To zwolnienie polityczne - mówi niespełna 30-letni Tomasz Sikorski, były pracownik wydziału administracyjnego magistratu w Świętochłowicach. Bezrobotny od niedawna. Przed świętami Sikorski otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę. Teraz zapowiada oddanie sprawy do sądu.
Zwolnienie datowane na 16 grudnia urzędnik dostał dzień później, podczas sesji rady miasta.
- Uważam, że zwolnienie jest związane z powołaniem mnie do nowego składu Rady Społecznej Zakładu Opieki Zdrowotnej. Wypowiedzenie otrzymałem dwadzieścia minut po tym, jak zostałem powołany. Trudno to rozumieć inaczej, nikt ze mną wcześniej nie rozmawiał, nie dostałem nawet ostrzeżenia. Nie było sygnałów, że miałbym być zwolniony - twierdzi Sikorski.
Co ma wspólnego rada działająca przy szpitalu z pracą w urzędzie? Nie za wiele, tyle że kandydatura Sikorskiego została zaproponowana, a potem przegłosowana przez opozycyjnych wobec prezydenta radnych, którzy 17 grudnia zmienili prawie cały skład rady społecznej, po tym jak odrzucili wniosek prezydenta o zmianę jej przewodniczącego. Wybór Sikorskiego nie był zaskoczeniem. Urzędnik działał w ścisłym zarządzie Ruchu Ślązaków, obecnie koalicjanta Platformy Obywatelskiej. Radni obu ugrupowań mają od niedawna bezwzględną większość w Radzie Miasta i są w ciągłej opozycji wobec prezydenta Eugeniusza Mosia. Tymczasem to właśnie Moś parafował zwolnienie urzędnika.
- Prezydent ma prawo zatrudniać i zwalniać podległych mu pracowników według uznania - ucina Roman Penkała, rzecznik Urzędu Miasta.
Jednak zwolnienie Sikorskiego rodzi zbyt wiele wątpliwości i pytań.
Inni pracownicy UM także nie podają przyczyn zwolnienia Sikorskiego. - Mieliśmy taką możliwość. Przepisy zastosowane w tym przypadku nie wymagają podania przyczyn - tłumaczy Leszek Kłyś z UM.
Sikorski nie dowie się, dlaczego w urzędzie go już nie chcą, ponieważ miał umowę na czas określony. Zatem zwolnienia nie trzeba uzasadniać.
To zdaniem Sikorskiego wystarczający dowód na polityczne przesłanki zwolnienia. - Nie zostałem poinformowany, że moja praca budzi jakieś zastrzeżenia. Nie otrzymałem wcześniej upomnienia czy nagany - mówi Sikorski.
Penkała tłumaczyć decyzji prezydenta nie chciał, podobnie jak ustosunkowywać do zarzutów byłego pracownika. Sugerował za to przeczytanie jednego z grudniowych numerów katowickiego dodatku gazety "Fakt". Chodzi o artykuł, w którym Sikorski nazwany został Casanovą z urzędu. Materiał dotyczy profilu urzędnika na jednym z internetowych portali randkowych. Tekst opatrzony jest ściągniętymi z portalu odważnymi zdjęciami, na których Sikorski pokazuje swój tors lub występuje w skórzanych slipkach. Materiał został opublikowany 18 grudnia, czyli dzień po powołaniu Sikorskiego do RS ZOZ.
Rzecznik prasowy urzędu miasta odmawia komentarza, czy publikacja ma coś wspólnego z wręczonym zwolnieniem.
Wątpliwości nie ma za to Sikorski. - To nie przypadek, że artykuł ukazał się akurat teraz. Ma uzasadniać decyzję o moim zwolnieniu - tłumaczy.
Czy zdjęcia urzędnika na portalu randkowym mogą być powodem zwolnienia? Wątpliwości ma Krzysztof Nowak z wydziału nadzoru prawnego Urzędu Wojewódzkiego. - Urzędnik powinien zachowywać się z godnością w pracy i poza nią. Odważne zdjęcia w internecie mogą być rozumiane jako naruszenie tego obowiązku. To może być podstawą do upomnienia - twierdzi.