli, zanim coś powie, nie jest też nazbyt wylewny - charakteryzuje Bondaryka jeden z jego pracowników. Ponoć tych, którzy wiedzą mniej niż on, a jest ich sporo, traktuje z góry. Tak więc Paweł Graś i Jacek Cichocki, obaj przez pewien czas pełniący funkcję koordynatorów specsłużb, nie mieli z Bondarykiem łatwo. Traktował ich, jak traktuje się młodszego brata, nie partnera czy współpracownika. - Ale trzeba powiedzieć sobie jasno: to fachowiec. Zna się na służbach, potrafi szybko podjąć decyzje. I zazwyczaj są one trafne - opowiada jeden z polityków Platformy. - To dzięki niemu tak sprawnie działają rządowe centrum bezpieczeństwa i centrum antyterrorystyczne - dodaje. Inny z naszych rozmówców podkreśla, że Bondaryk jest jednym z najlepszych szefów służb specjalnych po roku 1990: sumienny, rzetelny, odpowiedzialny. - Miał swoją wizję służb i pozwolono mu ją realizować przez pięć lat, a teraz mu się mówi, że będzie inaczej. Chyba nie do końca w porządku, prawda? - wzrusza ramionami oficer służb specjalnych.

    Ponoć zmiany mają polegać na tym, że ABW będzie zajmowała się głównie zbieraniem informacji, wzmocni się pion wywiadu gospodarczego, za to agencja zostanie pozbawiona uprawnień śledczych. Zupełnie nowa wizja, pytanie - czy pasuje do niej obecny szef ABW niezwiązany ze szkołą krakowską.

    Bo Bondaryk polityczną karierę zaczynał w Białymstoku. Tu skończył Wydział Humanistyczny i Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego - Filii w Białymstoku, aktywnie działając w NZS. Wiosną 1982 r. został aresztowany za naruszenie dekretu o stanie wojennym. W 1990 r. objął funkcję szefa białostockiej delegatury UOP. Ze stanowiska odchodził jednak w niesławie. Ówczesny szef MSW Zbigniew Siemiątkowski sugerował, że to on stał za przeciekiem jego rozkazu o monitorowaniu nastrojów politycznych w zakładach pracy. Bondaryk zaprzeczał, utrzymywał, że odszedł, bo miał inne plany zawodowe. Wkrótce premier Jerzy Buzek powołał go na wiceministra spraw wewnętrznych i administracji. Bondaryk kierował zespołem ds. współpracy z rzecznikiem interesu publicznego, który miał dostarczać RIP dokumenty lustracyjne będące w dyspozycji MSWiA. 28 sierpnia 1999 r. Jarosław Kurski z "Gazety Wyborczej" opublikował artykuł, w którym pojawiły się zarzuty, że przy zbieraniu i przesyłaniu rzecznikowi materiałów lustracyjnych resort spraw wewnętrznych gromadzi informacje z archiwów peerelowskiej milicji (tzw. różowe teczki) mogące kompromitować polityków. Bondaryk znowu zaprzeczył. Premier Buzek zwrócił się do MSWiA o wyjaśnienie zarzutów. W tym samym czasie nadzór nad MSWiA przejął - po Januszu Tomaszewskim - jego imiennik Janusz Pałubicki, który zlikwidował zespół ds. współpracy z RIP i stanowisko zajmowane przez Bondaryka. Ale nieoficjalnie mówiło się, że Bondaryk poleciał po informacjach, jakie ukazały się o nim w mediach. I za wiedzę, jaką mógł posiąść.

    Po odejściu z MSWiA realizował się zawodowo w sektorze prywatnym. Ale też w biznesie nie obyło się bez zgrzytów. Bondaryk miał być udziałowcem firmy Medycyna i Farmacja, która - według NIK - wyprowadziła środki z Cefarmu. Władze Polskiej Telefonii Cyfrowej, właściciela Ery, dla której pracował, posądziły go z kolei o nielegalne kopiowanie tajnych danych. Śledztwo umorzono, ale w międzyczasie Krzysztof Bondaryk, mimo głośnego sprzeciwu opozycji, został mianowany przez premiera Tuska szefem ABW.

    O prywatnym życiu Krzysztofa Bondaryka wiadomo niewiele, ale też szefowie służb specjalnych nie pokazują się na przyjęciach i nie udzielają wywiadów w plotkarskich gazetach. Wiadomo, że jest żonaty, ma dwójkę dzieci, interesuje się historią najnowszą i wędkarstwem.

    Jak pisze poniedziałkowy "Wprost", Bondaryk zastanawiał się nad możliwością przejścia na emeryturę, ponoć wytypował już nawet swojego następcę. Potem zmienił jednak zdanie. Paradoksalnie afera Amber Gold może sprawić, że będzie do upadłego walczył o agencję. Jeden z naszych rozmówców mówi tak: - Krzysiek to nie jest facet, który się poddaje. On łatwo nie składa broni. I nie pozwoli sobie na to, aby odejść w niesławie jako ten, który dał ciała w tak ważniej strawie.

    Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się w systemie Piano

    Czytaj także

      Komentarze (6)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Bez przebaczenia

      Jacek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 45 / 14

      Nowy szef będzie wiedział komu podkładać notatki.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Co was swędzi?

      kacperek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 41 / 18

      Widzę że pani Kowalska woli zajmować się innym sprawami niż śmietnik łódzki.ProPOnuję napisać o bajzlu w urzędzie miejskim chyba że POtargana Hania zabrania takich tematów.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gromosław ,Gromosław ....

      hugo (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 38 / 42

      e tam kuntrowersyjna :))) pzyjdzie Gromosław i PO sprawie :))

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nie zgadzam sie albowiem...

      Józef Bąk (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 37 / 18

      Przecież teraz za rządów pana Tuska Polakom "żyje się lepiej".
      PLATFORMA "OBYWATELSKA", pan Komorowski i pan Tusk to fachowcy, oni zawsze mówią prawdę i to, co zapowiadają, zawsze wdrażają.
      PO,...rozwiń całość

      Przecież teraz za rządów pana Tuska Polakom "żyje się lepiej".
      PLATFORMA "OBYWATELSKA", pan Komorowski i pan Tusk to fachowcy, oni zawsze mówią prawdę i to, co zapowiadają, zawsze wdrażają.
      PO, to nieustanna ofensywa ustawodawcza ,wiosenna, letnia, ... rozwiń całośćjesienna, zimowa, którą osobiście kieruje pan Tusk z kancelarii w sejmie.
      POlitycy czują się bezpiecznie nikt ich nie ściga za przekręty i korupcję.
      Dzięki polityce zagranicznej prowadzonej przez rząd Tuska, Rosja, Niemcy i Unia Europejska bez zgody POlski nie podejmuje żadnych strategicznych decyzji. Pan Tusk zawsze dotrzymuje słowa - jest w 100% wiarygodny.
      Dzięki PO i panu Tuskowi Polska jest zieloną wyspą ,a Polacy żyją lepiej.
      Zniesiono abonament RTV, tak jak zapowiadał premier.
      Polska pod rządami PO zmniejszyła deficyt budżetowy , pozbyła się zadłużenia, obniżono podatki do 3 X 15 %, a PKB szybko rośnie. Polska stała się najbardziej rozwiniętym krajem Europy.
      Polacy nie są już inwigilowani, tak jak za PiS ( za PiS 2 mln. zapytań różnych służb rocznie )
      Polacy żyją dostatnio i zarabiają bardzo dobrze, mkną po tysiącach kilometrów super nowoczesnych i bezpiecznych autostrad, wybudowanych na bazie najlepszych materiałów na których nie giną ludzie.
      Polacy tankują tanio benzynę po 3.40 zł za litr, przypomnę, że za czasów PiS, kosztowała 6 zł.
      Po twardych negocjacjach z Gazpromem, mamy najtańszy gaz w Europie.
      Inwestorzy pchają sie do Polski drzwiami i oknami ( np.Inwestor z Kataru ).
      Polacy leczą się w nowoczesnych, niezadłużonych placówkach służby zdrowia (oczywiście bez kolejek ), kupują leki najtaniej w europie.
      Emigranci wracają do Polski , ponieważ dzięki PO, czeka na nich dobrze płatna praca.
      Dzięki PO, zostanie wprowadzona nowoczesna reforma emerytalna dzięki której pozwoli się Polakom pracować dłużej, a nie jak do tej pory, kiedy to Polacy zmuszeni byli odchodzić na emerytury w kwiecie wieku.
      PO obniżyła podatki i wprowadziła pakiety ustaw usprawniające gospodarkę ( np. jedno okienko). Jednym słowem, to co zapowiada pan Tusk co jakiś czas, już od 6-ciu lat, zostało wprowadzone.
      Nie ma się co dziwić, przecież PO już za rządów PIS, miała w szufladach gotowe do wdrożenia pakiety ustaw usprawniające gospodarkę i teraz widać tego efekty. Politycy PO, świetnie prezentują się w telewizji, są bardzo przekonywujący i zawsze mówią prawdę.
      Wszyscy pamiętamy jak w 2007 r. pan Tusk przemawiał do Polaków niczym Gierek w PRL-u ! mówił, że jak ktoś w rządzie PO, choćby tylko pomyśli o podwyżce podatków, to on Tusk, osobiście go z rządu wyrzuci.
      Tusk i inni ludzie z PO nie kłamali mówiąc, że się na wszystkim znają i są we wszystkim najlepsi.
      Pan Komorowski, to najlepszy prezydent, jak mało kto wie,że rzeki spływają do morza, gaz łupkowy wydobywa się metodą odkrywkową i wie jeszcze wiele więcej - czyli też jest najlepszy, ponieważ pochodzi z PLATFORMY. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      POwiedział za dużo.......

      cezar (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 25 / 23

      Afera Amber Gold to jeden z dowodów, że wyłaniają się bardzo konkretne argumenty, by wskazać lemingom ich realną przyszłość w Fajnowie, które sobie wybrali. Państwo sukcesywnie rozmontowywane, w...rozwiń całość

      Afera Amber Gold to jeden z dowodów, że wyłaniają się bardzo konkretne argumenty, by wskazać lemingom ich realną przyszłość w Fajnowie, które sobie wybrali. Państwo sukcesywnie rozmontowywane, w znacznej mierze już nieistniejące, coraz bezczelniej wyrzekające się systemu wartości opartego na pojęciach sprawiedliwości i solidarności, społeczność egoistów szczutych na słabszych, grupy interesu nieodczuwające żadnej wspólnoty z innymi grupami interesu – taki właśnie świat obnaża się coraz wyraziściej. Jak prędko leming zrozumie, że w każdej chwili może znaleźć się w grupie zaszczuwanych? Nie wiadomo. Ale szansa jest.zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      raz na wozie

      **** (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 18 / 14

      a raz pod wozem

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama