Z notatnika recenzentki. "Amadeus" Petera Shaffera w Teatrze...

    Z notatnika recenzentki. "Amadeus" Petera Shaffera w Teatrze Polskim

    Henryka Wach-Malicka

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Teatr Polski w Bielsku-Białej otworzył sezon "Amadeusem" Petera Shaffera, w reżyserii Roberta Talarczyka. Przedstawieniem przejmującym i wysmakowanym w formie, choć na pozór ryzykownie oscylującym między patosem a obyczajowym realizmem. W tej (niby) sprzeczności upatruję jednak zaletę inscenizacji, która wychodząc od osobistego dramatu bohaterów, niepostrzeżenie doprowadza widza do refleksji ogólnej natury.
    Siłą spektaklu są świetne kreacje aktorskie

    Siłą spektaklu są świetne kreacje aktorskie ©teatr.bielsko.biala.pl

    Ale teza o niezrozumieniu geniusza przez współczesnych, choć organizuje cały dramat, narzuca się niejako sama. Nikt z aktorów nie akcentuje jej nachalnie w swoich kwestiach, nikt nikogo nie poucza.

    Mocny akcent kładzie natomiast reżyser na przedmiot sporu obydwu artystów - na muzykę. Jest jej w spektaklu dużo i idealnie przystaje do toczącej się akcji. Prócz walorów, że tak powiem poznawczych (nazwisko Mozarta znają wszyscy, ale kto naprawdę słucha jego utworów?) ścieżka muzyczna nadaje też spektaklowi dodatkowy, monumentalny rys.

    Kluczową sceną przedstawienia pozostaje rozmowa Salieriego z Bogiem, która jest jednak i rozmową Salieriego z samym sobą.
    Udręczony zawiścią kompozytor ma za złe Panu, że dał Mozartowi nieziemski talent, ale najbardziej boli go to, że jego, Salieriego, w głębi duszy, muzyka Mozarta zachwyca. Siła ekspresji, jaką w tę scenę wkłada Witold Mazurkiewicz sprawia, że widownia wstrzymuje oddech. Jest w tej kreacji wszystko jednocześnie: pogarda i zachwyt, żal i wściekłość, pragnienie zemsty, ale i skrywana rezygnacja. Szalenie wyrazista to rola, pogłębiona psychologicznie, a przede wszystkim niejednoznaczna. Łatwo wydaliśmy kiedyś wyrok na Salieriego, teraz przychodzi nam przynajmniej zastanowić się nad jego emocjami.

    Podobnie poza schemat "genialny buntownik" wychodzi Mateusz Znaniecki w roli Mozarta. I genialny, i lekkomyślny, ale bynajmniej nie pozbawiony zmysłu obserwacji i kalkulacji. Dopóki rzeczywistość nie wymknie mu się z rąk, a wróg nie uknuje spisku, dopóty Mozart emanuje pychą i bezczelnością.

    Młody aktor doskonale pokazał etapy upadku kompozytora, który wraz z upływem czasu dosłownie kurczy się, szarzeje i zamyka w piekle niezrozumienia.

    Temu pojedynkowi sekunduje dwór. Galeria postaci, upozowanych i sztywnych, jak bohaterowie barokowych oper, to jednak tylko statyści. Niestety, statyści, którzy wiele mogą.




    *Śtowarzyszenie Ślązaków legalne. Sąd uznał narodowość śląską? CZYTAJ TUTAJ
    *Gwarki 2012, czyli bez pochodu nie ma zabawy ZOBACZ ZDJĘCIA
    *KONKURS MŁODA PARA: Przyślij zdjęcia, zgarnij nagrody!

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama