Słowacy już nie zamarzną, gaz płynie

Słowacy już nie zamarzną, gaz płynie

Łukasz Grzesiczak

Dziennik Zachodni

Aktualizacja:

Dziennik Zachodni

Z Karelem Polanecký'm, słowackim ekspertem do spraw energetyki, współpracującym m.in. z ruchem Greenpeace, rozmawia Łukasz Grzesiczak
Słowacja, pozbawiona od 7 stycznia rosyjskiego gazu, otrzymała wczoraj pierwsze metry sześcienne tego surowca, ale nie z Ukrainy, lecz z Czech przez gazociąg Jamał-Europa, prowadzący z Rosji i Białorusi przez Polskę i Czechy do Europy Zachodniej. Czeska spółka kupiła surowiec od Niemiec. Od poniedziałku Słowacja będzie otrzymywała 15,5 mln m sześc. gazu dziennie. A jeszcze niedawno słowacki dziennik "Nový Čas" na pierwszej stronie napisał: "Boże, my zamarzniemy". Sytuacja była aż tak poważna?

Oczywiście, nie była przyjemna. W żadnym przypadku nie mieliśmy jednak powodów do paniki. Do wczoraj większość obywateli nie doświadczyła osobiście braku gazu. Nie doszło nawet do ograniczenia zajęć w szkołach. Tytuły w brukowcach były oczywiście przesadzone.

Premierzy Rosji Władimir Putin i Ukrainy Julia Tymoszenko porozumieli się w sobotę sprawie cen dostaw rosyjskiego gazu na Ukrainę. Zapowiedzieli przy tym, że dostawy gazu do odbiorców w Europie będą wznowione wkrótce. Agencje przypuszczają, że może to nastąpić jutro. Kto, pana zdaniem, był winien sytuacji, w której znalazła się Słowacja?

Najważniejszą przyczyną zatrzymania dostaw gazu do krajów Unii Europejskiej były rosyjsko-ukraińskie spory cenowe. Już raz kurek z gazem miał być odkręcony, wierzmy, że tym razem uda się na pewno. Na podstawie dostępnych nam dokumentów nie można jasno stwierdzić, które konkretne umowy lub porozumienia naruszyła każda ze stron. Z punktu widzenia słowackiego konsumenta to nie jest wcale istotne. Teraz dostajemy gaz "by-passem" przez Niemcy i Czechy. Dobre i to, choć na pewno bardziej kosztowne.

Rząd słowacki sam nie był niczemu winien?

Nie można winić słowackiego rządu za to, że czegoś zaniedbał przy uzgadnianiu warunków umów. To druga strona umowy ewidentnie złamała ustalenia. Z drugiej strony obecny rząd, podobnie jak wcześniejszy, zlekceważył profilaktykę. Nikt nie może powiedzieć, że rosyjska decyzja spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Po doświadczeniach z ubiegłych lat nie należy robić teraz zdziwionej miny. Rząd do tej pory nie poczynił podstawowych kroków do obniżenia potrzeb ogrzewania budynków. Właśnie tutaj musimy szukać możliwości obniżenia importu gazu. Należy rekonstruować stare budynki, by zapewniały niskoenergetyczne standardy, wówczas ograniczymy potrzebę ciepła o jedną trzecią. Tą drogą można gwałtownie ograniczyć potrzebę gazu i ryzyko powstania krytycznej sytuacji. Dlatego oczekujemy od władzy finansowego i legislacyjnego wsparcia projektu niskoenergetycznych rekonstrukcji.

Jakie przewiduje pan wyjście z obecnej kryzysowej sytuacji?

Oczywiście nikt nie wątpi, że normalne zaopatrzenie przez Ukrainę będzie odnowione w ciągu kilku dni czy tygodni. W dzisiejszej sytuacji tracą wszyscy zainteresowani. Rządy Rosji i Ukrainy mają, niestety, w tej sprawie jeszcze inną niż ekonomiczna motywację - polityczną. Potrzebują ze sporu wyjść jako zwycięzcy. Właśnie dlatego cała ta sytuacja stała się aż tak niejasna. Konsekwencją obecnego sporu jest u nas powrót do planów budowy nowego rurociągu z rejonu Morza Kaspijskiego, który omijałby tereny Rosji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo