Fatum nad rajdem po Azji

    Agata Pustułka

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Dziś prezydent Lech Kaczyński ma rozpocząć wizytę w Korei. Co tym razem spotka go w podróży? Gradobicie, śnieżyca, wybuch wulkanu, a może lądowanie kosmitów? Cały polityczny świat z zapartym tchem patrzy dziś na prezydenta RP, który dzielnie, mimo przeszkód, odbywa azjatyckie tournee. Zgodnie z planem ma jeszcze odwiedzić Seul, stolicę Korei Południowej. Dopiero w niedzielę prezydencka para wraca do kraju.
    Co się jeszcze wydarzy między piątkiem a niedzielą? Wszak od początku podróż Lecha Kaczyńskiego do Azji przebiegała pod znakiem nieprzewidzianych wcześniej zdarzeń. Wszystkie nieszczęścia zaczęły się jednak w Gruzji, kiedy to prezydent został ostrzelany przez nieznanych sprawców, gdy wraz prezydentem Gruzji Michaiłem Saaka-szwilim "zwiedzał" niespokojną granicę z Osetią.

    Wizyta w trzech azjatyckich krajach była planowana od dawna i w związku z audiencją u cesarza Akihito prezydent Kaczyński zrezygnował ze spotkania z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, który przyjechał do Polski na obchody 25-lecia przyznania Lechowi Wałęsie Nagrody Nobla.

    Sarkozy miał do ubicia interes. Chciał namówić Kaczyńskiego do podpisania traktatu lizbońskiego. Prezydent RP wybrał jednak bezkresne stepy Mongolii, co pozwoliło mu też uniknąć konieczności wypowiadania się w sprawie Wałęsy.

    Misterny plan był realizowany, ale do czasu. Nie dość, że zepsuł się samolot, którym leciała delegacja, nie dość, że zachorował cesarz Akihito, który odwołał spotkanie z prezydentem, to wczoraj służby meteorologiczne Japonii poinformowały o trzęsieniu ziemi o sile 6.1 w skali Richtera, które nawiedziło Kraj Kwitnącej Wiśni.

    Jedynym pocieszeniem dla prezydenta był widok prezydentowej Marii, która postanowiła przebrać się w kimono, czym wzbudziła zachwyt nie tylko swojego małżonka, ale też Japończyków, zachwyconych jej prezencją. - Przyszłam do pokoju, aby coś wziąć, zobaczył mnie niespodziewanie i zdębiał - opowiadała dziennikarzom o reakcji męża prezydentowa.

    Lech Kaczyński, choć ostatecznie nie odwiedził cesarskiego dworu, wziął udział w tradycyjnym parzeniu herbaty oraz jechał superszybkim pociągiem poruszającym się z prędkością 300 km na godzinę.
    Jak się wydaje jedyną wymierną korzyścią jakiej możemy spodziewać się po tej wizycie jest zakup nowych samolotów. I to nowiuśkich!

    Tupolew (Tu-154), którym wybrała się do dalekiej Mongolii polska delegacja już powietrzu miał awarię. Ostatecznie Lech Kaczyński do Osaki przybył z 8-godzinnym opóźnieniem samolotem wyczarterowanym od niezawodnych mongolskich linii lotniczych, co kosztowało 130 tysięcy dolarów.

    Politycy, którzy szczęśliwie zostali w kraju mają na temat wyjazdu Kaczyńskiego różne koncepcje. Swoją opinię wyraził m.in. marszałek sejmu Bronisław Komorowski. - Jest pytanie o znaczenie pecha w polityce, gdyż rzeczywiście pan prezydent Kaczyński ma pecha, to widać, że ma pecha. Kolejne wizyty, i coś tam szwankuje. Należy oczywiście współczuć panu prezydentowi, licząc na to, że mniej będzie w tej polityce, podróży zagranicznych, a więcej merytoryczności - stwierdził.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama