Ważne
    Założycielka Mokate: Mam szczęście do wspaniałych ludzi. To...

    Założycielka Mokate: Mam szczęście do wspaniałych ludzi. To ważne w życiu i biznesie MOKATE PRACA

    Teresa Mokrysz

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Teresa Mokrysz: Na Śląsku Cieszyńskim czuję się u siebie, mąż podobnie. Tu są nasze korzenie. A poza tym uważam, że jest to najpiękniejsza kraina na
    1/2
    przejdź do galerii

    Teresa Mokrysz: Na Śląsku Cieszyńskim czuję się u siebie, mąż podobnie. Tu są nasze korzenie. A poza tym uważam, że jest to najpiękniejsza kraina na świecie. Ma wspaniałą, różnorodną przyrodę, bogatą historię, tereny do uprawiania wszelkich możliwych sportów. A nade wszystko - ma wartościowych, dobrych ludzi. Nie zamierzamy się stąd ruszać. ©Mokate

    Na co biznesmeni wydają pierwszy milion - auto, dom, podróże? Teresa Mokrysz, twórczyni marki Mokate: Nie zachłysnęłam się sukcesem. Pierwszy milion poszedł na nowe inwestycje MOKATE PRACA
    Z Teresą Mokrysz, właścicielką grupy firm Mokate, rozmawia Mariusz Urbanke
    W najbliższy poniedziałek rozpoczyna się Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Będzie tam wielu młodych przedsiębiorców, którzy marzą o karierze podobnej do tej, którą pani zrobiła. Co by im pani poradziła?
    Nie ma jednej recepty na sukces. Na pomyślność w biznesie składają się umiejętność podejmowania ryzyka, zdolność przewidywania, upór, wiedza oraz szczęście, a często nawet przypadek. Szczęście i u mnie odegrało rolę. Przede wszystkim szczęście do wspaniałych ludzi.

    Co dziś, w dobie przedłużającego się kryzysu gospodarczego, decyduje o powodzeniu produktu na rynku?
    Niezależnie od kryzysu, jednym z czynników przesądzających o sukcesie jest prawidłowo prowadzony marketing, wykorzystujący badania i analizy rynkowe. Wymaga sporej wiedzy i doświadczenia, dlatego początki bywają trudne. Kiedy u progu lat 90. debiutowaliśmy z cappuccino, trzeba było oprzeć się na intuicji i rozeznaniu rynku prowadzonym przeze mnie osobiście wśród znajomych i w zaprzyjaźnionych sklepach. To bardzo niedoskonałe instrumenty i niewiele brakowało, aby przygoda z cappuccino skończyła się fiaskiem. Pomógł łut szczęścia i uruchomiona w ostatniej chwili - i za ostatnie pieniądze - reklama w telewizji. Pragnę jednak podkreślić, że są dwa czynniki, które z równą skutecznością wspomagały nasze starania o zdobycie rynku przed dwudziestu laty i obecnie. To dbałość o wyróżniającą, niezmiennie wysoką jakość. I najważniejszy, decydujący czynnik: dobranie wysoko kwalifikowanych i zaangażowanych ludzi, kochających swoją pracę. Czerpię wielką satysfakcję z faktu, że tak wiele osób na stałe związało swój los i karierę z Mokate, że pracują u nas całe rodziny, po dwadzieścia i więcej lat.

    Zrezygnowała pani z kariery urzędniczej, by zająć się biznesem, który przekazał pani mąż. Dziś - jak pokazują sondaże - młodzi ludzie nie chcą być przedsiębiorcami, wielu marzy o tym, żeby mieć solidną urzędniczą posadę. Dlaczego, pani zdaniem, nie ma takiego pędu do budowania przedsiębiorczości, jak choćby na początku lat 90. ubiegłego wieku?
    To nie jest łatwy kawałek chleba - trzeba całkowicie poświęcić się firmie. W dodatku właściwie codziennie trzeba podejmować trudne, czasem bardzo ryzykowne decyzje. Skala ryzyka jest różna, zwykle jednak rośnie z czasem i z wielkością biznesu. Kiedy inwestowałam w pierwszy zakup śmietanki do kawy na początku lat 90., długo zastanawiałam się nad wydaniem 10 tysięcy dolarów. Dwa lata później, gdy trzeba było zainwestować w maszyny paczkujące do cappuccino, wydanie blisko 100 tysięcy dolarów przyszło również z trudnością - chociaż były już niezłe przychody z produkcji. Nie inaczej działo się u progu 2000 roku. Wtedy trzeba było wyłożyć kilka milionów dolarów na zakup nowoczesnych linii technologicznych do wytwarzania półproduktów dla przemysłu spożywczego. To dzięki tym pieniądzom powstała pierwsza wieża produkcyjna, dziś tak charakterystyczna dla trzech już zakładów Mokate. Za każdym razem było rosnące ryzyko, emocje i wyczekiwanie na weryfikację, jakiej dokona rynek.

    Jak to było z pierwszym sukcesem, pierwszym milionem? Kupiła sobie pani nowe auto, dom, kreację?
    Nie zachłysnęłam się sukcesem. Pierwszy milion, tak jak i następne poszły na nowe inwestycje. W 1995 roku wybudowaliśmy nowoczesny zakład produkcyjny i od tego czasu krok po kroku rozwijamy nasze przedsiębiorstwa. Sądzę, że właśnie taka taktyka legła u podstaw ekspansji dzisiejszej grupy Mokate, wszystkich naszych dziewięciu firm.

    Nie można zatrzymać się w tej ekspansji?
    Biznes jest ciągłą zmianą. Dlatego ludzie, którzy lubią stabilizację, nie bardzo sobie dziś w nim radzą. W naszym przypadku należy podążać za postępem technicznym, technologicznym i organizacyjnym. Stąd właśnie wzięła się kolejna decyzja o budowie trzeciej wieży do półproduktów, która powstaje w Żorach. Jej rozruch planujemy jeszcze w tym roku. Będzie to obiekt, jakich niewiele jest obecnie na świecie, o zaawansowanej technologii, która pozwoli poszerzyć ofertę handlową Mokate. Zorientowaliśmy się też, że duża przyszłość w Polsce jest przed herbatami ziołowymi i owocowymi. Podjęliśmy więc szybko decyzję o wybudowaniu nowoczesnego magazynu wysokiego składowania surowców do tego typu produkcji. Ponad 2 tys. m powierzchni magazynowej już oddano do użytku i służy firmie. W przemyśle spożywczym, podobnie jak w całej gospodarce, zmiany zachodzą dość szybko. Musimy za nimi nadążać, żeby utrzymać się na rynku. Konieczne jest też oferowanie produktów odpowiadających bieżącym oczekiwaniom i preferencjom konsumentów. Trzeba więc stawiać na innowacje. Przy 1200 indeksach towarowych, oferowanych przez Mokate, co roku pojawia się kilkadziesiąt nowości rynkowych, zarówno w kawach, jak i herbatach oraz w półproduktach dla przemysłu spożywczego. Inaczej mówiąc - nie można ani na chwilę wypaść z obiegu.

    Trenowała pani narciarstwo biegowe i miała spore sukcesy. Rozmawiałem niedawno z Miroslavem Rakowskim, prezesem zarządu spółki Polska Telefonia Cyfrowa, która jest operatorem T-Mobile. Przyznał, że jego przygoda z hokejem dała mu wy-trwałość i pracowitość, które są przydatne w biznesie. A co pani dało bieganie?
    Odpowiem dość przewrotnie - nauczyłam się, że można podejmować wyzwania i ryzykować, ale tylko wtedy, gdy realnie oceni się wcześniej własne siły. A stało się to w momencie, gdy w nagrodę za wygranie zawodów dostałam profesjonalne narty biegowe, wówczas jeszcze rzadkość. Kiedyś zobaczyłam zawodników skaczących na niewielkiej skoczni narciarskiej. Postanowiłam sprawdzić, czy można skakać niczym nasz mistrz Wojciech Fortuna, ale na nartach biegowych. Wyszłam z tej próby poturbowana, a piękne narty, połamane, poszły na śmietnik.

    Wyciągnęła pani wnioski z tego jednego nieudanego skoku na całe życie?
    Tak, dziś nie skaczę na oślep, ale staram się wkalkulowywać do swoich decyzji ryzyko - w granicach rozsądku. Bo jeśli chcesz się rozwijać, to - nie czarujmy się - musisz ryzykować. Nie ma całkowicie bezpiecznych decyzji w biznesie. Dopiero człowiek, który to wie i z tym się godzi, może być skuteczny. Oczywiście sport nauczył mnie o wiele więcej. Najważniejsze było przetestowanie swoich możliwości, sprawdzenie, ile mogę osiągnąć. Poczułam też smak sukcesu. Największy to mistrzostwo okręgu w grupie juniorów. Kiedy jednak rozpoczęłam studia, zrezygnowałam z wyczynowego sportu.

    Pani dzieci piastują wysokie stanowiska w firmie. Czy to było tak, że zaraz kiedy się urodziły, zaczęła je pani wychowywać "na prezesów", czy też ich drogi do zarządzania były bardziej zawiłe?
    Oczywiście, nie było mowy o wychowywaniu dzieci na menedżerów czy prezesów. Zarówno córka Sylwia, jak i syn Adam w sposób bardzo naturalny, całkowicie z własnej woli, zaczęli przejawiać zainteresowanie firmą. Słyszeli, jak rozmawiamy z mężem na tematy zawodowe, widzieli naszą pracę i pracę nielicznej kiedyś załogi. Zresztą te obserwacje nie były trudne, w początkach Mokate nasz dom rodzinny i firma stanowiły praktycznie jeden obiekt, produkcja toczyła się nieomalże za ścianą mieszkania. Po kilku latach, gdy podjęliśmy budowę pierwszego, nowoczesnego zakładu, dzieci mogły obserwować z okna, jak na granicy Ustronia powstaje potężny obiekt. Imponowało im, gdy mogły włączać się do firmowych rozmów, wypowiadać swoje zdanie. Potraktowały jak wyróżnienie dopuszczenie ich do wykonania pewnych prac dla firmy, a z czasem - zaczęły się na własną rękę przygotowywać do podjęcia poważniejszych zadań. Ich pierwsze zarobki w Mokate to płaca za pracę na najniższych szczeblach firmowej hierarchii. Nie zniechęciły się. Studia podjęły z myślą o przydatności zdobywanej wiedzy dla Mokate. Dziś są członkami zarządu.

    O pani rodzinie niewiele pisze się w mediach. Nie ma plotek ani sensacyjnych zdjęć. Czy to świadomy wybór, by - mówiąc trywialnie - nie pchać się na pierwsze strony i nie dawać mediom tematów z życia rodzinnego Mokryszów?
    To sprawa pewnych zasad wyniesionych z domu rodzinnego, mojego i męża. Uczono nas skromności; stawanie na świeczniku jako cel sam w sobie nigdy nie było dobrze widziane. Nie oznacza to unikania mediów, być może za wyjątkiem męża, który woli ten typ kontaktów pozostawiać mnie i dzieciom. Tak ja, jak i Adam oraz Sylwia chętnie mówimy o konkretach, dzielimy się sprawami firmy i naszym doświadczeniem. Sprawia nam satysfakcję, że od czasu do czasu możemy występować z eksperckimi opiniami.

    MOKATE PRACA




    *Śtowarzyszenie Ślązaków legalne. Sąd uznał narodowość śląską? CZYTAJ TUTAJ
    *Gwarki 2012, czyli bez pochodu nie ma zabawy ZOBACZ ZDJĘCIA
    *KONKURS MŁODA PARA: Przyślij zdjęcia, zgarnij nagrody!

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Mokate

      kawka (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      może tak do bardzo drogiej kawy cappuccino w Makro -Horeca dodawaliby więcej kawy -jest tylko 3,5% a kosztuje blisko 20 zł za kg...w Biedronce zaś ich cappuccino ma 4% i cena 17zł za kg...może tak...rozwiń całość

      może tak do bardzo drogiej kawy cappuccino w Makro -Horeca dodawaliby więcej kawy -jest tylko 3,5% a kosztuje blisko 20 zł za kg...w Biedronce zaś ich cappuccino ma 4% i cena 17zł za kg...może tak chociaż większe torebki -1/2 kg a nie 13 dag , które tak naprawdę starcza na 4 kawki ?...po co tyle śmieci z opakowań produkować ... zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama