Ważne
    Na całym świecie grzechy są takie same

    Na całym świecie grzechy są takie same

    Magdalena Sekuła

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Z ojcem Sergiuszem Bałdygą, franciszkaninem z Chorzowa, rozmawia Magdalena Sekuła
    Spowiadał ojciec w Meksyku, Hiszpanii i we Włoszech. Te spowiedzi różnią się od tych, które odbywają się w języku polskim?

    Jedno łączy ludzi z całego świata: chęć uzyskania przebaczenia. Ale sama forma spowiedzi nieco się różni. Włosi na przykład podchodząc do konfesjonału mówią: "Padre, niente", co znaczy: "Ojcze, nic nie zrobiłem". Można by wtedy zadać pytanie: "To po coś tu przyszedł?" Taki jednak mają zwyczaj i trzeba to szanować. Teraz już mnie to nie dziwi. Ale na pewno dziwi każdego początkującego spowiednika, który nie jest Włochem.

    Oprócz tego czymś się jeszcze różnimy?

    Tak, ale to wynika z cech konkretnych narodowości. Włosi i Hiszpanie są bardzo otwarci. Przychodzą do konfesjonału, dużo o sobie mówią i oczekują dialogu. Poza tym kochają sanktuaria. Tam podróżują, żeby się spowiadać. Jedno z nich jest w górach, sanktuarium Trójcy Świętej (Santissima Trinita) w Abruzzo. To mały kościółek "przyczepiony" do skały. Kiedyś wraz z kilkunastoma innymi zakonnikami szliśmy tam spowiadać. Kiedy usłyszałem, że ma to trwać całą noc, nie dowierzałem. Bo komu by się chciało wspinać na taką górę? Okazało się, że spowiedź trwała całą dobę. A my musieliśmy się zmieniać. Było bardzo zimno, a do kościoła wchodzili wciąż nowi pielgrzymi. Często były to osoby nawet 80-letnie, które pokonywały tak ciężką drogę tylko po to, by się w tym sanktuarium wyspowiadać. Wielu Włochów lubi się spowiadać i patrzeć na spowiednika. U nas podobnie zaczynają się spowiadać młodzi ludzie: chcą mieć swojego spowiednika, rozmawiać z nim twarzą w twarz.

    Nie było tak, że ktoś nie chciał, by spowiadał go obcokrajowiec?

    Jeśli zna się dobrze język, to często ludzie nawet nie zwracają na to uwagi. Problem może się pojawić wtedy, kiedy ktoś mówi specyficznym dialektem. Myślę jednak, że z każdym można spróbować się porozumieć. Poza tym i u nas są tereny, jak na przykład Kaszuby, w których gwara jest właściwie dla osoby z zewnątrz niezrozumiała. A na Opolszczyźnie warto znać język niemiecki. W tamtym regionie wiele osób nauczyło się spowiadać w tym języku i tak już zostało.

    Nasze grzechy różnią się od tych, które popełniają ludzie w innych zakątkach świata?

    Bez względu na to, czy spowiadałem w Meksyku, czy w Hiszpanii, słyszałem podobne rzeczy w konfesjonale. Prawda jest taka, że grzechy na całym świecie są takie same. Tak samo jak wszędzie ludzie mają potrzebę miłości i przebaczenia. Pod tym względem niczym się nie różnimy.

    Spotykał ojciec za granicą Polaków, którzy emigrowali za pracą. Im nie przeszkadza, że nie mogą się wyspowiadać w ojczystym języku?

    Oni szukają polskich spowiedników. Bo w polskiej spowiedzi bardzo ważny jest kontekst, którego może nie zauważyć spowiednik z innego kraju. Oni żyją tam w stresie tymczasowości, dlatego szukają pocieszenia na przykład w alkoholu. Są rozdarci między dwoma światami i jest im ciężko. Trzeba jednak przyznać, że w takich warunkach kobiety radzą sobie o niebo lepiej niż mężczyźni.

    A lepiej się też spowiadają?

    Na pewno bardziej szczegółowo. Mężczyzna przychodzi do konfesjonału i mówi konkretnie: "Kradłem, piłem, nie modliłem się". Kobieta opowiada czasem całą historię, zanim przejdzie do meritum.

    Proszę powiedzieć, którą ze swoich zagranicznych spowiedzi ojciec najbardziej zapamiętał?

    Kiedyś w jednym z naszych klasztorów w Meksyku, poproszono mnie o pomoc duszpasterską. Proboszcz ogłosił, że będzie spowiadał ojciec Sergio, który pochodzi z tego samego kraju, co papież Jan Paweł II. Zrobił mi taką reklamę, że całymi wieczorami siedziałem w konfesjonale. A ludzie szeptali między sobą, że jestem "gringo", co dobrze spowiada po hiszpańsku. Podobną sytuację miałem we Włoszech. Przygotowywałem dzieci do spowiedzi. Podeszła do mnie dziewczynka, która oznajmiła, że nie jestem księdzem, bo nie wyglądam jak ich proboszcz. Kiedy zapewniłem, że jednak jestem i pochodzę z tego kraju, co Karol Wojtyła, ona z poważną minką odpowiedziała: "Wcale nie, papież jest nasz".

    Ojciec Sergiusz Bałdyga, franciszkanin, jest gwardianem i sekretarzem Konferencji Północnosłowiańskiej Zakonu Braci Mniejszych. Ponadto pełni funkcję prowincjalnego animatora duszpasterstwa powołań. Jest też wykładowcą Wyższego Seminarium Duchownego OFM, dyrektorem Franciszkańskiego Centrum Młodzieżowo-Powołaniowego "Trzej Towarzysze". Należy do Krajowej Rady Duszpasterstwa Powołań. Obecnie przebywa w parafii św. Franciszka w Chorzowie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama