Przemysław Saleta: Bokser bez ciosu i szczęki, za to z...

    Przemysław Saleta: Bokser bez ciosu i szczęki, za to z otwartą głową

    Robert Małolepszy

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Przemysław Saleta nie ma ciosu i ma szklaną szczękę. W boksie to dwa grzechy ciężkie. A mimo to został pierwszym polskim zawodowym mistrzem Europy, a w sobotę w Ergo Arenie, po kapitalnej walce, pokonał legendę - Andrzeja Gołotę.
    Przemysław Saleta: Bokser bez ciosu i szczęki, za to z otwartą głową

    ©Andrzej Banaś/Polskapresse

    Jak to możliwe? Saleta może i nie ma ciosu, szczękę też ma szklaną, ale kocha boks, kocha sporty walki. Swe braki wiele razy potrafił zamienić w atuty. I najważniejsze - doskonale zdaje sobie z nich sprawę, nie wstydzi się o nich mówić i nigdy nie bał się podejmować wyzwań.

    Dziś może odchodzić na bokserską emeryturę jako zawodnik spełniony. Nie był mistrzem świata, nawet nie otarł się o możliwość walki o pas. Ale pokonanie Andrzeja Gołoty sprawia, że nawet najwięksi sceptycy muszą przyznać, że jest naprawdę solidnym bokserem, a nie żadnym bawidamkiem, tym bardziej nie tchórzem - o co oskarżali go nieraz tzw. fachowcy ze środowiska.


    Salety wielu bokserów nie lubi, bo umie się wysłowić, bo jest inteligentny, bo wprawdzie studiów nie skończył, ale bez problemu dostał się na dawny SGPiS (dzisiejsza SGH) - tylko po to, by... załapać się do sekcji kick boxingu.

    Urodził się we Wrocławiu, ale wychowywał w Bystrzycy Kłodzkiej. Jako dziecko dobrze się uczył, wychowywał w dobrej rodzinie. Sportów walki uczył się z książek i kaset. Pierwszy raz na poważnie zaczął trenować na studiach. Najpierw kick boxing, w którym został mistrzem świata. Potem boks.

    - Z 51 walk na zawodowym ringu co najmniej 20 stoczyłem za darmo. Robiłem to dla siebie, dla rozwoju swojej kariery, ale też dlatego, że kocham boks - mówił w sobotę po walce z Gołotą.

    Promieniał ze szczęścia. Ale jak zwykle potrafił zachować wielką klasę. Mimo że Gołota wiele razy go obrażał, nawet przez chwilę nie pozwolił sobie na triumfalizm.

    - Andrzej wciąż jest numerem jeden polskiej wagi ciężkiej. Ta walka niczego nie zmieni w historii polskiego boksu. To on jest legendą - mówił już w ringu, do kamer Polsatu, powtórzył to potem pod szatnią do dziennikarzy.

    - No i co powiesz? - tylko tyle powiedział do mnie, gdy podszedłem do niego z gratulacjami.

    - Nie wierzyłeś we mnie - dodał, ale nie było w tym krzty pretensji, a tylko radość, że potrafił udowodnić swoją wartość, ringową mądrość i spryt.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama