Seks w remizie. Uczennice wykorzystane przez naczelnika OSP?

    Seks w remizie. Uczennice wykorzystane przez naczelnika OSP?

    Dawid Samulski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Sebastian P. - naczelnik OSP w Twardogórze i jego kolega są podejrzani o kontakty seksualne z nieletnimi. Uczennice gimnazjum, poszkodowane w seksaferze, miały po 13 - 14 lat.
    - Świetny strażak - takie opinie o Sebastianie P. powtarzają się najcześciej w Twardogórze

    - Świetny strażak - takie opinie o Sebastianie P. powtarzają się najcześciej w Twardogórze ©Fot. Dawid Samulski

    - Dwóch strażaków - ochotników odpowie za czyny przeciwko wolności seksualnej i obyczajności osób nieletnich poniżej 14 roku życia - informuje Małgorzata Klaus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewcząt. Mogło ich być 3 lub 4.

    Andrzej J. wyszedł na wolność za poręczeniem majątkowym. Głównego podejrzanego Sebastiana P. aresztowano na trzy miesiące.

    Ten drugi, 40-letni strażak, został zatrzymany 14 marca wieczorem. Prawdopodobnie na gorącym uczynku, czyli podczas współżycia seksualnego z uczennicą miejscowego gimnazjum. Z remizy wyprowadzono go w kajdankach. Jego kontakty miały miejsce w jednym z pomieszczeń OSP, gdzie Sebastian P. pomieszkiwał. Czy gimnazjalistkom płacono za seks, czy wykorzystywano je siłą - wyjaśni śledztwo.

    Twardogóra to małe miasteczko, ma niespełna 7 tys. mieszkańców. Dlatego nie podajemy nawet inicjałów pokrzywdzonych dziewczynek. Choćby dlatego, aby nie odbierać więcej takich telefonów, jak ten czwartkowy: "Nie życzę sobie, aby cokolwiek było na mój temat pisane. Ze sprawą nie mam nic wspólnego, a nawet, gdybym miała, to jestem poszkodowana i nie powinien się pan mną interesować" - usłyszeliśmy. - To w końcu jest pani poszkodowana, czy nie brała pani udziału? - chcemy sprecyzować. "Wszystko jest w prokuraturze i dziennikarzom nic do tego" - pożegnał nas trzask słuchawki.

    W gimnazjum popłoch. Ojciec poszkodowanej obwinia policję, a kuratorium - rodziców

    W szkole, do której uczęszczają dziewczęta, które miały być wykorzystywane seksualnie, zapanował popłoch. Nikt nie chce rozmawiać z dziennikarzami. Ani uczniowie, ani dyrektor placówki przy ul. Batorego w Twardogórze.

    - Dla dobra całej społeczności szkolnej nie chcę się wypowiadać o tej przykrej dla nas sprawie - tyle miała do powiedzenia Anna Siwa, dyrektorka gimnazjum.

    Mieszkańcy Twardogóry także nabrali wody w usta. Jeżeli już coś mówią, to wyłącznie anonimowo, po kilka razy upewniając się, że ich dane nie zostaną nigdzie opublikowane.

    Strażaków ochotników też nie udało nam się namówić na spotkanie i rozmowę o sprawie Sebastiana P. - Teraz najgłośniej oczerniają go ci, którym być może uratował kiedyś życie lub majątek - rzuca do słuchawki jeden z jego kolegów po fachu.
    - Niech ci strażacy już nie będą tacy święci. Nic więcej nie powiem - zaklina się spotkany niedaleko remizy emeryt.

    Plotki, a od tych w małej w Twardogórze aż huczy, w większości są bezlitosne dla Sebastiana P. - Harce w remizie odbywały się już od dłuższego czasu. Naczelnik OSP często był widywany, jak w tę i z powrotem woził swym samochodem 13-14-letnie uczennice gimnazjum - dodaje inny twardogórzanin którego spotkaliśmy przy ul. Długiej.

    - Podobno z tych kontaktów seksualnych są w telefonach jakieś zdjęcia - powtarza jedną z plotek. Inna głosi, że sprawa ujrzała światło dzienne w gimnazjum, gdzie jedna z wykorzystywanych dziewcząt nie wytrzymała i o wszystkim opowiedziała szkolnemu pedagogowi.

    Ojciec jednej z poszkodowanych dziewcząt dementuje wszystkie oczerniające ją pomówienia. Przyznaje, że córka na początku chodziła do strażnicy, ale zabronił jej tego, kiedy wyszło na jaw, co się tam dzieje. Powtarza, że wiedział o tym już ponad rok temu.

    - Ja przez 38 lat nadużywałem alkoholu, ale od 18 lat nie piję i nie boję się mówić prawdy w oczy, za co nie wszyscy mnie lubią. Prawda jest taka, że o schadzkach w strażnicy powiadomiłem policję już w kwietniu. Wszyscy wiedzieli o problemie, ale przymykali na to oko - mówił zdenerwowany, kiedy w czwartek rano zadzwonił do naszej redakcji. - Policjanci odpowiedzieli mi jedynie, że nie mają prawa wchodzić nocami do remizy - wraca pamięcią.

    - Jeżeli ktoś do nas dzwoni i informuje, że w danym pomieszczeniu przebywają jakieś osoby i mogą pić alkohol, to gdzie tu jest przestępstwo? - pyta Grzegorz Krawczyk, p.o. rzecznika prasowego KPP w Oleśnicy. Zapewnia jednak, że mundurowi natychmiast podjęliby interwencję, gdyby otrzymali zgłoszenie, że w budynku OSP dochodzi np. do molestowania czy lubieżnych czynów.

    - Przecież zgłaszałem, że tam piją piwsko, palą papierosy, w remizie źle się dzieje - ojciec dziewczyny nie daje za wygraną.
    Zapewnia, że wskazał policjantom trzy meliny: stację PKP, stadion i właśnie remizę.

    - Nie jestem od osądzania - mówi o zarzutach postawionych Sebastianowi P. I nie boi się oficjalnie przyznać, że strażakiem był P. bardzo dobrym.

    Potwierdza to burmistrz Twardogóry Jan Dżugaj. - Wszyscy mogli na niego liczyć. Narażał życie i zdrowie, był zdecydowany iść w ogień, by ratować innych. Między innymi wskutek bezgranicznego i fanatycznego oddania OSP stracił kiedyś oko. Sumiennie wykonywał wszystkie polecenia - chwali swego byłego podopiecznego, który jeszcze kilka miesięcy temu pracował w gminie jako konserwator. - Nie wiem, by mieszkał w remizie - burmistrz uprzedza kolejne pytanie.

    Dlaczego Andrzej J. mógł wyjść z aresztu za poręczeniem majątkowym, a Sebastian P. już nie? - Sąd na nasz wniosek uznał, że jedynym środkiem zapewniającym prawidłowy tok postępowania będzie tymczasowe aresztowanie głównego podejrzanego na 3 miesiące - wyjaśnia Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. - Gdybym powiedziała dziś jaka grozi im kara, byłoby wiadomo, jakiego artykułu może dotyczyć oskarżenie, a tego, dla dobra śledztwa nie chcemy ujawniać - ucina rzeczniczka.

    Gdzie byli rodzice
    Kto zawinił najbardziej? Szkoły, czy rodzice poszkodowanych dziewcząt? - pytamy Janinę Jakubowską, rzeczniczkę Kuratorium Oświaty we Wrocławiu, która o aferze dowiedziała się z mediów.

    Wina w takich sytuacjach zawsze leży po stronie rodziców, bo to rodzic wychowuje swe dziecko, a szkoła mu tylko w tym pomaga. Jeżeli czyny, o których mowa, miały miejsce w godzinach wieczornych lub nocnych, to moje pytanie brzmi: gdzie byli wówczas rodzice?

    Czytaj także

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama