Brak popytu na dobro?

    Brak popytu na dobro?

    Biskup Tadeusz Pieronek

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Przyzwyczajeni jesteśmy narzekać. Jest po temu wiele powodów. Przy dobrej woli mogłoby być lepiej. Wystarczyłoby, by każdy wypełniał swoje obowiązki nie tylko zgodnie z przepisami prawa, ale także - i chyba przede wszystkim - w duchu życzliwości dla drugiego człowieka, zdając sobie sprawę z tego, że sam jest również od innych zależny.
    Byłoby jeszcze lepiej, gdyby ludzie kierowali się w stosunku do siebie nie tylko świadomością, że wszyscy razem tworzymy jedną społeczną rodzinę, w której nasze dobro jest zależne od uczciwości innych, a dobro innych od naszej uczciwości, ale by ta świadomość wykraczała poza dobrze pojętą kalkulację i stała się bezinteresowna, to znaczy - byśmy byli przekonani, że dobro, które czynimy innym jest najlepszą lokatą w nasze człowieczeństwo, która będzie owocować nie tylko wtedy, kiedy inni nam się odwdzięczą, kiedy nie będą chcieli tego zrobić, a nawet wówczas, kiedy staną przeciwko nam.

    Tak zarysowany klimat życia społecznego nie ma nic wspólnego z głoszoną przez wieki zasadą "oko za oko, ząb, za ząb", ale czerpie inspiracje z innych źródeł, które proponują, by temu, który nas uderzy w jeden policzek, nadstawić i drugi, a temu, kto chce zabrać szatę, oddać i płaszcz.
    Wydaje się, że ta druga propozycja nie ma we współczesnym świecie żadnych szans, a jednak, przebijając się przez gąszcz poglądów i zachowań nacechowanych odwetem, nienawiścią i skrupulatnym, często nieludzkim egzekwowaniem interesów osobistych, firmy, państwa, dostrzegamy ludzi i instytucje wznoszące się ponad standardy obowiązujące w ekonomii i realizujące ideały głęboko ludzkie, natchnione szacunkiem i miłością do człowieka, noszącego w sobie indywidualną, niepowtarzalną i niezniszczalną godność.

    Chyba jest jakaś miara człowieczeństwa, którą wyrażamy w aprobacie życia i postępowania tych jaskółek dobra, jakimi są wybitni w swej wielkości asceci, osoby poświęcające się całkowicie innym, nic nie znaczącym dla opinii publicznej biedakom, chorym, marginalizowanym wyrzutkom społeczeństwa, a także tym, którzy zeszli z prawej drogi z własnej woli albo zostali tam zepchnięci przez nieludzkie struktury władzy czy niegodziwego zysku. Droga do niegodziwych, a często modnych i popłatnych celów prowadzi zazwyczaj poprzez pogardę dla innych, mniej przedsiębiorczych, mniej przebojowych, liczących się z tym, co im mówi ich dobrze ukształtowane sumienie.

    Czy wskazywanie ludzi wrażliwych na drugiego człowieka, promowanie ich postaw i zachowań, ma jakiś sens? Ma sens zasadniczy, bo jest wskazywaniem dobra, godnego naśladowania. W myśl filozoficznej zasady, że "bonum est sui diffusivum", co oznacza, że dobro promuje się samo, samo się rozlewa, samo się reklamuje, można by sądzić, że nie wymaga ono wsparcia ze strony tych, którzy je widzą, że nie potrzebuje reklamy, także w społecznych środków przekazu, bo samo się obroni. Cóż powiedzieć o pochwale i reklamie zła? Wysuwanie na pierwsze miejsce w mediach skandali obyczajowych, morderstw i nadużyć, informacji o łamaniu zasad moralnych i jakże częsta aprobata czynionego zła, na pewno nie zachęci nikogo do czynienia dobra.

    Argument, że dobre wiadomości się nie sprzedają, natomiast skandaliczne są kupowane za wielkie sumy, jest tylko przyznaniem się do tego, że media nie służą społeczeństwu, nie troszczą się o jego moralną kondycję, ale traktują je jako graczy na rynku, których trzeba wyeksploatować do granic możliwości. To nie jest praca dla dobra społeczeństwa, ale bezlitosne spychanie go w dół, granie na najgorszych ludzkich instynktach i wyciskanie z niego ostatniego grosza.

    Jakże bogatą i spaczoną trzeba mieć wyobraźnię, by w takiej działalności doszukiwać się pracy dla człowieka, dla jego dobra, jaką wiarą trzeba dysponować, by doszukiwać się w takiej działalności misji społecznej.

    Mimo wszystko dobro jest dostrzegalne i jest go wiele w każdym człowieku. W popularnych, ilustrowanych magazynach łatwiej znaleźć materiały o poświęceniu się człowieka opiece nad zwierzętami, niż nad potrzebującymi ludźmi. Ale może tak właśnie ma być. Nie czyńmy dobru propagandy. Ono promuje się samo.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama