Paweł Małaszyński: Na estradzie jestem szamanem [WYWIAD]

    Paweł Małaszyński: Na estradzie jestem szamanem [WYWIAD]

    Paweł Małaszyński

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Paweł Małaszyński ma 36 lat, żonę i 8-letniego syna Jeremiasza
    1/3
    przejdź do galerii

    Paweł Małaszyński ma 36 lat, żonę i 8-letniego syna Jeremiasza ©TVN

    Jako doktor Maks Keller uwodzi główną bohaterkę, lekarkę Alicję Szymańską, w hitowym serialu TVN-u "Lekarze". Ale Paweł Małaszyński ma też inną niż aktorstwo pasję. Jest liderem rockowej grupy Cochise. O muzyce, pracy w teatrze i na planie seriali (niedługo będzie nagrywać III sezon "Lekarzy"!) rozmawia z nim Ola Szatan.
    Co jest dla ciebie bardziej stresującym zajęciem - główna rola w serialu czy rola frontmana w zespole Cochise?
    Stresujące? Jedno i drugie. Samo wyjście na scenę, czy jest to scena teatralna, plan filmowy czy estrada związana z muzyką, zawsze wiąże się z jakimś stresem. Spektakl jest rzeczą zaplanowaną, koncert - czymś zupełnie innym. Jest to bardziej operacja na żywym organizmie. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, wszystko zależy od nas, od energii, jaką dajemy publiczności, która wraca do nas lub nie.

    Patrząc na reakcje twoich fanek, to energia jednak wraca, i to ze zdwojoną siłą.
    Są świetne koncerty i te bardzo słabe. Dla mnie są dwie podstawowe rzeczy podczas koncertu. Po pierwsze - dobre nagłośnienie, żebyśmy się czuli komfortowo, a po drugie - publiczność. Więcej do szczęścia nie potrzeba.

    Muzyka zespołu Cochise to wypadkowa inspiracji poszczególnych jego członków? Tego, czego prywatnie słuchacie?
    Tak. Gramy utwory, które nam się podobają. Melodie powstają w mojej głowie, chłopaki do tego dopisują aranżacje. I odwrotnie. Oni rzucają pomysły, a ja układam linię wokalu. Te cztery organizmy, które się spotykają na próbie, decydują o tym, co ma się pojawić na płycie. Staramy się nagrywać te kawałki, które czujemy. Nie gramy muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej. Nie gramy pod publikę. Nie wierzę, że jakiś artysta tworzy muzykę pod publikę, bo to byłoby samobójstwo... Grać coś, co ci nie leży na sercu, nie jest ani szczere, ani prawdziwe.

    Czyli prawdziwa jest teoria, że artysta najpierw tworzy dla siebie...
    Oczywiście, że tak. Przynajmniej ja uważam, że tak powinno być. A kiedy ludzie przychodzą na koncert i jesteśmy w stanie zarazić ich naszą muzyką, to jest coś najbardziej fantastycznego.

    Na planie lubię mieć wszystko zapięte na ostatni guzik. Niektórzy mówią, że perfekcjonizm mnie zabije

    W życiu szukasz równowagi między aktorstwem a muzyką?
    Cały czas. Staram się grać jak najwięcej koncertów, ale na pewno nie zrezygnuję ze swojego wyuczonego zawodu, czyli pracy w teatrze. Film, serial to są jakieś dodatki do teatru. Nie wyobrażam sobie życia bez teatru, nie zrezygnuję z niego. Robię wszystko, by spełniać się i w zawodzie, i w mojej pasji. Muzyka zawsze była dla mnie pierwsza. Czasami, jak roz-mawiamy z chłopakami, to myślę sobie: szkoda, że nie spotkaliśmy się w tym składzie 15 czy 20 lat temu. Bo nie wiadomo, co by z tego wyszło. Ale z drugiej strony też jest niewiadoma, czy dalej byśmy istnieli jako zespół. Jesteśmy już przecież facetami pod czterdziestkę...

    Rolling Stonesi na scenie są od 50 lat...
    To jest niewiarygodne, oczywiście, że też byśmy tak chcieli. Jesteśmy pozytywnie nastawieni, pracujemy nad trzecią płytą, która ma się ukazać jesienią przyszłego roku. To będzie trudny album, dla wymagającego słuchacza.

    Teraz przyznam się do czegoś. Nie wierzyłam w ciebie. Nie wierzyłam, że Małaszyński może być równie dobrym wokalistą jak aktorem.
    Nie jesteś pierwsza! Wiele osób nie wierzyło i przychodziło na koncerty po to tylko, żeby zobaczyć, jak zaliczam wpadkę. Podoba mi się to, co mówią koledzy z zespołu, że gdyby zobaczyli Pawła Małaszyńskiego na plakacie, to nigdy nie przyszliby na występ. Bo to odstrasza, na zasadzie pytania "co to może być...". Traktujemy każdą publiczność - czy to parę osób czy tysiąc - jakby to była milionowa widownia na stadionie Wembley. Nie możemy odpuścić.

    Nawet gdy śpiewasz, to nie potrafisz ustać w jednym miejscu. To jakaś forma ADHD?
    (śmiech) Ja tak mam. Choć sporo osób zarzuca mi niepotrzebny mistycyzm, taki szamanizm... Ale tak przepływa przeze mnie muzyka, tak ja na nią reaguję. Zresztą uważam, że mistycyzm w muzyce jest potrzebny, by docierać do słuchacza.

    Jednych rozpiera energia, inni są jak Kasia Nosowska, która zwykle nieruchomo stoi przy mikrofonie.
    Ale flaki ci rozrywa, prawda? Kaśka ma to coś, to fenomenalna wokalistka. Ostatnią płytą, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, był album "Jezus Maria Peszek". Chciałbym pisać jak Nosowska, a za to, co zrobiła Marysia Peszek, należy jej się ogromny szacunek. Po polsku i to tak, że wyrywa mi trzewia. Im więcej jest koncertów, tym bardziej się wyrabiam. Nigdy nie brałem lekcji śpiewania, choć zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o technikę, to powinienem to zrobić. Ale nie mam na to czasu. Wybiorę się pewnie na lekcje, ale dopiero wtedy, gdy zakończę swoją działalność teatralną.

    Ostatnie tygodnie 2012 roku były dla ciebie bardzo męczące, także ze względu na przygotowania do premiery nowego spektaklu w Teatrze Kwadrat.
    To prawda. Nasz nowy spektakl nosi tytuł "Ślub doskonały". Gram pana młodego, występują ze mną m.in. Ewa Kasprzyk, Kasia Zielińska, Marta Żmuda-Trzebiatowska i Kasia Glinka. Mój bohater budzi się w dniu swojego ślubu, oczywiście nic nie pamięta z wieczoru kawalerskiego. Budzi się z nagą kobietą w łóżku. Słyszy pukanie do drzwi, wchodzi jego narzeczona, by się przebrać przed ślubem, który ma się odbyć za dwie godziny. I zaczyna się harmider. W tej sztuce wróciliśmy do takiej typowej farsy, z której słynął nasz teatr, bo przez ostatnie lata uciekaliśmy do komedii obyczajowych. Farsa jest bardzo karkołomną rzeczą do zrobienia...

    Ale dobrze się w niej czujesz?
    Dobrze, lubię komedię! Lubię dawać ludziom radość. Lubię, kiedy się cieszą i wychodzą z teatru uśmiechnięci, mogąc choć na chwilę zapomnieć o szarej rzeczywistości.

    I przy okazji lubisz też chyba Ewę Kasprzyk, z którą wcześniej zagrałeś w znakomitej sztuce "Berek czyli upiór w moherze".
    Oj tak! Ewkę uwielbiam, odkąd po raz pierwszy zobaczyłem ją na ekranie w filmie "Kogel-mogel". Śmieje się, jak jej to opowiadam, ale zawsze gdy w telewizji jest emitowany ten film, to ja go oglądam. Jedni mogą wiele razy oglądać "Kevina samego w domu", a ja "Kogel-mogel" (śmiech). I jeszcze "Bellissimę". Uważam, że to w tych filmach Ewa zagrała fenomenalne role.

    A oglądasz też serial "Lekarze"?
    Jeśli mam wolny czas, to tak, oglądam.

    Podobasz się sobie jako doktor Maks Keller?
    Nigdy się sobie nie podobam. Nie oceniam siebie, to nie jest moje zadanie. Widzę wszystko co jest źle, co chętnie bym zmienił. Mam dużo samokrytycyzmu, jeśli chodzi o moją osobę na ekranie. Dlatego wolę krótkie formy, w stylu teledysku, gdzie trzymam nad tym pieczę.

    Na planie jesteś perfekcjonistą? A w domu?
    Na planie lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, wszystkich zagrzewam do ciężkiej pracy i wiem, że mogę być wtedy nerwowy i nieznośny. Koledzy z planu mówią czasem, że ten perfekcjonizm kiedyś mnie zabije. W domu zaś jestem bardziej wyciszony, bo staram się nie przenosić pracy do moich czterech ścian.

    Masz poczucie, że 2012 rok był dla ciebie bardzo udany? Popularnością cieszył się zarówno serial "Lekarze" w TVN, jak i "Misja Afganistan" na Canal+.
    Nie śledzę rankingów popularności. Jeśli te seriale ludziom się podobają, to bardzo dobrze, bo oznacza to, że spełniliśmy zadanie, jakie przed nami postawiono. Każdemu z nas zależy, by projekt, który robimy, trafił na podatny grunt. Ale jednocześnie nie ma żadnej napinki, że to musi się wszystkim podobać. Uprawiam taki zawód, że ludzie mają prawo mnie oceniać.

    Plany na 2013 rok?
    Na pewno czeka mnie realizacja trzeciej serii "Lekarzy". Wiedziałem, że jest to bardzo dobry projekt przede wszystkim ze względu na scenariusz i na to, że rzeczywiście robimy coś innego niż koledzy z innych "medycznych" seriali.

    Niezła jatka bywa na stołach operacyjnych w serialu "Lekarze"...
    Też mnie zafascynowało, że temat będzie tak dogłębnie spenetrowany. Cały czas mamy chirurgów na planie i te operacje faktycznie wyglądają fenomenalnie. Nie uciekamy od prawdy. Wiedziałem, że warto zainwestować w serial "Lekarze". Spodobał mi się podobnie jak serial "Misja Afganistan". Ja przez ostatnie dwa lata nic innego nie robiłem filmowo i telewizyjnie, zajmowałem się do tego teatrem, rodziną... W 2013 roku oprócz "Lekarzy" też nie zanosi się na coś bardzo spektakularnego. No, chyba że nagle ktoś zadzwoni z tak ciekawą propozycją, że nie będę w stanie odmówić. A póki co, do kwietnia na pewno odpoczywam, bo wtedy ruszamy z kręceniem kolejnych odcinków. Bardziej się skupię na rodzinie i zespole, potem trzecia transza "Lekarzy" i podczas wakacji wchodzimy do studia, by nagrać płytę Cochise.
    Rozmawiała: Ola Szatan




    *Aquadrom w Rudzie Śląskiej - najpiękniejszy park wodny w Polsce ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO
    *Zniewalający wystrój restauracji Kryształowa Magdy Gessler ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO
    *75. urodziny Stanisława Oślizło. Benefis legendy Górnika Zabrze ZDJĘCIA
    *Morderstwo w Skrzyszowie - NIEZNANE FAKTY

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama