Ważne
    Hudzik: Grypa? Radzę się szczepić i myć ręce

    Hudzik: Grypa? Radzę się szczepić i myć ręce

    Grzegorz Hudzik

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Grzegorz Hudzik

    Grzegorz Hudzik ©ARC

    Jeszcze jest czas, żeby się zaszczepić przeciwko grypie - mówi Grzegorz Hudzik, śląski wojewódzki inspektor sanitarny. O tym, czy czeka nas epidemia grypy rozmawia Agata Pustułka.
    Grzegorz Hudzik

    Grzegorz Hudzik ©ARC

    W sklepach i na ulicach coraz więcej osób nosi chirurgiczne maseczki. Czy to skuteczna broń przeciwko grypie?
    Wszystkie sposoby są dobre, ale trzeba pamiętać, że maseczki mają krótki żywot i szybko przestają być skuteczną ochroną. W przypadku osób chorych już po kilku godzinach są wypełnione materiałem zakaźnym. Osoby zdrowe, które chcą poprzez założenie maseczki chronić się przed wirusem, powinny pamiętać, że wnika on do organizmu nie tylko drogą oddechową, ale także przez kontakt z przedmiotami, na których zlokalizował się taki wirus przeniesiony przez chorego. Są to np. klamki, poręcze. Wystarczy krótki kontakt ze śluzówką, by otworzyć wirusowi drogę do naszego organizmu. Dlatego z tych najprostszych sposobów radzę po prostu myć często ręce.

    Coraz częściej jednak lekarze w okresie grypowym przyjmują w maseczkach. Nie odstrasza to pacjentów?


    Być może są przeziębieni i nie chcą dodatkowo zarażać swoich pacjentów. Poza tym dziennie muszą przyjąć po kilkadziesiąt osób. Maskę jednak po kilku godzinach trzeba bezwzględnie wymienić. Maska, o czym już mówiliśmy, na pewno w stu procentach nie zabezpiecza przed wirusem.

    Czy w miejscach publicznych takie maseczki powinni nosić np. chorzy po przeszczepach, po chemioterapii?


    To są pacjenci szczególnej troski. Mowa o tych wszystkich z niedoborami odporności, ale też szczególnie narażonych na zachorowanie z grup ryzyka. Oni przede wszystkim po konsultacjach z lekarzem powinni się zaszczepić przeciwko grypie.

    A kobiety w ciąży?


    Też powinny się zaszczepić przeciwko grypie. Ciąża nie jest przeciwwskazaniem do szczepienia. Przyszłe mamy również zaliczamy do grupy ryzyka grypowego.

    Czy czeka nas epidemia grypy?


    W pierwszym tygodniu stycznia, w porównaniu do podobnego okresu z roku minionego, nastąpił stuprocentowy wzrost zachorowań na grypę, ale to wciąż tylko 9,4 tys. chorych na 4,5 mln mieszkańców województwa śląskiego. Były już sezony, gdy tygodniowa liczba zachorowań przekraczała 10-20 tysięcy. O alercie można mówić, gdy takich zachorowań będzie powyżej 30 tysięcy tygodniowo. W naszym laboratorium zbadaliśmy próbki od 95 chorych, którzy trafili do szpitala z powodu grypowych powikłań. U wszystkich stwierdziliśmy obecność wirusa AH1N1, który jest obecnie dominujący. On zakaża nas najczęściej.




    *Zachwycający pokaz fajerwerków na Nowy Rok w Katowicach ZOBACZ ZDJĘCIA
    *Horoskop na 2013 rok ZOBACZ, CO MÓWIĄ KARTY
    *Morderstwo w Grodźcu: Syn zabił swoich rodziców i uciekł. ZOBACZ TWARZ ZABÓJCY
    *Akt oskarżenia wobec matki Madzi z Sosnowca TRZY ZARZUTY

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Hudzik: Grypa? Radzę się szczepić i myć ręce

      A może powinno brzmieć (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 23 / 22

      Hudzik: Grypa? Radzę myć ręce ................................ a jeżeli nastąpi wielkie skażenie to się szczepić.................................................................. to początek do...rozwiń całość

      Hudzik: Grypa? Radzę myć ręce ................................ a jeżeli nastąpi wielkie skażenie to się szczepić.................................................................. to początek do eutanazji ludzkości.
      Dziękuje.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Czy na te dzisiejsze - a może ... 1

      My, dzieci tamtych rodziców (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 24 / 28

      Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka – właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach...rozwiń całość

      Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka – właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy  spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.: -- Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem.Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo Higieny Zabaw). -- Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. --Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna.Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem. -- Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny.Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem. -- Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo-jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać. -- Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze. -- Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję, żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych. -- Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. -- Pies łaził z nami-bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na “sznurku od presy” i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem.Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce. -- Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub “tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk. -- Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusizwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Czy na te dzisiejsze - a może ... 2

      My, dzieci tamtych rodziców (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 36 / 8

      Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił...rozwiń całość

      Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. -- Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły – on chodził pięć kilometrów. Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. -- Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii. -- Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę,przez tydzień. Nikt się nie brzydził. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł. -- Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie-bez beczenia i wycierania ust rękawem. -- Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie-bez beczenia i wycierania ust rękawem. -- Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy,przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców. -- Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. -- My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
      A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
      zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      oia

      rikardowinkeried (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 15 / 36

      O ja
      Już człowiek zapomniał
      Jeszcze ta smycz w postaci komórki
      Pięciolatki muszą mieć stały kontakt z bazą
      Pamiętam jak matki wolały dzieci przez okna całe osiedle słyszało

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama