Wagary są dla ludzi [DZIENNIKARZE DZ NA WAGARACH]

    Wagary są dla ludzi [DZIENNIKARZE DZ NA WAGARACH]

    RED.

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Wagary są dla ludzi [DZIENNIKARZE DZ NA WAGARACH]

    ©J. Szymonik

    W dzień wagarowicza spytaliśmy dziennikarzy Dziennika Zachodniego o ich wagarowe wspomnienia. Przeczytajcie:
    Wagary są dla ludzi [DZIENNIKARZE DZ NA WAGARACH]

    ©J. Szymonik

    Wujek kolegi przyłapał nas na wagarach. Kazał nam wsiąść "na pakę"


    Praktycznie co roku obchodzilam dzień wagarowicza, nie zawsze jednak wiązało się to z ucieczką z lekcji. Najbardziej pamięta się jednak to co zakazane, a co najgorsze odkryte przez nieporządane osoby. W liceum postanowiliśmy pójść na wagary całą klasą. Pierwszy dzień wiosny był bardzo ciepły więc szliśmy przez piekarskie pola i lasy.
    Postanowiliśmy iść na księżą górę w Radzionkowie. Kiedy weszliśmy na chodnik przy głównej ulicy kolega zauważył znajomy samochód dostawczy. Na nasze nieszczęście(tak wtedy myśleliśmy) był to jego wujek. Szybko okazało się jednak, że wcale nie jest zły i nie wyda nas przez nikim, tylko podwiezie na miejsce. Ze zdziwieniem weszliśmy na tzw. "pakę" samochodu. Wtedy zrozumiałam, że dorośli nie zawsze muszą być źli za wagary, zwłaszcza jeśli idzie się na nie w Dzień Wagarowicza.
    Agnieszka Strzelczyk, Piekary Śląskie

    Wagary z babcią


    Moje wspomnienia z dnia wagarowicza nie są specjalnie ekscytujące. Zdarzyły się może z dwie takie sytuacje - powałęsaliśmy się po mieście z kolegami, a potem były upomnienia w szkole. Nauczyciele szybko też postanowili się zabezpieczyć na wypadek naszych wagarów i w ten dzień organizowane były oficjalne, wspólne wyjścia z klasą i opiekunem do kina.

    Natomiast na pierwsze wagary poszłam chyba w trzeciej klasie. W zasadzie nie miałam pojęcia jak wygląda taka "ucieczka" i co się robi. Powiedziałam o tym mojej babci. Akurat w tym czasie rodzice wyjechali na kilka dni i spędzałam czas u niej. Babcia postanowiła uświadomić wnuczkę. Rano spałam do oporu, a potem pojechałyśmy z babcią do kina Nowość w Będzinie. Tam obejrzałyśmy film(był od lat 12, a ja miałam 9) "Czarny korsarz" a potem poszłyśmy na lody. Babcia oczywiście napisała mi usprawiedliwienie i powiedziała, że wszystko mam zachować w tajemnicy. To były świetne wagary. MANO

    Stara karczma zamiast matematyki


    Na wagarach byłam raz w życiu w trzeciej klasie LO w Żywcu. Kiepsko się przygotowałam do klasówki z matematyki i zwyczajnie stchórzyłam. Podobnie jak moja koleżanka Ewa. Razem wybrałyśmy się do Jeleśni, do starej karczmy, bo dzień był zimny i deszczowy. Zamówiłyśmy herbatę, by jakoś dotrwać do końca lekcji, ale wyrzuty sumienia wzięły górę.Wyjęłyśmy więc książki do matematyki, by nadrobić zaległości. Wywołałyśmy tym ogólną konsternację i zanim wróciłyśmy do Żywca, całe miasto wiedziało, że jesteśmy na wagarach. Informacja dotarła też do szkoły. Musiałam przyznać się rodzicom. Nie złościli się z powodu tych wagarów, tylko wyprawy do Jeleśni. Następnego dnia nauczycielka z matematyki natychmiast wywołała nas do tablicy, ale byłyśmy już gotowe do odpowiedzi.
    Teresa Semik

    Do kina? Nie, do parku Chopina


    Park Chopina w Gliwicach był miejscem, gdzie moja klasa licealna spędzała dzień wagarowicza. Zawsze szliśmy gromadą na piechotę. Do pokonania był spory kawałek - z VII LO przy ul. Orląt Śląskich w dzielnicy Szobiszowice do centrum Gliwic. Było nas nie tylko widać, ale i słychać. Pod pomnikiem Chopina śpiewaliśmy piosenki zespołu Hey, Iry, T.Love wzbudzając ogólne zainteresowanie - raczej życzliwe - mieszkańców. Z ambitnych planów pójścia do kina nigdy nic nie wychodziło, bo zwyczajnie nie mieliśmy pieniędzy na bilety. Na szczęście pogoda dopisywała, wiosnę czuliśmy w powietrzu, więc wagary pod gołym niebem były zawsze udane.
    Maria Olecha

    Legalne wagary z... makulaturą


    
Policealne Studium Zawodowe Wspólnoty Węgla Kamiennego - tak nazywała się słynna "przechowalnia", czyli szkoła w Chorzowie-Batorym, do której uciekało się przed wojskiem. Miałem niekłamaną przyjemność uczęszczania do tej placówki i zaliczenia niejednych wagarów.


    Szczególnie utkwił mi w pamięci pierwszy dzień wiosny 1989 roku, kiedy pojechaliśmy tramwajem do Katowic. Było ciepło, mieliśmy gitarę i siedzieliśmy na murku przed Domem Prasy (tam gdzie sprzedawano króliki miniatury). Nie miałem wtedy pojęcia, że ten budynek stanie się później tak mi bliski. Czuło się wtedy w powietrzu zbliżającą się wolność, nie tylko za sprawą Dnia Wagarowicza.

    Natomiast będąc jeszcze w katowickim liceum Kopernika dość często znajdowaliśmy sposób na... legalne wagarowanie. Każdego ranka z kumplami z klasy analizowaliśmy czekające nas zagrożenia (klasówki, możliwe odpytywanie itp.) i ruszaliśmy w miasto w poszukiwaniu makulatury. Wracaliśmy po całym szkolnym dniu, wchodziliśmy dumnie z paczkami do sali naszej wychowawczyni, która nie miała wyjścia - musiała z zachwytem przyjąć "dary". Moja klasa zawsze zajmowała pierwsze miejsce w ilości zebranej makulatury, za co wychowawczyni otrzymywała pochwały dyrekcji.


    Kiedy makulatury w Katowicach zabrakło, jeden z nas został szefem szkolnego składziku. Wydawał nam po kryjomu paczki, które potem niby przynosiliśmy z miasta. To się nazywa recykling i obieg zamknięty!

    Czasy się zmieniły. Dziś nikt makulatury nie zbiera... TOK





    *Ranking szkół nauki jazdy 2013
    *Restauracja Rączka gotuje otwarta ZOBACZ ZDJĘCIA
    *Granica polsko-niemiecka 1922 na Górnym Śląsku [SENSACYJNE ZDJĘCIA]
    *Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach działa! [ZDJĘCIA]

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama