Odjazdy 2013: Coma, Myslovitz i Luxtorpeda w katowickim...

    Odjazdy 2013: Coma, Myslovitz i Luxtorpeda w katowickim Spodku [ZDJĘCIA, WIDEO]

    Ola Szatan

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Odjazdy 2013: Coma, Myslovitz i Luxtorpeda w katowickim Spodku [ZDJĘCIA, WIDEO]
    1/65
    przejdź do galerii

    ©Marzena Bugała-Azarko

    Dla wielu kultowy, festiwal Odjazdy odbył się w sobotę, 9 marca, w katowickim Spodku. Tegoroczna edycja imprezy znów zaserwowała nam artystów zarówno z krajowej czołówki sceny rockowej, jak i zagraniczną gwiazdę. ZOBACZ ZDJĘCIA i WIDEO.
    - Teraz ludzie nie mają się już przeciw czemu buntować więc i tego rodzaju imprezy nie niosą za sobą takiego ładunku emocjonalnego jak kiedyś. Ale każda okazja, by posłuchać fajnej muzyki jest dobra dlatego jestem gorącą zwolenniczką Odjazdów. W sumie byłam już na sześciu edycjach tego festiwalu łącznie z tymi, które organizowane sa po reaktywacji - powiedziała Katarzyna Piątkowska, która do Katowic przyjechała z grupą znajomych z Krakowa.


    Tegoroczna edycja festiwalu Odjazdy ściągnęła do katowickiego Spodka parę tysięcy osób, a wśród nich przeważała młodzież, która zna tylko te "nowe" Odjazdy. Starszych festiwalowiczów przyjeżdżających do stolicy Górnego Śląska w latach 90. było mniej.

    Może i na legendarnych Odjazdach nie było w ofercie gastronomicznej takich specyfików jak popcorn, który zdaniem niektórych nie pasuje do rockowego charakteru imprezy, może i rozmach gwiazdorski był nieco większy (z drugiej strony wtedy konkurencja w kwestii imprez był zdecydowanie mniejsza) za to na pewno uczestnicy tegorocznego festiwalu nie mogli narzekać na brak pewnego złocistego napoju, który w antresoli Spodka cieszył się dużym powodzeniem.





    A jak muzycznie? Program mógł się podobać, choć większość tych artystów często bywa w trasach klubowych, nie omija tez plenerowych imprez typu juwenalia. Chcąc podsumować kto był najbardziej oczekiwaną gwiazdą tegorocznej imprezy i tworząc ten ranking tylko na podstawie koszulek, w jakich przyszli uczestnicy imprezy to na prowadzenie wysunął się zespół Coma, choć liczną reprezentację mieli też stosownie odziani fani Luxtorpedy.

    Najtrudniejsze zadanie do spełnienia mają zwykle ci co zaczynają. Na Odjazdach tym razem pałeczkę pierwszeństwa przejęli Curly Heads, a po nich przyszła kolej na Lao Che, zespół dobrze zaprawiony w koncertowych bojach i występach dla festiwalowej publiczności. Porcję reggae w swoim znakomitym wydaniu zaprezentował Bednarek.

    Spory tłum zebrał pod sceną zespół Turboweekend, który na pewno można uznać za jeden z najmocniejszych punktów tegorocznego programu. Duńska formacja, mocno sięgająca po brzmienia lat 80. łącząca rocka i elektronikę, jak się okazuje ma w Polsce licznych fanów. W dużej mierze zapewne dzięki swemu przebojowi "Trouble Is", który znalazł się w Odjazdowej setliście i został zagrany pod koniec koncertu. Wokalista, Silas Bjerregaard poza wypowiedzianymi po polsku słowami "dziękuję" czy "Katowice" , szalał na scenie, rzucając m.in. na scenie tamburynem, machając naszą flagą, następnie zrzucając też z siebie kurtkę, a pod koniec koncertu i koszulkę. Muzykom chyba podobało się przyjęcie publiczności, bo po koncercie na ich stronie internetowej pojawiło się zdjęcie z garderoby w Spodku.

    Tuż po nich, a przed godziną 19.00 rozpoczął się koncert grupy Luxtorpeda, jednej z najważniejszych obecnie na polskiej scenie rockowej, docenionej też przez branżę, o czym świadczą nominacje do Fryderyków. Oczywiście nie mogło zabraknąć nominowanego do nagrody (w kategorii "utwór roku") hitu "Wilki dwa", pojawili się też m.in. "Fanatycy", czy w "W ciemności". Przed utworem "Amnestia", Litza przypomniał, że dzisiaj minęło 70 lat odkąd Hitler zalegalizował aborcję. I dodał, by nie zabijać dzieci. - Ja mam siedmioro dzieci, jak ty będziesz mieć trójkę to pogadamy - zwrócił się wokalista do jednego z uczestników.

    O 20.30 przyszedł czas na Comę. Zespół wszedł na spowitą w czerwone kolory scenę, z wymalowanymi na czarno twarzami, co było charakterystycznym elementem promocji ich "Czerwonego albumu". Chociaż przez dwie pierwsze piosenki walczyli z drobnymi problemami technicznymi (kłopoty z odsłuchem sygnalizował wokalista Piotr Rogucki) to muzycy od samego początku postawili na energię podczas swojego występu. I tak było prawie do samego końca, bo na finał, a w zasadzie na bis usłyszeliśmy pewien bardzo spokojny utwór, podczas którego wszyscy "schodzą do parteru"... Mowa oczywiście o piosence "100 tysięcy jednakowych miast". Publiczność festiwalowa, podobnie jak przed dwoma laty (gdy Coma ostatnio grała na Odjazdach) i na każdym innym koncercie już podczas pierwszych dźwięków tej piosenki usiadła na ziemi.

    Wisienka na torcie należała do grupy Myslovitz. Niestety, być może godzina rozpoczęcia koncertu (parę minut po 22.00) i potrzeba złapania pojazdu komunikacji miejskiej, a być może fakt, że nie wszyscy przyzwyczaili się do zmiany na stanowisku wokalisty mysłowickiej kapeli, sprawiło że część osób zaczęła opuszczać Spodek. Kolejni wychodzili w trakcie koncertu. Szkoda, bo Myslovitz starali się dawać z siebie wszystko. Choć wokaliście zdarzyło parę nieco bardziej fałszywych dźwięków , to muzycznie było bez zarzutu, pojawiły się też takie żelazne kilery jak "Peggy Brown" czy "Długość dźwięku samotności", tradycyjnie wyśpiewana przez dużą część widowni. Tej co została. Być może rozwiązaniem byłoby inne ułożenie występów gwiazd i umieszczenie na końcu festiwalu Comy, albo Luxtorpedy - zespołów o bardziej wiernej i dużej publice. Ale to już sprawa organizatorów. I wnioski jakie można wyciągnąć na przyszłość.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Błąd w tekscie

      małpa@ (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 252 / 199

      Przepraszam ale w tekście jest błąd. Ponieważ aborcję w Niemczech zalegalizowano w 1933 roku a więc 80 lat temu.


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Re: bląd w tekście

      człekokształtna (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 266 / 185

      Litza mówił o zalegalizowaniu aborcji na ziemiach polskich, co miało miejsce 9. marca 1943 roku

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama