Szczepański: Po co nam studia? Po co nam uniwersytet?

    Szczepański: Po co nam studia? Po co nam uniwersytet?

    Marek S. Szczepański

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Szczepański: Po co nam studia? Po co nam uniwersytet?
    Rozpoczął się nowy rok akademicki i w 463 polskich uczelniach, zarówno publicznych, jak i niepublicznych naukę podjęło blisko 1,8 miliona żaków. Pierwszaki zobaczyły nobliwe twarze profesorów, ze zdumieniem przyglądały się uczelnianym ceremoniałom, kolorowym strojom, łańcuchom, gronostajom, berłom, sygnetom i rektorskim rękawicom. A przecież w tle inauguracyjnych uroczystości o średniowiecznym rodowodzie, kryją się niezwykle poważne problemy uczelni wyższych, nauczających w niej pracowników i poszukujących, mam nadzieję, wiedzy studentów.
    Szczepański: Po co nam studia? Po co nam uniwersytet?
    Oczywiście, szczególnie istotnym, ale wcale nie jedynym, jest niż demograficzny, który spowoduje upadek licznych szkół wyższych, zwłaszcza niepublicznych, jeśli ich władze nie podejmą w porę działań ozdrowieńczych. Już teraz wiadomo, że oferta uczelni państwowych, niepobierających comiesięcznych opłat od studiujących w trybie stacjonarnym, jest tak rozbudowana, że dotyczy wszystkich absolwentów z powodzeniem zdających egzamin maturalny. Gdzie w tej sytuacji miejsce na placówki niepubliczne, niesłusznie nazywane prywatnymi?

    W tej grupie są bowiem instytucje edukacyjne zakładane przez organizacje społeczne, samorzą-dy lokalne i rzadko przez osoby, które stać na fundację uczelni. Czy jest dla nich przewidziana czytelna rola w systemie rodzimej edukacji? Czy też dyskryminacyjna polityka rządu Donalda Tuska położy kres ich istnieniu? A przynajmniej znacznej ich części? Upośledzenie wynika między innymi z faktu, że pracujący w nich nauczyciele nie są dotowani przez budżet państwa, choć uczą takich samych obywateli jak placówki publiczne.

    Równie poważnym problemem w placówkach publicznych stała się sytuacja ekonomiczna młodej kadry naukowej i doktorantów. Ich pensje i stypendia - powiem to wprost - są upokarzające i nikczemnie niskie. To wynagrodzenia pozwalające na przetrwanie, ale już nie na zakup niezbędnego sprzętu komputerowego czy książek niezbędnych do samorozwoju. Wielu profesorów, choć zapewnie nie wszyscy, sobie poradzi, nawet jeśli ich uposażenia są znacząco mniejsze niż górników i kadry industrialnej. Ale co z najmłodszymi adeptami nauki? Czy nadal muszą liczyć na pomoc rodziców, mimo że z finezją obronili doktoraty na renomowanych uczelniach polskich i zagranicznych?

    Całkowicie odrębną sprawą jest prowadzona konsekwentnie od lat przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego polityka zohydzania nauk społecznych i humanistycznych, radykalnego ich niedofinansowania i obwiniania za rosnące bezrobocie absolwentów. To polityka krótkowzro-czna i nieodpowiedzialna. Mam pełną świadomość, że rynek pracy potrzebuje inżynierów, absolwentów kierunków ścisłych, ale naBoga, w cywilizowanym kraju jest miejsce dla pedagogów, politologów, socjologów, literaturoznawców, filologów i filozofów. Wiadomo, że w ostatnich dwóch dekadach doszło do deformacji kształcenia na wielu kierunkach, ale nie można wylewać dziecka z kąpielą, rujnując skutecznie nauki społeczne i humanistyczne.

    Jeszcze inną sprawą, wstydliwie pomijaną, jest masowość kształcenia. W ciągu ostatnich 20 lat kadra nauczająca powiększyła się nieznacznie, a przyrost studenckiej dziatwy wyniósł okrągłe 400 proc. Mówiąc delikatnie, McDonald's zagościł w rodzimych uniwersytetach i szkołach wyższych. Kształcić jak najwięcej, intensywnie, w dużych grupach, bez godnych relacji mistrz - uczeń. Wiem coś na ten temat, bo zjawisko znam z autopsji i codziennego doświadczenia.

    Będę szczery, politykę obecnej koalicji i jej - nazwijmy to tak- "politycznych herosów" oceniam jako restrykcyjną wobec środowiska akademickiego, pomnażającą biurokrację papierową i cyfrową, wymagającą od wykładowców akademickich wykonywania prac, które nie mają nic wspólnego z ich rozwojem naukowym. Jestem też przekonany, że w środowisku na-ukowców zdarzają się, jak wszędzie, zjawiska patologiczne i godne potępienia, ale większość kadry pracuje zgodnie z powoła-niem i poświęceniem.

    Środowisko potrzebuje reform, a nie ich protez. Sprawiedliwych wynagrodzeń, które pozwolą na normalne życie, zwłaszcza adeptom nauki i członkom ich rodzin oraz ograniczą ciągłą pogoń za fenickim wynalazkiem, czyli za pieniądzem. Nieustanne zapowiadanie podwyżek płac, których nie ma, reform, które radykalnie zmienią oblicze rodzimej nauki, a które w istocie przynoszą konflikty środowiskowe, pogłębia i tak już trudną sytuację szkolnic-twa wyższego i jego pracowników. A przecież uniwersytet, nawet niedoskonały, powiększa myś-lowe horyzonty jego słuchaczy, ich zasób wiedzy podręcznej, ot-wartość umysłów i elastyczność. Wszak to dobra bezcenne.




    *Wypadek w Kozach. 20-latka zażyła amfetaminę i zabiła na przejściu dla pieszych dwóch chłopców ZDJĘCIA I WIDEO
    *Budowa dworca w Katowicach: Hala, perony ZDJĘCIA i WIDEO
    *Przewozy Regionalne umierają w woj. śląskim [ZDJĘCIA]

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama