Ważne
    Bartosik: Gross pakety z Efu, to kiedyś było coś

    Bartosik: Gross pakety z Efu, to kiedyś było coś

    Piękni 50-letni

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Bartosik: Gross pakety z Efu, to kiedyś było coś
    1/4
    przejdź do galerii
    Taki dzień jak wczoraj, czyli Mikołajki, nastraja do wspomnień. Kto z Was nie był przed laty zaskoczony wspaniałymi, jak się nam wtedy wydawało, prezentami otrzymanymi niewiadomo od kogo i skąd?
    Dostawaliśmy rzeczy, których wcześniej na oczy nie mieliśmy szans zobaczyć, bo u nas w sklepach z zabawkami dominowały drewniane klocki, drewniane (tak, tak) samochody, szmaciane lale i pluszowe misie. Takie niespodzianki zdarzały się w wielu domach w naszym regionie co najmniej raz w roku. Wszystko za sprawą popularnych niegdyś "grosspaketów z Efu", czyli paczek z różnymi różnościami (jak zwykł mawiać Kubuś Puchatek), które w okresie przedświątecznym słali do nas bliżsi i dalsi krewni zza Łaby.


    Paczki, choć wysyłane z NRF-u na początku grudnia, dochodziły do odbiorców w bardzo różnych terminach. Pamiętam nawet, że zdarzyło się, iż prezenty zabawkowe i różnego rodzaju przysmaki dotarły do mojego chorzowskiego domu dopiero na święta… wielkanocne. Zresztą tradycją było, że najpierw docierał list, w którym wujek czy ciotka szczegółowo wyliczali, co zawierać powinna przesyłka, a dopiero potem te dobra docierały do nas. Często zresztą nie wszystkie, bo paczki przychodzące z Zachodu były otwierane zarówno przez służby celne jak i pocztowe. A że w sklepach nie mogli kupić tego, na co mieli ochotę, to nie gardzili nawet sardynkami w oleju czy niemiecką salami, która z prawdziwą nie miała zbyt wiele wspólnego.

    Co w latach 60., 70., i 80 zawierały te oczekiwane przesyłki. Dla mnie np. w młodych latach bardzo ważne były modele samochodów, czyli matchboxy, których dość sporą kolekcję rozdałem później za niewielką odpłatnością szkolnym kolegom. Szczytem szczęścia był również zdalnie sterowany model bodajże cadillaka, który szedł w kąt dopiero wtedy, gdy wyczerpały mu się baterie. A na początku biegałem po nie do kiosku Ruchu nawet dwa razy dziennie. Niezapomniany był również smak kaugummi, choć proste tłumaczenie tego słowa, nie zachęcało raczej do żucia tej gumy, która w odróżnieniu od dostępnej u nas miała smak i zapach. Były też słodycze, chociaż tutaj już bez ogromnego zachwytu, bo nasze wyroby z Wawelu czy Hanki też były znakomite. Smakowały chyba nawet lepiej, bo ich zdobycie wymagało sporo zachodu i stania w wielogodzinnych w kolejkach. Do tego puszki z owocami, dobra kawa - najczęściej rozpuszczalna nesca, kakao, oliwa z oliwek… Były wreszcie markowe ciuchy i buty, u nas do kupienia, i do w dość ograniczonym wyborze, tylko w Pewexie. Co jeszcze pamiętacie?

    W latach 90. paczki powoli przestały przychodzić, ale za to w miarę regularnie zaczęli nas odwiedzać goście z "efu". I też przywozili różne dobra, ale były to częściej używane mikrowele, telewizory, a nawet kosiarki niż różnego rodzaju smakołyki. Dzisiaj na ten "złom" pewnie już nikt by nie spojrzał, ale wtedy była to jeszcze atrakcja, bo nasz handel zaczynał dopiero przypominać ten prawdziwy, znany z Zachodu. Prawda jednak jest taka, że przyczepki którymi przywieziono te dobra, nie wracały za Odrę i Łabę puste. Powodzeniem Polskich-Niemców, jak ich wtedy powszechnie zaczęto nazywać, cieszyły się przede wszystkim nasze stare meble, kafle piecowe, ale także miód, drewno kominkowe i sucha kiełbasa od wędliniarza, który nie zapomniał jak się robi prawdziwą, smaczną myśliwską czy jałowcową.

    CZYTAJ KONIECZNIE
    Blog Stanisława Bartosika: Wspomnienia 50-latków


    Masz wspomnienia związane z paketami z Efu? Napisz komentarz. A jeśli masz pamiątkowe zdjęcia - przyślij je z krótkim opisem na adres dz@dz.com.pl, a dołączymy je do galerii




    *Niesamowity Dreamliner w Pyrzowicach ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO
    *Zniewalający wystrój restauracji Kryształowa Magdy Gessler ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO
    *HC GKS Katowice od szatni ZOBACZ ZDJĘCIA TYLKO W DZ
    *Ślązacy zazdroszczą Katalończykom autonomii: prawda czy fałsz? [CZYTAJ I SKOMENTUJ]

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze (27)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Na te paczki czekano w wielu domach

      Stanis?aw Bartosik

      Zgłoś naruszenie treści / 27 / 18

      Panie Damianie!
      Pewnie, że nie kradli tych dóbr, ale je kupowali, Chciałem tylko zwrócić uwagę na śląsko (polsko) -niemiecką gospodarność. Skoro była przyczepka, to trzeba było ją wykorzystać w...rozwiń całość

      Panie Damianie!
      Pewnie, że nie kradli tych dóbr, ale je kupowali, Chciałem tylko zwrócić uwagę na śląsko (polsko) -niemiecką gospodarność. Skoro była przyczepka, to trzeba było ją wykorzystać w obydwie strony. I bardzo dobrze, bo my nie biednieliśmy, a nasi handlarze się cieszyli. A i goście z Zachodu byli zadowoleni, bo nie mieli pustego przebiegu.
      A co do tego co przychodziło w paczkach, Jeżeli były to paczki od rodziny, to były to rzeczy bardzo potrzebne, bo u nas jednak wielu rzeczy brakowało. Ale były tez przesyłki od organizacji charytatywnych. W niech zdarzały się różnego rodzaju badziewie - stare buty, podarte ciuchy itd. To wkurzało, ale na szczęście to był margines. Generalnie, Mikołaj i święta w wielu śląskich domach były nie do pomyślenia bez paczek z Efu.
      Co jeszcze pamiętacie z tamtych lat? Piszcie. Chętnie jeszcze podyskutuję.
      Pozdrawiam Stanisław Bartosik zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      malo znana, m.in.slasko-slaska, historyczna ciekawostka :

      Podpisovsky (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 20

      Pakiety oczywiscie tez dostawalismy i fajnie wtedy bylo, fajne byly.

      Ale ja tu z innej beczki:

      Przez pierwsze kilka lat po wojnie, chyba tak do 1949, to moi wysylali tluste tzw.fresspakiety do...rozwiń całość

      Pakiety oczywiscie tez dostawalismy i fajnie wtedy bylo, fajne byly.

      Ale ja tu z innej beczki:

      Przez pierwsze kilka lat po wojnie, chyba tak do 1949, to moi wysylali tluste tzw.fresspakiety do Hamburga (choc sami jako 2-karze i niecwani 3-karze byli odepchnieci od amrykanskiej pomocy UNRA - np. kakao!), do naszych tez "naszych/moich" tam (którzy po 1945 tam wyjechali, a raczej posli piechty z kinderwagen kilkaset kilometrów, bez hopa i z kilkoma bajtlami !!!!!!).

      W "westzone" panowal niedobór, a nawet glód. Bo po podzieleniu Niemiec, a konkretnie: po odcieciu wschodnio niemieckich "spichlerzy" (Meckenburgia, Dolny Slask) brakowalo jedzenia, szczególnie zboza, dla ludnosci, w tym poteznej ilosci uciekinierów i peowców (displaced persons).

      A u nas bylo juz po kilku miesiacach jako-tako. Wprawdzie tsunami gorolów i bardzo waznych smutnych ludzi wyzucalo nas z mieszkan i odpychalo od "strategicznych" branz jak rzeznie i sklepy z wyzywieniem, ale mysmy akurat mieli krewnych na wsiach pod Raciborzem, no to sie jechalo z rucksackiem (plecakiem).

      Dopiero po kilku latach Amerykanie zaczeli zalewac Europe Zachodnia przenica i kukurydza. I brac Niemieckie dzieciaki do amerykanskich rodzin w USA na wypoczecie i dozywienie, podobnie jak sie to robi teraz w PL i w D z dzieciakami z Bialorusi i Ukrainy (Czernobyl). Wtedy udalo sie zapewnic wyzywienie, szybko nawet z nadwyzka.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      O co tak naprawde Panu tu chodzi ?

      Damian F. (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 19

      "Treść komentarzaPrawda jednak jest taka, że przyczepki którymi przywieziono te dobra, nie wracały za Odrę i Łabę puste." - A co, kradli te rzeczy w Polsce, nie placily ? Kaj problym ? I w ogóle,...rozwiń całość

      "Treść komentarzaPrawda jednak jest taka, że przyczepki którymi przywieziono te dobra, nie wracały za Odrę i Łabę puste." - A co, kradli te rzeczy w Polsce, nie placily ? Kaj problym ? I w ogóle, po co ta ironia (miedzy linijkami) ?

      W Polsce bylo szajsowato, wiec, kto pamietal i chcioal dobrze,t o sie staral o krewnych. I chwala Takim Slaskim Ludziom za to. Niejedna babcia(oma) sobie renty zalowala, a na Slask wysylala.

      A ze niektórzy, a pózniej czesciej, przysylali dziwne rzeczy, to tez do zrozumienia i wybaczenia, choc bywaly niezgrabne sytuacje. 1) Z tamtad ciezko bylo ocenic, co jest aktualnie atrakcyjne i jaka sytuacja w PL, a zmiany "galopowaly". 2) Czesto stare lub starsze osoby. 3) Nawet te rzeczy sie (komus zawsze jakos) przydaly. 4) Gdy sie mialo styl, to sie wzielo, podziekowalo i najwyzej wyrzucilo. 5) Niedawno jeszcze Polacy tez zbierali masowo rzeczy na Litwe itp., a masa ludzie podarowywala doslownie smieci. 6) Za niedlugo chyba znowu tez ta czeasciowo bedzie, byc moze nawet biedaszyby.

      Czy mozna bylo wtedy i dziasiaj wspominajac byc tylko wdziecznym, jesli sie dostalo banknoty do reki albo kluczyk do fiacika od (chyba) Apeximu czy Pewexu ? Zenujacy wydzwiek, zenujacy dysonans.

      Ja np. bylem szczesliwym "nosicielem" uzywanych elastyków i bylo OK.
      Nasi krewni we Frankonii i nasi znajomi w Hanoverze w koncu o nas mysleli, pisali listy, paczke musieli zebrac (pomarancze, banany, czekolady, pasty do zebów, ....), spakowac, sfinansowac. A wysylali tego np. na swieta kilkanascie, wiec szczerze i od serca, niezle sie meczac.

      Liczy sie chce, gest, zamiar. Dla mnie po kilku dekadach nie jest juz wazne, czy nam przysylali samochodziki czy samochody. Przez te paczki nam pomogli materialnie, ale tez psychologicznie. Umozliwily one nam utrzymanie rodzinnych wiezi, ale tez ocene tej wtedysniejszej Polski (tzn.porównanie).

      Nie atakuje Autora, a nawet Go chwale za wybór tematu. Madra melancholia i refleksja nie jest zla.
      Ale nie podoba mi sie tzw. nabijanie sie z darczynców/sponsorów, dla mnie to zgrzyt i faul, byc moze niezamierzony. Pozdrawiam.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      redakcja DZ = jesienny majster Tylnej Syberii

      Roman, ino Ruch, RRRRuch, RRRRRRRRuch, foreveR !!!!!!!!!!!!!!! (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 24 / 18

      To byly gruss-pakyjty, a nie gross-pakyjty, lojeeeezu gorole !
      A co, byla tam z tylu zajs tako "polsko" fana, a czimol jom Diebel czyli zlodziej ? :-))))))))))))))))))))))
      A co na ten temat...rozwiń całość

      To byly gruss-pakyjty, a nie gross-pakyjty, lojeeeezu gorole !
      A co, byla tam z tylu zajs tako "polsko" fana, a czimol jom Diebel czyli zlodziej ? :-))))))))))))))))))))))
      A co na ten temat sadzi u-boot Daszkiewicz (Daszynski?), no ten zamarynowany hering ?zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      O kradzionych sardynkach pisałem

      Stanis?aw Bartosik

      Zgłoś naruszenie treści / 21 / 19

      Spróbuję trochę uporządkować to co Państwo piszecie. Moja uwaga o Dziadku Mrozie? Prezenty od niego kojarzą mi się z ziemiami, które przed laty były pod zaborem rosyjskim. Na Śląsku dominował...rozwiń całość

      Spróbuję trochę uporządkować to co Państwo piszecie. Moja uwaga o Dziadku Mrozie? Prezenty od niego kojarzą mi się z ziemiami, które przed laty były pod zaborem rosyjskim. Na Śląsku dominował Mikołaj, a ważne było też, kto się za niego przebierał, kto był u niego Aniołkiem, kto Diabłem itd. Dostawaliśmy przecież nie tylko grosspakety, ale także tradycyjnego Mikołaja, od rodziców. I nie dla wszystkich dzieci były maszkety. Ale się nimi solidarnie dzieliliśmy.
      Wiadomość do zula (zuli). O znikających z paczek puszkach sardynek i innych dobrach pisałem. Kto to zabierał - celnicy czy pocztowcy nie wiem, ale generalnie była bieda więc było to wkurzające. Ale nawet poskarżyć się nie było komu. Pozdrawiam wszystkich i czekam na dalsze sympatyczne wspominki. zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      byly swinstwa tez

      cyc.lopka (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 30 / 18

      Mój krewny w najgorszym okresie zalatwil kontakt pomiedzyx szkolami, uczniowie w pewnym niemieckim miescie symbolicznie robili cos fajnego, np. papierowe figurki, girlandy i inne "dziela", byc moze...rozwiń całość

      Mój krewny w najgorszym okresie zalatwil kontakt pomiedzyx szkolami, uczniowie w pewnym niemieckim miescie symbolicznie robili cos fajnego, np. papierowe figurki, girlandy i inne "dziela", byc moze tez zbierali papier i butelki (ale raczej tam nie), a ktos im to potem odkupywal, chyba na jakims takim bazarku (szkolnym), moze (prawdopodobnie) glównie nauczyciele i rodzice, ale niewazne - starali sie uzbierac i sie dolozyc na pomoc dla uczniów chorzowskiej szkoly.

      Po wielu latach, gdy bylo Krewny, dowiedzial sie od wtedy juz "absolwenta" tej podstawówki, ze owszem, nawet niedowiary: paczki (kilkadziesiat!), pelne owoców islodyczy glównie, doszly. Ale chorzowskie dzieciaki nic z tego nie dostaly, a w pokoju nauczycielskim byly cale miski z iowocami ipachnialo "cytrusowo". Wiekszosc najprawdopodobniej "poszla" do prywatnych domów tychze "pedagogów".

      Najgorsze w tym bylo, ze i tak dzieci o tym wiedzialy, mówilo sie o tym.

      To tez czesc tej historii, nieladna czesc - nie zawsze ladnej historii.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Paczki z Efu

      zula (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 23 / 18

      Na święta Bożego Narodzenia w paczkach musiały być pomarańcze, obowiązkowo! I pierniki oraz miśki Haribo wraz z czekoladą Milką. Nie pisze pan o tym, że każda paczka byłą skrupulatnie przetrząsana...rozwiń całość

      Na święta Bożego Narodzenia w paczkach musiały być pomarańcze, obowiązkowo! I pierniki oraz miśki Haribo wraz z czekoladą Milką. Nie pisze pan o tym, że każda paczka byłą skrupulatnie przetrząsana i ponownie zaklejana.
      Ale najfajniejsze było oczekiwanie na nią, a kiedy już przyszła, z niecierpliwością czekałam z braćmi na powrót rodziców i całą rodziną otwieraliśmy paket z Efu. To było rodzinne świętowanie! Wyrywaliśmy sobie słodkości z rąk:) Dziadek wysyłał mi jeszcze zabawki. Lalka Barbie z Efu to był szał. A Ken-łyżwiarz - czad. Ale najbardziej cieszyłam się z małej lalki bejbika w różowych śpiochach i biał-różowym kaftaniku oraz z czerwonego wózka dla lalek. Miałam go przez wiele lat. Na podwórku od razu się wyróżniał spośród polskich, więc pożyczałam wszystkim koleżankom:)
      zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Wbrew pozorom...

      pyjter (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 52 / 43

      ...te nieszczesne Mikolajki nie sa tak calkiem bez znaczenia jak Pan sadzi !
      na blogu50-letniegoGornoslazaka to niemily zgrzyt - Panska odpowiedz o Dziadku Mrozie tez nie jest specjalnie udana .


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      pyjter -pozorant

      Forsztat (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 43 / 15

      Dziadek Mroz niy udany, Pyjter ,ale prawdziwy ,bo tak boło. Jo tyż za Bajtla boł w Domu Kultury Kopalni i tyż boł Dziadek Mróz ze Śnieżynkami, ale to jeszcze boło w tedy ( tata -50 ) zanim Stalin...rozwiń całość

      Dziadek Mroz niy udany, Pyjter ,ale prawdziwy ,bo tak boło. Jo tyż za Bajtla boł w Domu Kultury Kopalni i tyż boł Dziadek Mróz ze Śnieżynkami, ale to jeszcze boło w tedy ( tata -50 ) zanim Stalin kopnoł w Kalyndorz.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Grosse Kinderfreude

      Kalle (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 61 / 41

      Niezapomniane momenty gdy pod choinką Matka rozpakowywala paczkę od Tante und Onkel,ten zapach Apfelsienen rozchodzący sie po całym mieszkaniu i nie tylko.To było 6 lat po wojnie,mieliśmy sąsiadów...rozwiń całość

      Niezapomniane momenty gdy pod choinką Matka rozpakowywala paczkę od Tante und Onkel,ten zapach Apfelsienen rozchodzący sie po całym mieszkaniu i nie tylko.To było 6 lat po wojnie,mieliśmy sąsiadów ze wschodu,te pomarańcze zjedlismy razem z ich dziecmi.Te paczki były tak zocne,że jak zobaczyliśmy listonosza,spiewaliśmy znany Schlager Fredy Quina - Junge,komm bald wieder.zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Kalle- komm bald wieder

      Forsztat (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 49 / 37

      dali -bald wieder na haus. Ja- gut.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Heimat deine Packete

      Holger aus Beuthen (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 60 / 17

      Niestety ale musze tu trochę dziegciu domieszac.Nie wszyscy chyba wiedzą ze do 1956 roku jedyną muzyką przy której mozna było tanczyc na publicznych imprezach było Hop-dziś-dziś,czyli muzyka...rozwiń całość

      Niestety ale musze tu trochę dziegciu domieszac.Nie wszyscy chyba wiedzą ze do 1956 roku jedyną muzyką przy której mozna było tanczyc na publicznych imprezach było Hop-dziś-dziś,czyli muzyka wsiowa.A w radio Luxemburg nadawali przepiękna muzykę taneczna,więc nasi ziomkowie w Reichu przysyłali nam płyty z tymi nagraniami.Wyobrażcie sobie że ta zawistna i pazerna banda w urzędach celnych i pocztowych umyślnie uszkadzałas nam te płyty,co lepsze ciuchy były nacinane żyletkami.A Tobie Bartosik,też wymykają sie złośliwe uwagi o niektórych towarach w tych paczkach.Fe,nieladnie,darowanemu Gaulowi nie zagląda sie w zęby,chyba że chcesz sie dowiedziec jaki on jest stary.Ciekawi mnie jedna rzecz,czy wszyscy Słowianie mają taki problem z wdzięcznoscią jak niektórzy Polacy.zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Holger -prowda ,tak robiyli

      Forsztat (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 38 / 21

      z tymi paketami. Jo suchou radia Luxemburg w radioku Philipsa Uojca ,co go przed wojnom kupioł w Katowicach u Żyda, a na Fali Deitsch do 20-godz. boł Spiker " Kamilo ",a potym boła Fala Angielsko....rozwiń całość

      z tymi paketami. Jo suchou radia Luxemburg w radioku Philipsa Uojca ,co go przed wojnom kupioł w Katowicach u Żyda, a na Fali Deitsch do 20-godz. boł Spiker " Kamilo ",a potym boła Fala Angielsko. To boł Radiok ,łon jeszcze groł w latach 70-tych.zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Die Fischer von Capri, Die Beine von Dolores itd. :-)))

      urbi, orbi, Norbi (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 38 / 27

      W latach 1950-tych moi rodzice sluchali "po cichu" RIAS, LUX., a czasami tysz AFN.
      I potym te wszyskie niemeickie szlagiery, czesciowo nieoryginaly, bo te przeciez czesto byly amrykanskie i...rozwiń całość

      W latach 1950-tych moi rodzice sluchali "po cichu" RIAS, LUX., a czasami tysz AFN.
      I potym te wszyskie niemeickie szlagiery, czesciowo nieoryginaly, bo te przeciez czesto byly amrykanskie i wloskie, tlumaczyli na jezyk polski, w wariancie slaskim (np. Capri-Fischer itp.).

      Co bylo zabawne: czesto te kawalki po kilku tygodniach pokazywaly sie w polskim radiu po polsku jako polskie przeboje - i malo kto, poza Slaskiem, w to watpil. :-)))

      Tylko ze np. mój fater znol wtedy juz nuty na pamiec, na akordeonie, na gitarze, ale wtedy tysz grali czynsto na mandolinie (genialny instrumynt, polecom i dzisiej).

      PS: Warto tysz wiedziec, ze calo masa tych szlagierów byla "pochodzenia" górnoslaskiego: np. Jarczyka (Michael "Jary"), przed, podczas i po wojnie - np. Die Beine von Dolores i doslownie setki innych ! (ale tysz Wachsmann/Waxmann i inni, choby Georg Thomalla tysz.)

      Zresztom: przti RIAS sie siedzialo np. w 1954, jak bol majsterszaft we fusbalu.
      Ja, bo nasze Karlusy (az sztyry sztuki !) tysz byli majstry - a my tysz, cuzamyn. :-)))
      Podobno winykszy event jak Wembley, ale nikt o tym niy pamiynto/pisze.zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      urbi,orbi,,Norbi + mandolina.

      Forsztat (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 17

      Richtig ,tak boło,jo tyż groł w zespole tłumaczone ( przez moich Fatrow ) szlagry z " Riasa i Lux-sa ",grołech na wszystkich rodzajach gitar włącznie z Hawajskom i spiywołech ,a na mandolinie to...rozwiń całość

      Richtig ,tak boło,jo tyż groł w zespole tłumaczone ( przez moich Fatrow ) szlagry z " Riasa i Lux-sa ",grołech na wszystkich rodzajach gitar włącznie z Hawajskom i spiywołech ,a na mandolinie to łod Somsiada, uod świynta, bo łon jom niy rod pożyczoł, a na skrzypkach ,to ze schule Muz. boch doni uajziou .Godajom ,że jak sie dobrze nauczysz grać na skrzypkach ,to zagrosz i dobrze na wszystek strunowych i to je prowda.Pyrskzwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Komu przeszkadzają mikołajki?

      Stanis?aw Bartosik

      Zgłoś naruszenie treści / 51 / 47

      Widzę, że ruszył ruch antymikołajkowy. Widać wolicie panowie Dziadka Mroza, czyli świętowanie na wschodnią nutę, ale dajcie szanse też innym. Do jotyza: to co wcześniej napisałem, jak również głosy...rozwiń całość

      Widzę, że ruszył ruch antymikołajkowy. Widać wolicie panowie Dziadka Mroza, czyli świętowanie na wschodnią nutę, ale dajcie szanse też innym. Do jotyza: to co wcześniej napisałem, jak również głosy innych, chyba wystarczająco świadczą o tym, że dobrze wspominamy te grosspakety. Więc może nie warto narzekać... zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      alez gdzietam+skadze

      Zygi Zygzak (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 36 / 20

      Nie, nie, alez skadze, szanowny panie kochany, my uwielbiamy mikolajki, andrzejki i palenie marzanny. A za imieninami to po prostu (sza)lejemy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama