Piechociński: Na dniach do PSL przejdzie polityk z lewej...

    Piechociński: Na dniach do PSL przejdzie polityk z lewej strony

    Joanna Miziołek

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Premier Tusk okazuje dużo więcej szacunku koalicyjnym ministrom niż swoim. Okazuje mniej stanowczości w determinacji rugania - mówi wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. W rozmowie z Joanną Miziołek zapowiada także, że "na dniach" do PSL dołączy "polityk z lewej strony".
    Piechociński: W polityce staram się nie mieć wrogów

    Piechociński: W polityce staram się nie mieć wrogów ©Bartek Syta/Polskapresse

    Czuje Pan, że już przeszedł chrzest bojowy?
    Nie było takich emocji. Wszedłem w nową rzeczywistość bez zaskakującego poczucia chrztu bojowego. W przeddzień, kiedy informowałem na wspólnej konferencji z premierem, że następnego dnia pójdę do pana prezydenta po teczkę, zrobiłem retrospekcję, jak zacząłem swoją działalność publiczną jako członek samorządu klasowego. Wejście do rządu traktuję normalnie. Tu się nic wielkiego nie wydarzyło. Każdego dnia jest więcej pracy, każdego dnia jest więcej wyzwań. Coraz trudniej jest planować nie tylko swoje życie prywatne, ale także polityczne. Dramatyczne jest to, że wielu ludzi myśli, że wicepremier nie ma nic innego do roboty, tylko spotykać się z każdym z wynalazców, z każdym obywatelem, z każdym ludowcem, z każdym samorządowcem.
    No bo każdy chce przekazać ciężar swojej sprawy temu wyżej postawionemu. To jest wprost zdumiewające, że nie idą do swojego wójta, starosty, wojewody czy urzędnika, tylko zakładają, że jak zawiadomią tych ludzi najwyżej w Warszawie, to oni zainteresują się tą sprawą i za nich obsłużą prawnie czy interwencyjnie. Widać więc brak wiary, kompetencji czy wiedzy w to, że urzędy mogą się zająć sprawą obywatela.

    Ma Pan teraz więcej przyjaciół?
    Kiedyś w poniedziałek na dyżur przychodziło kilkadziesiąt osób, teraz chciałoby przyjść kilkaset. Teraz to swoiste "przyjacielskie molestowanie obywatelskie" jest powszechne. To już nie jest tylko przyjemne, ale bywa też męczące. Dostaję kilkaset telefonów dziennie. Kiedy ktoś, kto jest przyzwyczajony, że może porozmawiać ze mną 10 minut, kiedy ja teraz wiem, że na rozmowę mogę poświęcić minutę, bo coś się dzieje, to mało przyjemne jest to, kiedy znużonym głosem po setnej rozmowie mówię: "Litości, chłopie, wyduś z siebie, czego chcesz!". Tymczasem słyszę wprowadzenie, rozwinięcie itd. (śmiech)

    Zaczyna Pan już stawiać kolejne warunki premierowi?

    Warunki to się stawia na początku. Proszę zwrócić uwagę, że nie zmieniliśmy form współdziałania koalicyjnego. Okres dwóch miesięcy współpracy z premierem oceniam bardzo pozytywnie. Posiedzenia koalicyjne przed każdą Radą Ministrów, gdzie uzgadniamy, na co jest polityczne przyzwolenie, co wspólnie razem wspieramy, odbywają się w bardzo dobrej atmosferze. Czuje to premier i czują kluby. Jest w nas determinacja, by bezboleśnie rozwiązywać wszystkie sprawy wspólnotowo. Dyskutujemy do momentu, aż uzgodnimy wspólne stanowisko. A potem na zewnątrz bronimy go jak lwy. Będąc w rządzie od dwóch miesięcy, koalicję oceniam bardzo wysoko. Tusk to doświadczony polityk, na którym tych pięć lat rządów wywarło określone piętno

    Bał się Pan wejść do rządu? Było czego?
    Nie, to nie była kwestia obawy. Miałem inny scenariusz polityczny. Przez kilka miesięcy w czasie kampanii o nim mówiłem. Chciałem wykorzystać, na ile to jest możliwe, Waldemara Pawlaka do końca w roli wicepremiera i ministra. W momencie jego rezygnacji proponowałem, aby wydłużył ten stan do końca marca. A pretekstem do tego miało być negocjowanie nowego budżetu, a później, kiedy wiedziałem, że Waldek na to nie pójdzie, proponowałem rozwiązanie z wicepremierem Jarkiem Kalinowskim. Po to, żeby móc więcej energii, zdrowia i życia poświęcić na odnowienie, odświeżenie demokracji i stworzenie nowych relacji w PSL. To nie była kwestia braku odwagi czy tego, że Piechociński nie wiedział, czy wygra. Miałem przeliczone głosy.

    Widać, że premier jest twardym zawodnikiem w boksowaniu się w koalicji?
    Widać, że jest doświadczonym politykiem, na którym tych pięć lat wywarło określone piętno. Bo jedno, to mieć wyobrażenie o władzy, a drugie - to ją pełnić. Widać, że Tusk mocno przeżył 2005 rok, a potem od 2007 roku widać, że jest politykiem zdeterminowanym. Jest bardzo silną osobowością, do wewnątrz Platformy i na zewnątrz. Mam co prawda inną pozycję niż ministrowie PO, jako koalicjant, także w relacjach podczas Rady Ministrów. Premier okazuje dużo więcej szacunku koalicyjnym ministrom niż swoim. Okazuje mniej stanowczości w determinacji rugania. Chociaż kiedy ktoś zawali, to bez względu na to, czy jest z PSL, czy z PO, premier mniej lub bardziej delikatnie potrafi mu zwrócić uwagę. Bardzo szybko z premierem Tuskiem znaleźliśmy wspólny język. Ta moja wola i determinacja, żeby koalicja działała maksymalnie wspólnie, znalazła zrozumienie. Moja decyzja o wejściu, a nie wyciąganiu trzeciej koperty pod tytułem inny jeszcze kandydat na wicepremiera i ministra.

    Inny? To kto był w końcu w tej trzeciej kopercie, nie Pan?
    Tam był Janusz Piechociński, bo nie mogło być inaczej. Byłem zdeterminowany na ministra gospodarki.

    Są już Pana pierwsze decyzje personalne. Ewa Kierzkowska nie jest już wiceministrem? Czemu?
    Proste. Jest czas wyzwań. Nie tylko ja muszę więcej pracować, ale każdy. Minister partii parlamentarnej w kancelarii premiera to minister do kontaktów ze środowiskiem, z parlamentem, z samorządem, do rozwiązywania problemów tam, gdzie się pojawiają. No i długo czekałem na to, czy w nowej rzeczywistości Ewa się odnajdzie i wejdzie na podwyższony stan pracy. Nie dostrzegłem tego. Będzie wykorzystana w innym miejscu i tyle.

    Zawiódł się Pan na niej?
    Nie. Po prostu liczyłem na większe zaangażowanie, szczególnie w okresie zmiany władzy w Stronnictwie.

    Kto będzie następcą?
    Jak się składa wniosek o odwołanie, to powinien być złożony wniosek o kandydata na powołanie.

    Zamarzyło się Panu z PSL zrobić drugi PiS? Skąd pomysł na współpracę ze Zbigniewem Ziobrą?
    W życiu politycznym staram się nie mieć wrogów, nawet rywali traktuję jako przyjaciół i współpracuję z nimi dla dobra kraju. Otóż nie oświadczyłem się politycznie Zbigniewowi Ziobrze i Solidarnej Polsce. Złożyłem tylko ofertę środowiskom, które nie są poszatkowane według podziałów lewica, prawica, PO, PiS. Wszyscy mamy wielkie zadanie, aby pokazać inny język polityki. Platforma z PiS muszą współpracować poprzez walkę i konflikt, bo im wtedy rośnie poparcie. Lewica musi się pojedynkować z prawicą. Reszta nie jest najsilniejsza w tych podziałach i dlatego musi się wyróżnić. Moim celem jest to, żeby PSL, które jest w środku sceny racjonalności zachowań, wyróżniało się poprzez to, że umiemy dbać o demokrację, o szacunek, budować program pracy, a nie wojny. Nie miejmy wrogów Tusków, Kaczyńskich, tylko problem. Naszym problemem jest bezrobocie, niewydolna gospodarka, inwestycje itd. I dlatego w tej przestrzeni działam. Rok 2013 jest rokiem ożywienia centrum. Wyciągam więc rękę do wszystkich, a nie tylko o konserwatywnych poglądach. Mimo że niektórzy mnie prowokują, tak jak ostatnio Zbyszek, domagając się komisji w sprawie afery taśmowej. Ale ja się na niego nie obrażam i podtrzymuję chęć spotkania się z klubem Zbigniewa Ziobry. W styczniu, lutym i marcu 2014 r. będziemy mówić o budowaniu koalicji wyborczych. Teraz to czas testowania różnych środowisk, ustalania, co możemy dla Polski i Polaków zrobić razem. Konkretna praca nad ustawami, konferencje tematyczne, ograniczanie agresji w społecznej i politycznej przestrzeni. Wydaje się, że najbliżej w podobnym myśleniu na dziś nam do PJN. Namawiamy więc Pawła Kowala, aby europosłowie PJN jeszcze w tym roku dołączyli do największej grupy ludowo-chadeckiej, w której są i PSL, i Platforma. Chciałbym, żebyśmy razem z PJN uruchomili serię debat poświęconych rodzinie, miejscu Polski w Europie. To naprawdę nie może być kolejny raz tak, że nagle wszyscy się ze sobą przeproszą, wszyscy zawrą taktyczne koalicje w myśl koncepcji: spoceni kandydaci na nieźle płatne miejsca w europarlamencie, wydedukują: "Mogę iść z każdym, bo miejsce i serce moje tam, gdzie dieta moja". Takie postawy bardzo negatywnie oceniają wyborcy. Z amerykańskich badań wynika, że politycy są gorsi nawet nie jak leczenie kanałowe, ale nawet jak karaluchy czy rzeżączka. (śmiech)

    Chce Pan uzdrawiać tę politykę, nie boi się Pan, że zaraz zaczną z Pana drwić?
    Część tabloidów już się poznęcała nade mną, jak głęboko się kłaniam prezydentowi, premierowi. Ale nie dostrzegli jednego, jak głęboko na wszystkich spotkaniach kłaniam się ludziom, jak podchodzę do przedszkolaków czy ucznia szkoły podstawowej, emeryta, który zwiedza Sejm. Mnie to kosztuje tylko trochę wysiłku, a dzięki temu w społeczeństwie odbudowuje się obraz polityka, który jest ludzki. Jesteśmy ludźmi zawodów szczególnych. A do takich zaliczam dziennikarstwo, duszpasterstwo, zawód lekarza i nauczyciela oraz polityka. Jeśli polityk nie lubi ludzi, to nie powinien się zabierać do tej profesję. Bo to misja, którą zawsze wtedy spaprze. Na dniach przejdzie do nas inny polityk z lewej strony. I zaraz będziecie pytali, czy PSL nie skręca w lewo

    Z jednej strony, mówi Pan o misji w polityce, a z drugiej - podbiera Pan polityka Solidarnej Polsce?
    Nie podebrałem. Pan poseł Dąbrowski po prostu do nas przyszedł i powiedział, że jest zmęczony tym, co się dzieje w jego dotychczasowej przestrzeni. Sprawdziliśmy, czy nie ciągną się za nim jakieś dramatyczne ogony, i klub podjął decyzję o jego przejściu do nas. Na dniach przejdzie do nas inny polityk z lewej strony. I zaraz będziecie pytali, czy PSL nie skręca nie w prawą, ale w lewą stronę. Otóż nie, nasze PSL wciąż jest w tym samym miejscu w centrum. Jest pozytywistyczne i otwarte w relacjach z ludźmi. Mało nas do pieczenia chleba i ciebie też potrzeba - kierujemy to do każdego, kto chce pracować dla Polski.

    A do pieczenia chleba potrzeba Romana Giertycha. Mówił ostatnio, że PSL zaczyna być jedyną racjonalną, konserwatywną partią. Widzi go Pan w swoich szeregach?
    Wiem, że ileś środowisk partii chrześcijańskich demokratów chciałoby do nas dołączyć. I ma podobną opinię jak Roman Giertych. Jesteśmy klasyczną partią chrześcijańskiego centrum i zapraszamy wszystkich, którzy mają podobne poglądy. Znam też często znane osoby na lewo od PSL, które zwracają uwagę na nasze pozytywistyczne nastawienie, polityczny umiar i silną solidarność społeczną. Doceniają wewnętrzną demokrację i szacunek dla innych poglądów czy postaw. Chcę codzienną pracą wszystkich ludowców potwierdzać te opinie. Marzy mi się więc silne, racjonalne centrum polskiej polityki. Tych 117 lat PSL zobowiązuje.

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Posłowie

      ZB (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 24 / 35

      którzy w trakcie kadencji, zmieniają swoje(przypuścmy,że)poglady oszukują swoich wyborców.Dlatego nazywać ich należy oszustami,kanaliami.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      warto przejść do gumofilcoków-naprawdę!!!

      zwolennik psl (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 26 / 26

      od strzału cała rodzina ma pracę w agencjach rolniczych,no i oczywiście również prę znajomych królika,naprawdę warto,to dobra inwestycja.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Likwidacja KRUS

      sew (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 65 / 62

      tylko to uratuje Polskę!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Naprawdę mało kogo obchodzą te jakieś zaloty i walki dworzan na dworze i ich służących!

      caro (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 55 / 63

      W każdym bądź razie w dniu następnych wyborów należy pamiętać o tym, że;
      - PSL to zgromadzenie oligarchów z immunitetami wraz ze statusem partii
      - PSL powinno się przy głosowaniu w wyborach...rozwiń całość

      W każdym bądź razie w dniu następnych wyborów należy pamiętać o tym, że;
      - PSL to zgromadzenie oligarchów z immunitetami wraz ze statusem partii
      - PSL powinno się przy głosowaniu w wyborach pominąć
      - PSL nie wnosi od ćwierćwiecza dla kraju nic stosownego
      - PSL ma o wiele więcej wspólnego z interesami dla samego siebie, aniżeli z naszymi
      - PSL liczył głosy Wałęsie w Nocnej Zmianie
      - PSL ustalił w Moskwie cenę m³ gazu na wyrost i na kilkanaście lat do przodu
      - PSL zarzekał się, że zlikwiduje KRUS, Agencje do Agencji, i inne zbyteczne siedliska leniuchów
      - PSL każe przysuwać nam prawie do 70-ki
      - PSL jest współautorem naszych niepowodzeń i roztrwaniania skromnych zasobów budżetu
      - PSL głosował za niewyjaśnieniem afery Amber Gold pozostawiając ograbionych na lodzie
      - PSL jest przydatne li tylko sobie i nikomu innemu
      - PSL jest całkowicie nijakie, bowiem jest bez żadnego rdzenia światopoglądowego
      - PSL od 125 lat nie jest stałe w uczuciach, bo koalicje zmienia jak rękawiczki

      Natomiast taka formacja PiS jest już taką formacją, która może szeroko absorbować uwagę. Chociażby z tegoż względu, że PiS nie legitymuje się żadnym negatywnym statusem aferałów i oligarchów. W PiS szukano całymi latami jakiś afer, a nawet stworzono w tym celu specjalny urząd pt. Pitera, notabene na który roztrwoniono dobrych kilka setek tysięcy. Lecz w PiSe żadnej afery nie znaleziono! Jedynie co się przez te całe lata w PiS doszukano, to tylko afery tzw. „dorszowej” za 8, 75 zlotych. Z kolei takim drugim wariantem sympatii wyborczych może być też SLD. Ale raczej tylko wówczas, kiedy raz na zawsze pozbędzie się ze swoich szeregów wszystkich towarzyszy, a tak „zasłużonych i wysłużonych” w reżimie PRL. Poza tym już żadna inna organizacja nie wzbudza jakiegoś szczególnego zaufania i ufności w aspekcie wykonania zadań politycznych. Również nie będą nimi żadne te „nowe” twory, czyli takie z typowymi skoczkami i puczystami, czy ze służbowo przetransferowanymi.
      zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama