O ludziach w PKP, którym trochę przetrącono kręgosłupy

    O ludziach w PKP, którym trochę przetrącono kręgosłupy

    Wojciech Balczun

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    O ludziach w PKP, którym trochę przetrącono kręgosłupy
    Menedżer ze Śląska, który wyprowadziŁ największą firmę kolejową na prostą: Nie boję się "opcji niemieckiej", Deutsche Bahn nie przejmie PKP Cargo, choć jesteśmy łakomym kąskiem. Z Wojciechem Balczunem, prezesem PKP Cargo, rozmawia Mariusz Urbanke
    O ludziach w PKP, którym trochę przetrącono kręgosłupy
    Gdy obejmował pan stery kolejarskiego molocha, jakim jest PKP Cargo, wszyscy się dziwili, a niektórzy nawet pukali w czoło - po co cenionemu menedżerowi z branży finansowej taki pasztet. Spółka miała fatalne wyniki, mówiło się, że rządzą w niej związki, a nie zarząd. Dlaczego zdecydował się pan wziąć tak ryzykowną posadę?
    Z PKP miałem kontakt już od 2005 roku, kiedy to powołano mnie na przewodniczącego Rady Nadzorczej PKP SA.
    Dlatego, kiedy w 2006 roku poproszono mnie, żebym został mediatorem w sporze płacowym w PKP Cargo SA, przyjąłem to w sposób naturalny, choć nie bez pewnych obaw. Robiłem to społecznie nie mając żadnych planów związanych z pracą w PKP Cargo. Wiedziałem, że sytuacja tej spółki jest trudna, ale nie zdawałem sobie sprawy, że wszystko zmierza do katastrofy. Jeszcze w 2007 roku spółka wykazała niewielki zysk, jednak później wyniki zaczęły zjeżdżać niczym po równi pochyłej. W dodatku spółka zachowywała się jak monopolista, który może wszystkich traktować z pozycji siły...

    Ta opinia była bardzo powszechna na Śląsku - wszyscy prezesi spółek węglowych skarżyli się, że PKP Cargo ma horrendalne ceny, a w dodatku stała się niesolidna i niepunktualna...
    Niestety, PKP Cargo zasłużyła sobie na tę opinię. Właściwie nie było w tej spółce obszaru, który funkcjonowałby dobrze. Spółka miała za dużo ludzi, za dużo nieruchomości i taboru. Utrzymywała jednostki, które istniały w swoim kształcie chyba od czasów przedwojennych i nikt się nie zastanawiał, po co. Kiedy przeprowadziliśmy pierwszy etap restrukturyzacji, nasi klienci zaczęli się dziwić, jak to możliwe, żeby nasi handlowcy byli dostępni przez 24 godziny na dobę i w dodatku dokładnie wiedzieli, co się dzieje z ładunkiem. A to przecież jest standard w nowoczesnej logistyce.

    Wygląda na to, że nasza kolej jest najbardziej skostniałym przedsiębiorstwem w kraju...
    Nie chcę uogólniać, ale w PKP Cargo tak było. Jednak moja praca w roli mediatora przyniosła również wiele pozytywnych wniosków. Zauważyłem, że w PKP Cargo jest sporo ambitnych, zdolnych ludzi, którym poprzetrącano trochę kręgosłupy blokując ich naturalny zapał. Spółka miała też wielki potencjał rozwojowy, bo przecież nasz kraj leży w sercu Europy, na skrzyżowaniu najważniejszych szlaków kolejowych. Kiedy więc ogłoszono konkurs na prezesa PKP Cargo, wystartowałem w nim z autorskim planem restrukturyzacji spółki i nadzieją, że moje doświadczenia w rozmowach ze związkowcami pozwolą ten projekt zrealizować. I tak to się zaczęło.

    W momencie, gdy wchodził pan do PKP Cargo spółka zatrudniała 44 tys. pracowników. Dziś, raptem po pięciu latach, jest ich o połowę mniej. Jakich sposobów pan użył, żeby uzyskać zgodę kolejarskich związków zawodowych - które są równie bojowe jak górnicze - na tak dużą redukcję? Czy zadziałała jakaś "chemia" między wami i nagle wszyscy zrozumieli, że bez tego spółka pójdzie na dno?
    Od razu zdementuję plotki, które się pojawiają, że zapraszałem związkowców na Mazury i tam przy ognisku i czymś mocniejszym przekonywałem ich do swoich racji - w dodatku przygrywając na gitarze. Prawdą jest jednak, że objechałem prawie cały kraj, odwiedziłem takie miejsca, w których prezesa PKP Cargo nigdy nie było - wszystko po to, by tłumaczyć, że bez realizacji programu restrukturyzacji spółka po prostu upadnie. A nam chodziło i nadal chodzi o ratowanie tylu miejsc pracy, ile się da, a nie o ich likwidację. Przyznam jednak, że było to bardzo trudne.

    Jak wyglądały negocjacje ze związkami?
    Program gruntownej restrukturyzacji w PKP Cargo zaczęliśmy realizować od początku 2008 roku, czyli tuż przed wybuchem kryzysu gospodarczego. Sygnatariuszami układu zakładowego jest 15 organizacji związkowych, więc każda zmiana jego postanowień wymaga zgody każdej z tych organizacji. Mimo to już po pierwszym etapie negocjacji udało się uzgodnić posunięcia, które dały spółce oszczędności rzędu 50-60 mln zł. Od razu też założyłem, że dialog z partnerami społecznymi odbywać się będzie w sposób ciągły. Nie ma praktycznie dnia, w którym nie spotykam się lub nie rozmawiam ze związkowcami (tę rozmowę nagrywaliśmy wcześnie rano przed kolejnym takim spotkaniem - przyp. red.). Dzięki temu nie ma strajków w firmie.

    "Wojciech Balczun i jego ludzie przeprowadzili spółkę przez kryzys, choć kierowanie i restrukturyzacja firmy, w której jest tak wiele związków zawodowych, nie należy do łatwych zadań; mam dla szefa PKP Cargo szacunek" - to wypowiedź Hansa-Georga Wernera, szefa DB Schenker Rail Polska, czyli najgroźniejszego konkurenta. Budżet państwa ciągle pusty, więc jest pewne, że PKP Cargo pójdzie pod młotek. Jednak niektórzy, zwłaszcza dostrzegający ciągłe zagrożenie ze strony "opcji niemieckiej", ostrzegają, że spółka może trafić w ręce niemieckiego kapitału. Zgodziłby się pan na to?
    Uważam tego typu obawy, podsycane zaszłościami historycznymi, za całkowicie nieuzasadnione. I nie chodzi tu o moje sentymenty polityczne, a o czysty rachunek ekonomiczny. Deutsche Bahn, gdyby chciały przejąć PKP Cargo, musiałyby uzyskać zgodę Komisji Europejskiej, a to przecież niemożliwe, ponieważ połączony potencjał Deutsche Bahn i PKP Cargo daje większy niż 40-procentowy udział w rynku europejskim - co oznacza praktycznie monopol. Istnieje oczywiście teoretyczna możliwość, że Deutsche Bahn pozbyłaby się spółek, które kupiła już w Polsce. Jednak moim zdaniem to też niedorzeczność, ponieważ znam biznes niemiecki i wiem, że jest on bardzo pragmatyczny i nigdy nie dopuściłby do tak wielkich strat.

    Nagle, gdy pana kariera menedżerska zaczęła się błyskawicznie rozwijać, postanowił pan założyć zespół rockowy. Ściągnął pan muzyków znanych ze współpracy z Marylą Rodowicz czy Patrycją Markowską. Ale to pan jest autorem piosenek. Zespoły zakłada się, gdy ma się naście lat. Pan zrobił to dużo później. Czy to realizacja marzeń z młodości?
    Mój kolega z liceum przypomniał mi niedawno coś, co samego mnie zaskoczyło - podobno kiedyś zawsze powtarzałem, że do 40. będę realizował wielkie projekty w biznesie, a po ukończeniu tego wieku poświęcę się realizacji marzeń. Chyba jakoś podświadomie realizuję ten plan. Początkowo myślałem, że nasz zespół będzie typowo sajdmeński, że będziemy towarzyszyć gwiazdom przy okazji dobrze się bawiąc. Jednak zainteresowanie naszą muzyką na Zachodzie przerosło wszelkie oczekiwania. Dlatego Chemia nagrywa w studio Bryana Adamsa w Kanadzie i dlatego coraz więcej koncertuje.

    Jak udaje się panu godzić wyjazdy na koncerty z pracą i życiem rodzinnym - z tego co wiem, ma pan uroczą żonę i dwoje dzieci? Jest pan łakomym kąskiem - młody, przystojny, zamożny, a w dodatku potrafi grać na gitarze. Żona nie boi się, że jak typowi rockmani zabalujecie, a później pojawi się jakaś "chemia" między panem a piękną fanką i nieszczęście gotowe?
    To prawda, życie muzyków jest barwne. Ale my jesteśmy starym dobrym małżeństwem, nasze uczucie zrodziło się jeszcze w czasach studenckich. I ta namiętność - mimo upływu lat - trwa. Przyznaję, wiele moich zajęć zawodowych i pasji realizuję czasem kosztem rodziny. Jednak moja żona jest bardzo wyrozumiała, to ona bierze na swoje barki rozwiązywanie prozaicznych problemów dnia codziennego. Jestem jej za to niezmiernie wdzięczny i próbuję to okazywać najlepiej jak potrafię.

    Pana największe marzenie jest bardziej biznesowe czy muzyczne - wolałby pan zostać prezesem na przykład kolei niemieckich czy największą gwiazdą rocka w Polsce, a może i Europie?
    Przyznaję, że bardzo kuszące jest dla mnie sprawdzenie się w roli muzyka, a przede wszystkim twórcy. Zwłaszcza że zawodowo, jako menedżer czuję się całkiem spełniony, bowiem - powiem może nieskromnie - trudno byłoby mi znaleźć tak wielkie wyzwanie, jakim była restrukturyzacja PKP Cargo. O tym można by napisać książkę.W takie przedsięwzięcia trzeba wkładać wszystkie siły i najlepsze umiejętności, a ja nie potrafię pracować na 50 procent, zawsze angażuję się na 1000 procent. Dlatego też - przyznaję - trudno byłoby mi znaleźć podobne wyzwania. Zwłaszcza że w PKP Cargo jest cały czas bardzo dużo do zrobienia, a nasz zapał restrukturyzacyjny z całą pewnością nie wygasł. Mamy ciągle duże rezerwy. Jeśli PKP Cargo je wykorzysta, to może śmiało mierzyć się z konkurencją nie tylko na rynku polskim, ale i europejskim.

    Prezes z gitarą - sylwetka mediatora, menedżera i muzyka
    Wojciech Balczun, prezes zarządu PKP Cargo SA, jest najlepszym przykładem, że nawet absolwenci politologii po Uniwersytecie Śląskim w Katowicach mogą zajść daleko. Oczywiście pod warunkiem, że będą zdolni, ambitni i będą dalej się uczyć - prezes Cargo ukończył też studia podyplomowe MBA, potwierdzone przez Rotterdam School of Management Erasmus University.

    Początkowo pracował na stanowisku dyrektora sprzedaży "Trybuny Śląskiej". Później był dyrektorem biura marketingu i promocji Poczty Polskiej SA. Karierę w poważniejszym biznesie rozpoczął od stanowisk kierowniczych w spółce PKO Bank Polski SA m.in. jako dyrektor zarządzający marketingiem detalicznym banku PKO BP i przewodniczący Rady Nadzorczej Inteligo Financial Services SA. Z PKP związał się w latach 2005-2007 jako przewodniczący Rady Nadzorczej PKP SA. Doceniono go tam przede wszystkim za to, w że w 2006 doskonale wywiązał się z roli mediatora w sporze płacowym w PKP CARGO SA. Funkcję prezesa zarządu PKP Cargo SA pełni od 28 stycznia 2008 r. W kwietniu 2012 został przewodniczącym rady nadzorczej Polskich Linii Lotniczych "Lot". Przez wszystkich, którzy nie interesują się biznesem, ale kochają muzykę jest ceniony za to, że jest liderem, autorem piosenek i gitarzystą zespołu rockowego Chemia. Ma żonę i dwoje dzieci. (MU)




    *Wypadek w Kozach. 20-latka zażyła amfetaminę i zabiła na przejściu dla pieszych dwóch chłopców ZDJĘCIA I WIDEO
    *Budowa dworca w Katowicach: Hala, perony ZDJĘCIA i WIDEO
    *Przewozy Regionalne umierają w woj. śląskim [ZDJĘCIA]

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama