Wstrząs w kopalni Rudna: To było jak trzęsienie ziemi...

    Wstrząs w kopalni Rudna: To było jak trzęsienie ziemi (RELACJE GÓRNIKÓW, AKCJA MINUTA PO MINUCIE)

    Urszula Romaniuk

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    - To było jak trzęsienie ziemi - opowiada polkowiczanka Joanna Kowalska. - Nagle coś jakby huknęło, a potem wieżowiec zaczął się huśtać. Bałam się, że meble się przewrócą. Szkło dzwoniło. Żyrandol rozhuśtał się. Myślałam, że to nigdy się nie skończy. Potem zobaczyłam, że w kierunku kopalni Rudna jedzie autobus z ratownikami.

    Horror przeżyli bliscy 19 górników, którym zwały skał odcięły drogę ucieczki. - Przyjechałam, gdy tylko dowiedziałam się, co się stało i czekałam z nadzieją, że mojemu mężowi Piotrowi nic się nie stało - opowiadała nam Sylwia Rzepki z Głogowa.
    Razem z nią na syna Adama czekał Piotr Trempała, szef Związku Zawodowego Pracowników Dołowych w ZG Rudna: - To było siedem najdłuższych godzin w moim życiu - powiedział.

    Żebrowski szaleje na scenie
    W Polkowicach szok przeżyli warszawscy aktorzy z Teatru 6. piętro i publiczność, która w ramach Dni Teatru zjechała tam obejrzeć "Fredro dla dorosłych - Mężów i Żon". W trakcie spektaklu nagle zatrzęsła się scenografia, rozkołysały rampy. Artyści nie dali się zbić z tropu. Gdy ustały wstrząsy i kołysania, wrócili do gry. Po spektaklu Michał Żebrowski przyznał jednak, że ten wieczór zapamięta na całe życie.
    Joanna Liszowska stała wtedy w kulisach. - Nagle zobaczyłam trzęsące się ściany scenografii. Na początku pomyślałam, że to Michał Żebrowski z taką siłą przebiegł przez scenę, że aż dekoracje się poruszyły - mówi aktorka.

    Epicentrum 950 m pod ziemią
    Ziemia zatrzęsła się we wtorek o godz. 22.09 w polkowickich Zakładach Górniczych Rudna. Jego epicentrum znajdowało się na głębokości 950 m. Natychmiast do akcji wyjechały trzy zastępy ratownicze. W rejonie zagrożenia znalazło się 42 pracowników. - Większość się wydostała, ale z 19 nie mieliśmy kontaktu. Akcję ratowniczą komplikowało to, że drogi dojazdowe od strony kopalni Rudna, jak i Polkowice-Sieroszowice zostały zasypane - mówi Mirosław Laskowski, dyrektor kopalni Rudna, który kierował akcją ratunkową.
    Na szczęście, nikt z górników poważnie nie ucierpiał. Po kilku godzinach, ok. godz. 5 rano, dotarli do nich ratownicy. Przez wąską szczelinę wyprowadzono wszystkich z zagrożonego rejonu i wywieziono na powierzchnię. Tam wpadli w ramiona żon i matek, które czekały w napięciu od poprzedniego wieczora. Nikt nie hamował łez.

    Żyrandol zatańczył
    Na powierzchni wstrząs był odczuwany w promieniu około 40 km od kopalni. W Głogowie oddalonym o ok. 15 km w linii prostej od Polkowic zakołysały się wieżowce, trzeszczały okna i meble. - Siedziałam na fotelu, gdy nagle poczułam, jak pływam razem z nim - opowiada Teresa Marciniak z osiedla Śródmieście. - Miałam dziwne wrażenie, jakbym nagle dostała zawrotu głowy. Żyrandol w pokoju bardzo się rozkołysał, a szklanki w kuchni dzwoniły, jakby ktoś nimi potrząsał. Trwało to kilkanaście sekund. Wiedziałam, że coś się stało w kopalni.
    Halina Kaźmierczak z lubińskiego osiedla Ustronie 2 też nie pamięta tak silnego wstrząsu. - Wszystko zaczęło nagle kołysać się, szkło brzęczało - wspomina pani Halina.
    Podobne sytuacje były nawet w Legnicy. - Leżałam na łóżku, gdy poczułam drgania, żyrandol zaczął się poruszać - mówi Franciszka Zielińska-Banaszkiewicz z ul. Kochanowskiego. - To było bardzo dziwne uczucie. Wstrząsy nigdy tutaj nie dochodziły - dodaje.

    Piotr Rzepka z Głogowa razem z 18 kolegami przez siedem godzin czekał na pomoc. Oto jego relacja:

    Pracowaliśmy na oddziale G-3, robiliśmy tamę podsadzkową i znaleźliśmy się w centrum wstrząsu. Nic go nie zapowiadało. Nagle coś mocno łupnęło. Najpierw każdy siebie sprawdził, czy nie ma obrażeń. Potem zaczęliśmy się szukać. I szukać wyjścia. Baliśmy się wstrząsów wtórnych. Cały czas coś łupało w skałach. Najgorsze było to, że straciliśmy łączność, Wiedzieliśmy jednak, że na pewno już nas szukają. Przez jakiś czas zapylenie było tak duże, że nie widzieliśmy nic na metr. Pilnowaliśmy się nawzajem, żeby się nie pogubić. W pewnym momencie sztygar wyszukał najbardziej bezpieczne miejsce, gdzie mogliśmy się schronić i czekać na pomoc. Po dwóch godzinach przewiało trochę rejon, w którym byliśmy. Kurz nieco opadł i było już czym oddychać. Mijały kolejne godziny, nie traciliśmy nadziei, że nasi koledzy-ratownicy nas znajdą. W końcu zobaczyliśmy w szczelinie jednego z nich. Poczułem ogromną ulgę. Policzył nas, sprawdził, co z nami. Potem czołgaliśmy się jeden za drugim przez tę szczelinę i w końcu wydostaliśmy się ze skalnej pułapki.


    AKCJA RATUNKOWA MINUTA PO MINUCIE

    Wtorek
    Samoistny wstrząs górotworu w ZG Rudna. Jego epicentrum zlokalizowano w polu G-3/4 na poziomie 950 m. Była to tzw. górnicza ósemka, tj. ok. 3,4 w skali Richtera. W rejonie zagrożenia znalazły się 42 osoby. 23 górników zdołało się wycofać samodzielnie. Pozostałym drogę ucieczki odciął rumosz skalny, który wypełnił wyrobisko. Do akcji ruszają trzy zastępy z Jednostki Ratownictwa Górniczo-Hutniczego w Lubinie.

    Godzina 22.20
    Ratownicy docierają do kopalni Rudna. Tam czeka już sztab pod kierownictwem dyrektora zakładu , który zajmie się koordynacją akcji ratowniczej. Wkrótce okazuje się, że nie ma kontaktu z osiemnastoma górnikami. Wstrząs spowodował zawalenie się wyrobiska. Na początku próbowano przebić się przez rumowisko przy pomocy ładowarki łyżkowej używanej w codziennej pracy przez górników.

    Godzina 0.30
    Kierujący akcją poszukiwawczą podejmują decyzję, żeby ratownicy próbowali dotrzeć do uwięzionych ludzi od strony jednego z szybów kopalni Polkowice-Sieroszowice. Jak się potem okazało, było to najlepsze rozwiązanie.
    W tym czasie, przed kopalnią Rudna zaczynają zbierać się rodziny górników. Z nadzieją, że ich bliscy przeżyją, że wyjadą na powierzchnię. Na wiadomości czekają w sali biurowca, gdzie przygotowano dla nich ciepłe napoje. Mogą też porozmawiać z psychologiem. Co jakiś czas otrzymują ze sztabu informacje o przebiegu akcji ratowniczej.

    Godzina 4.20
    Okazuje się ostatecznie, że pod ziemią uwięzionych jest dziewiętnastu górników. Nadal nie ma z nimi żadnego kontaktu. W końcu jednej z ekip ratowniczych udaje się znaleźć szczelinę w zawale skał. Dla nich to światełko w tunelu. Pojawiła się nadzieja, że może tą drogą uda się przedostać w głąb korytarza. Dla bezpieczeństwa ratownicy ręcznie przebierali rumowisko, żeby powiększyć szczelinę tak, by człowiek mógł się przez nią przecisnąć i zobaczyć, czy po drugiej stronie jest już wolna przestrzeń.

    Godzina 5.00
    Chwila szczęścia. Ratownicy docierają do górników. W tej pierwszej grupie są Mariusz Rosik, Antoni Duszeńko, Marek Baryluk, Jan Lis, Artur Kosiński i Jacek Kasprzak. Sprawdzają, jaka jest sytuacja, liczą ludzi. Po chwili górnicy, jeden za drugim, zaczynają wyczołgiwać się przez szczeliną na drugą stronę rumowiska. Każdy badany jest przez lekarza. Nikt nie jest ciężko ranny. Pięciu operatorów maszyn samojezdnych ma lekkie obrażenia. Zostają do szpitali w Lubinie i w Głogowie. Pozostali wyjeżdżają na powierzchnię, gdzie czekają rodziny. Ściskają się. W oczach mają łzy szczęścia i radości. Wracają do domu. Górnicy wiedzą, że mogą skorzystać z pomocy psychologa, jeśli uznają, że takiej potrzebują.

    Godzina 6.15
    Koniec akcji ratowniczej w kopalni Rudna. I ogromna radość, że po siedmiu niemal godzinach górnicy są bezpieczni.
    Badanie przyczyny i okoliczności zdarzenia oraz wypadku zbiorowego w ZG Rudna prowadzi Okręgowy Urząd Górniczy we Wrocławiu przy współpracy specjalistów Wyższego Urzędu Górniczego.
    - Obecnie sprawdzana jest dokumentacja robót górniczych i przesłuchiwani są świadkowie zdarzenia - mówi Jolanta Talarczyk, rzecznik WUG. - Efektem dochodzenia nadzoru górniczego będą zalecenia dla KGHM dotyczące dalszej eksportacji i profilaktyki przeciwtąpaniowej. Nie ma jeszcze informacji o materialnych skutkach pod ziemią lub na powierzchni wtorkowego wstrząsu. Być może nie spowodował dużych zniszczeń - dodaje.

    Roboty górnicze w ZG Rudna zostały wstrzymane do odwołania. Na dziś zaplanowana jest wizja lokalna.
    Wczoraj do kopalni przyjechał minister skarbu Mikołaj Budzanowski. Spotkał się z ratownikami w ich jednostce w Sobinie.
    - Była to niezwykle sprawnie przeprowadzona akcja ratownicza - powiedział minister. - Składam za to podziękowanie w imieniu Polaków.

    Rocznie w zakładach KGHM Polska Miedź zdarza się kilkadziesiąt wstrząsów rocznie. Wiele z nich jest prowokowanych. Są efektem profilaktyki przeciwtąpaniowej. Wtedy na oddziałach nie ma ludzi.

    Czytaj także

      Komentarze (5)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      a mógł być temat na dwa tygodnie

      ArtX (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 38 / 37

      dziennikarskie szuje ubolewają pewnie , że nikt nie zginął bo nie będzie z czego robić sensacji.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Chuja ma w gębie ta stara k**** zagłębie!

      mafia (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 48 / 44

      tak samo jak wasz szmieszny klubik kilofy!


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      O kurcze!!

      :) (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 44 / 20

      Nie pisz tak bo cie wywala z kafejki internetowej młocie


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      hehe młot to twoja matka

      anty kilof (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 31 / 29

      albo kilof hahaha

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      to dopiero początek !

      Hajer (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 40 / 57

      to nie pierwsze i ostatnie takie tąpnięcie tam dopiero się zacznie jak "szwajcarski ser"zacznie pracować

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama