Wczasy w PRL - wspomnienia dziennikarzy DZ z ośrodków...

    Wczasy w PRL - wspomnienia dziennikarzy DZ z ośrodków wypoczynkowych

    dziennikarze DZ

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Wczasy w PRL - wspomnienia dziennikarzy DZ z ośrodków wypoczynkowych
    1/7
    przejdź do galerii

    ©arc. DZ

    Ceraty z napisem Społem, kaowcy na wieczorkach zapoznawczych, segmenty i domki kempingowe. Zobacz, jak wczasy w czasach PRL-u wspominają dziennikarze DZ.
    Barbara Kubica:
    Pamiętam ośrodek w Krynicy Morskiej, który dla swoich pracowników wynajmowała kopalnia Knurów. W dużym budynku, pensjonacie mieszkała wówczas kadra kierownicza kopalni, a w domkach kempingowych rozsianych po lesie otaczającym pensjonat mieszkali szeregowi pracownicy kopalni. Domki były drewniane, w środku łóżka piętrowe dla dzieci i rozkładana kanapa. No i piękna weranda, na której rodzice wieczorami siadali przy butelce piwa.
    Pojechałam tam z rodziną w roku 87 na dwutygodniowe wczasy. A ponieważ w domku po lewej mieszkał z rodziną kolega mojego ojca z pracy (i jednocześnie nasz sąsiad), a w domku po lewej drugi z sąsiadów nad Bałtykiem czuliśmy się jak w domu.

    To było tak, jakby na te dwa tygodnie połowę naszego bloku w Leszczynach (wówczas mieszkali tam głównie górnicy) przenieść na tych kilka dni nad morze. W pamięci szczególnie utkwiła mi stołówka na której serwowano posiłki. Gigantyczna sala, do której wszyscy gnali o określonych godzinach. Na stołach ceraty z napisem Społem, zazwyczaj ubrudzone dżemem, którym wszystkie dzieciaki zajadały się na śniadania. W przerwie pomiędzy posiłkami przed drzwiami tej stołówki obsługa pensjonatu ustawiała wielki kosz z chlebem i gigantyczny słoik ów dżemu. To była ulubiona przekąska wszystkich dzieciaków.

    Grażyna Kuźnik:
    Prawie co roku w latach 70. odpoczywałam latem z rodzicami w ośrodkach wczasowych nad morzem. Najczęściej w "Gwarku" w Jastrzębiej Górze. Przyjeżdżali tam zwykli górnicy z rodzinami, w bardzo dobrych humorach. I w mniejszości kadra inżynierska, a poprzez różne zamiany i manipulacje tzw. inteligencja pracująca różnych zawodów. Zaczynała się integracja. Najpierw wieczorek zapoznawczy, z nieodłącznym panem kaowcem. Tam już tworzyły się zaprzyjaźnione grupy, podzielone według zainteresowań.

    Było bardzo wielu brydżystów i po południu do nocy trwały maratony brydża. Inna grupa oblegała bilard oraz "żołnierzyki", ustawione w części kawiarnianej budynku wczasowego. Trudno było nie skorzystać z dobrej biblioteki, pełnej kryminałów z jamnikiem, czyli najlepszych, bo zachodnich. Pan kaowiec - czemu nigdy nie pani? - codziennie wymyślał a to spacer z pochodniami, a to ognisko i pieczenie kiełbasek, a to wycieczki do latarni morskiej, zawody sportowe, konkursy typu wyścigi z worku. Prawie codziennie były potańcówki.
W sali telewizyjnej stał oczywiście jeden telewizor i na dziennik oraz film sala się zapełniała. Politykę puszczano mimo uszu, najważniejsze wiadomości - pogoda.

    Słuchało się kultowego Lata z Radiem, gdzie oprócz porad, gdzie pluć, co nie dla wszystkich było oczywiste, można było wysłuchać poezji miłosnej.
 Jedzenie było dobre, pod górników, z kotletami i kurczakami, obfite. Ale warzyw i owoców było mało, bo kuchnia słyszała skargi, że górnik to nie królik, zielonego jeść nie będzie. Na posiłki wszyscy się przebierali, żeby ładnie wyglądać. Potem się komentowało, kto jest kim i skąd. Pokoje miały balkony i umywalki, chociaż prysznice i toalety były na korytarzu. Nikomu to nie przeszkadzało. Nie było zakazu palenia i ze stołówki, kawiarni i z każdego pokoju wydobywał się dym. Chyba wtedy każdy palił, prócz dzieci. Alkohol też był obecny, można go było kupić we wczasowym barze o każdej porze. Niektórzy przyjeżdżali z psami, a to, że gdzie one robią kupki, nikogo nie obchodziło. Wieczorek pożegnalny kończył tę odlotową imprezę. 


    Janusz Szymonik:

    Ośrodki Funduszu Wczasów Pracowniczych w latach siedemdziesiątych wyglądały dość podobnie - kwatery w jednopokojowych segmentach, ewentualnie w domkach kempingowych, stołówka plus sala telewizyjna, plac sportowy z boiskiem do siatkówki, badmintona, huśtawki, karuzele.

    Wczasowicze większość czasu poświęcali na plażowanie, wycieczki statkiem po morzu lub jeziorze, spacery bulwarami, obowiązkowe zaliczenie smażalni ryb. Dla rodziców pierwszego dnia kaowiec organizował tzw. wieczorek zapoznawczy, później co dwa trzy dni potańcówki, a dla nas, wówczas dzieci, przeprowadzano kinderbale. Na nadmorskich bulwarach królowała śląsko godka, gdyż większość ośrodków wczasowych była własnością śląskich kopalń i hut.

    Ale był taki wyjazd, podczas którego nic nie pasowało do typowego scenariusza wczasowicza. Rok 1974, turnus wczasów w Dąbkach koło Darłowa. Wtedy w NRF odbywał się Mundial, a Orły Górskiego grały wybornie. W czasie meczów i powtórek pustoszały plaże, bulwary i knajpy. Centrum wszechświata stanowiła ośrodkowa świetlica z telewizorem. Na dodatek telewizorem kolorowym, co w tamtych czasach było atrakcją większą niż dzisiejsze telebimy.




    *Zniewalający wystrój restauracji Kryształowa Magdy Gessler ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO
    *Katowice mają podziemny dworzec autobusowy[ZOBACZ ZDJĘCIA I WIDEO]
    *Bytomianie dziękują TVN za materiały patolgię [ZOBACZ, Z CZEGO CHCĄ BYĆ DUMNI

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      To były piękne dni!

      AN (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 108 / 88

      Serdecznie dziękuję Dziennikarzom DZ za ten artykuł!
      Łza się w oku kręci!
      Serio, wczasy w komunie praktycznie mógł mieć każdy, dopłaty z FWP, przejazdy kolejowe refundowane przez zakłady pracy,...rozwiń całość

      Serdecznie dziękuję Dziennikarzom DZ za ten artykuł!
      Łza się w oku kręci!
      Serio, wczasy w komunie praktycznie mógł mieć każdy, dopłaty z FWP, przejazdy kolejowe refundowane przez zakłady pracy, kolonie dla dzieci - też z refundacją dla uboższych. Co prawda, "za Granicę" jechało się jak już, tylko do tzw. "demoludów" i tylko z Orbisem czy Almaturem, ale ...To były piękne dni!
      A, i pogoda w wakacje była rzeczywiście jak na prawdziwe lato przystało!
      Słonecznie, upalnie! Eeeeech......
      I komu to przeszkadzało?
      Nie ma najmniejszego znaczenia czy komuniści dostali w tyłek. Wakacje, to BYŁY WAKACJE!zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Na wczasy nad morze ????????

      Ciekawy (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 77 / 73

      Na wczasy jezdzili kazdego roku jedni a ci sami. Ze slaska nad morze ? chyba ,ze jako dzieciak na kolonie letnie , bylem w Gdansku.
      Najczesciej szeregowcy ze slaska jezdzili w Beskidy ,Warszawiacy...rozwiń całość

      Na wczasy jezdzili kazdego roku jedni a ci sami. Ze slaska nad morze ? chyba ,ze jako dzieciak na kolonie letnie , bylem w Gdansku.
      Najczesciej szeregowcy ze slaska jezdzili w Beskidy ,Warszawiacy do Szklarskiej Poreby albo Karpacza .
      Moj szwagier byl tam kierownikiem Domu wczasowego i butelek od wczasowiczow to u niego nie brakowaalo w zamian za ladny pokoj.
      Gdzie jezdzila "kadra " czyli kierownictwo,partyjni,zwiazkowce zomowce itd. oczywiscie za granice do :
      DDR,Wegry, Jugoslawia a nawet na Zachod gdzie nie jednemu odbilo i pozostal tam na stale pokazujac komunie tylek.
      Jak bylo ale bylo mam nadzieje wesolo dlatego tak czesto wraca sie w te czasy komunistyczne chociazby ino ,aby sobie przypomniec ,ze wrescie komunisci dostali po tylkach.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama