Złoty pociąg do śląskich skarbów. Bo chodzi o to, by gonić...

    Złoty pociąg do śląskich skarbów. Bo chodzi o to, by gonić króliczka

    Marcin Zasada

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Złoty pociąg do śląskich skarbów. Bo chodzi o to, by gonić króliczka
    Odnaleziony ponoć pod Wałbrzychem pancerny pociąg, w którym naziści mieli wywieźć złoto do Niemiec przywraca pamięć o innych skarbach, które, może na zawsze, ukryto w śląskiej ziemi. Szukanie i snucie legend też jest ciekawe.
    Złoty pociąg do śląskich skarbów. Bo chodzi o to, by gonić króliczka
    Złoty pociąg pod Wałbrzychem, od kilku tygodni rozpalający masową wyobraźnię na całym świecie, nawiązuje do bogatej na Śląsku tradycji legend o skarbach, które wciąż czekają na swojego Indianę Jonesa. W całej tej zabawie najczęściej chodzi głównie o gonienie króliczka i niekończące się budowanie napięcia niż faktyczne, epokowe odkrycia.

    Tak właśnie jest ze słynnym już skarbem nazistów ukrytym w pancernym pociągu w jednym z zakopanych tuneli na Dolnym Śląsku.
    Co charakterystyczne, jak zwykle w takich sytuacjach, lista kosztowności, które mogą znajdować się we wskazanym miejscu, rozrasta się do absurdalnych rozmiarów. 300 ton (!) złota, Bursztynowa Komnata, dzieła sztuki…

    Nie zdziwmy się, jeśli na podstawie odczytów z georadaru ktoś niebawem zasugeruje, że w jednym z wagonów kryje się biblijna Arka Przymierza. Inna sprawa, że w Wałbrzychu koncertowo wykorzystano wakacyjną gorączkę złota i o pięknym, ciekawym, zapomnianym mieście znów zrobiło się głośno. Tego zabrakło, gdy o zaginionych bogactwach słyszeliśmy na Śląsku Górnym. To może jeszcze przed nami. Przypominamy więc skarby z naszego podwórka, którym także towarzyszyły emocje godne filmowej trylogii z Harrisonem Fordem.

    Gdzie swoje talary schował Karol Godula?


    Król cynku, zwany też "Śląskim Rockefellerem" odchodził z tego świata (w roku 1848) jako właściciel 19 kopalń galmanu, 40 kopalń węgla, 3 hut cynku, a do tego majątków ziemskich w Orzegowie, Szombierkach, Bujakowie i Bobrku oraz, zapewne, fortuny w walucie, złocie i innych precjozach. W testamencie 50 tysięcy talarów zapisał, do podziału, swoim pracownikom. Resztę odziedziczyła niespokrewniona z nim Joanna Gryzik. Co więc ze skarbem, który ukrył gdzieś w okolicach Rudy Śląskiej?

    Godula, multimilioner, ale i ekscentryk, w ostatnich latach swojego życia mieszkał w skromnej drewnianej chacie wzniesionej w 1809 roku obok zamku-dworku w Rudzie należącego do rodu Ballestremów. Pod zamkiem jeszcze w średniowieczu wyżłobiono tunel, ponoć o długości 700 m, prowadzący aż do Biskupic. Idealne miejsce, by schować część wielkiego majątku? Choć historycy przypominają, że Godula, przy wielu swoich dziwactwach, był przede wszystkim ekonomistą i pieniądze głównie inwestował, a nie zakopywał, legenda ma się dobrze. Wzbogaca ją utrwalony wizerunek śląskiego króla cynku, którego podejrzewano o konszachty z diabłem, wampiryzm, a nawet wstawanie z grobu pod postacią bezgłowego upiora. Zapewne po to, by chronić swoje pieniądze.

    Nieodnalezione łupy śląskiego Robin Hooda


    Banda rozbójnika Karol Pistulka w latach 70. XIX wieku grasowała na Śląsku, głównie w okolicach Katowic, Mikołowa, Bytomia i Gogolina. Herszta, zwanego po latach "Śląskim Robin Hoodem" ujęto w 1874 roku, a rok później został on skazany na ścięcie przez bytomski sąd. Pistulka, wówczas postać sławna (jego woskową figurę można było oglądać w Berlinie; przedstawiano go jako romantycznego zbójnika okradającego bogatych i dającego biednym), nie tylko nie przyznał się do winy, ale i nie ujawnił miejsc, w których zakopał majątek zuchwale zrabowany m.in. z hotelu w Jastrzębiu czy kasy koncernu Thiele-Winckler. Antałek złotych monet miał ponoć ukryć gdzieś w pobliżu kościoła w Obrowcu. Inne skarby Pistulki skrywa ponoć ziemia w Bytomiu, Chorzowie, Siemianowi-cach, Mikołowie i Pszczynie.

    Tajemnice Szybu Południowego


    Tak, jak dziś trzymamy kciuki, by pancerny pociąg pod Wałbrzychem nie okazał się drezyną, tak od lat, co jakiś czas, powracają dywagacje dotyczące ładunków, które Niemcy w grudniu 1944 roku ukryli w podziemiach kopalni Preussen (później nieistniejąca dziś KWK Miechowice, w dzielnicy Bytomia). Jak relacjonowali świadkowie, zanim na Śląsk wkroczyła Armia Czerwona, pod szyb podjeżdżały kolumny transportowe samochodów ciężarowych. Na dół zjeżdżały tajemnicze skrzynie, zaś według jednej z wersji, jeńcy, którzy brali udział w tym przedsięwzięciu, zostali rozstrzelani. Wycofujący się hitlerowcy wysadzili szyb w powietrze, a wejście do niego zalali cementem.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama