Po dwuletnim rządzeniu Sosnowcem koalicja PO i SLD przestała...

    Po dwuletnim rządzeniu Sosnowcem koalicja PO i SLD przestała istnieć

    Grażyna Krawczyk

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Trudna koalicja sosnowieckiej lewicy z Platformą Obywatelską to już historia. Działacze PO oraz SLD na dwóch odrębnych konferencjach prasowych ogłosili wczoraj jej oficjalny koniec. Z ich słów wynika, że rozpadem koalicji nie przejęło się zbytnio żadne z ugrupowań, które ją tworzyło.
    PO nie chce już współpracować z lewicą na dotychczasowych zasadach. Działacze wycofują klubowe rekomendacje dla Wilhelma Zycha, wiceprezydenta Sosnowca, i Mateusza Rykały, pełnomocnika prezydenta miasta do spraw rozwoju i współpracy z zagranicą. Jak mówią liderzy PO, teraz będą mogli jeszcze dokładniej patrzeć prezydentowi na ręce, bo nie są już związani żadną umową.

    - Myślę, że dla dobra miasta lepiej będzie, jeśli sojuszu politycznego nie będzie - mówi Daniel Miklasiński, przewodniczący sosnowieckiej Rady Miejskiej (PO).


    Sojusz między klubami zawarty został po ostatnich wyborach samorządowych w 2006 r. Blok Lewica i Demokraci zdobył wtedy 11 mandatów w sosnowieckiej Radzie Miejskiej. To był najlepszy wynik, ale mandatów i tak było za mało, żeby rządzić samodzielnie. Konieczne więc stał się partyjny sojusz. Udało się zawrzeć porozumienie z PO, które w ostatnich wyborach otrzymało 8 mandatów w radzie i było drugą po lewicy siłą. Współpraca trwała dwa lata, ale formalnej umowy pomiędzy klubami nie było już od kilku miesięcy.

    W sierpniu Klub Lewica i Demokraci przekształcił się w Klub Radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zdaniem działaczy PO właśnie wtedy porozumienie przestało obowiązywać. Kluby pozostawały jednak w nieformalnym związku aż do czwartku (18 grudnia), kiedy to podczas sesji uznano, że dalsza koalicja nie ma sensu.

    - Wysyłaliśmy sygnały, że jesteśmy zainteresowani dalszą współpracą, ale do tej pory nie doczekaliśmy się żadnej reakcji ze strony lewicy. Nie chcieliśmy przedłużać tej sytuacji w nieskończoność, stąd decyzja o oficjalnym ogłoszeniu rozpadu koalicji - wyjaśnia Tomasz Jamrozy, przewodniczący Klubu Radnych Platformy Obywatelskiej.

    Liderzy PO przekonują, że przy realizacji dobrych projektów i pomysłów nadal chcą współpracować z lewicą.

    - Chcemy być opozycją konstruktywną, a nie "betonową" - zapewnia Arkadiusz Chęciń-ski, wiceprzewodniczący RM i członek PO.

    Przedstawiciele Platformy mają sporo zarzutów do władz Sosnowca. Chodzi głównie o pieniądze.

    - Prezydent, troszcząc się o to, jakie poparcie ma wśród społeczeństwa, często coś obiecuje jakiejś niewielkiej grupie. Wiadomo z góry, że nie będzie na to pieniędzy, ale ze strachu przed brakiem poparcia wpisuje się do budżetu przedsięwzięcia, które nie mają najmniejszych szans na realizację. Sztandarowym przykładem jest tu skate park w Kazimierzu. W pierwszej wersji miał kosztować 4 miliony złotych. To zły pomysł, żeby wydawać takie pieniądze na coś, z czego korzystać będą nieliczni - podkreśla Daniel Miklasiński.

    Przewodniczący sosnowieckiej Rady Miejskiej twierdzi, że błędy lewicy w jakiejś mierze wynikają z tego, że do tej pory działała właściwie bez żadnej opozycji.

    - Jestem lekarzem, więc w tej sytuacji na pewno wiem, co mówię. Sosnowiecka lewica znalazła się w psychologicznej pułapce. Oni nie potrafią postępować w sytuacji, kiedy mają obok siebie opozycję - przekonywał Daniel Miklasiński.

    Kazimierz Górski, prezydent Sosnowca, zarzuty odpiera. Twierdzi, że właściwie nic wielkiego się nie stało, a z opozycją radzi sobie bardzo dobrze, o czym świadczy choćby liczba poprawek w budżecie, które zgłosili radni opozycji, a które zostały uwzględnione (było ich 16).

    - Na szczęście Daniel Miklasiński nie jest psychiatrą, więc nie musimy się trzymać jego diagnoz. Zawsze powtarzałem, że nie obiecuję cudu, bo cudu nie będzie. Dotrzymujemy jednak zobowiązań. Obiecywaliśmy zagospodarowanie terenów poprzemysłowych i dziś mamy za to nagrody, obiecaliśmy boiska i dziś jedziemy na otwarcie obiektu, który powstał w ramach programu Orlik - wyliczał Kazimierz Górski.

    Karol Winiarski, jeden z niezależnych radnych, twierdzi, że rozpad koalicji, która już od dawna była sztucznym tworem, to decyzja dobra dla Sosnowca. - Teraz sytuacja będzie o wiele bardziej bardziej przejrzysta. Prezydent nie ma już monopolu na władzę i będzie musiał konsultować z radnymi różne swoje decyzje, o których do tej pory często nas nie informował - mówi.

    Sosnowiecka lewica liczy jednak na to, że mimo wycofanego poparcia dla Wilhelma Zycha, wiceprezydent pozostanie jednak na swoim stanowisku.

    - Bardzo wysoko cenimy kompetencje, pomysły i wiedzę Wilhelma Zycha. W naszej ocenie bardzo dobrze pełni swoją funkcję. Chcielibyśmy, żeby pozostał sosnowieckim wiceprezydentem - podkreśla Grzegorz Dąbrowski, rzecznik prasowy UM w Sosnowcu.

    Na razie nie wiadomo, jaką decyzję podejmie sam wiceprezydent. Jest szansa na to, że pozostanie na swoim stanowisku, bo nie jest członkiem Platformy Obywatelskiej, więc partyjna dyscyplina go do niczego nie zobowiązuje. Poza tym prezydent miasta ma nadzieję, że po świętach sytuacja jeszcze się zmieni.

    - Bardzo dużo było emocji wokół całej tej sprawy. Mam nadzieję, że przez święta radni wszystko jeszcze raz przemyślą i decyzje, jakie będziemy podejmować, będą już tylko merytoryczne, a nie wyłącznie polityczne czy podyktowane emocjami - podkreśla Kazimierz Górski.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama