Ważne
    Karol Strasburger, pan z "Familiady", lubi te swoje suchary...

    Karol Strasburger, pan z "Familiady", lubi te swoje suchary [DOWCIPY STRASBURGERA]

    Bartosz Pudełko

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Karol Strasburger zagrał w wielu filmach, gra w teatrze, ale najbardziej znany jest z prowadzenia "Familiady"
    1/9
    przejdź do galerii

    Karol Strasburger zagrał w wielu filmach, gra w teatrze, ale najbardziej znany jest z prowadzenia "Familiady" ©Ireneusz Sobieszczuk TVP SA

    Prowadzi teleturniej, gra w teatrze i nic sobie nie robi z żartów na swój temat. - Trzeba mieć dystans do siebie. A "Familiada" to fenomen. Widocznie ludziom podoba się to, co robię, i to, że nikogo w tym programie nie udajemy - mówi Karol Strasburger w rozmowie z Bartoszem Pudełko






    Spotykamy się w Gliwicach przy okazji spektaklu "Prawda". Ale traktuje on chyba raczej o kłamstwie?
    To sztuka Floriana Zellera. Reżyseruje Jerzy Bończak, a występuje nasza wędrowna grupa. Opowieść o czworokącie małżeńskim to przyczynek do refleksji nad tym, co jest prawdą, a co nią nie jest. Rodzi się też pytanie, czy prawda jest w ogóle potrzebna. To pogłębiona, ale jednak komedia. Dla mnie to też pewnego rodzaju nowość, bowiem nigdy w komediach nie grałem i nie ciągnęło mnie szczególnie do tego gatunku.

    Dla młodych może być to dziwne. Wielu kojarzy pana przecież właśnie z rozrywką. Nie boi się pan, że "Familiada" stała się szufladką?
    Nie, nie boję się. Ludzie może nie zdają sobie sprawy, że życie w naszym zawodzie wcale nie wygląda tak, że możemy nim w każdej chwili kierować jak chcemy. Czasem układa się ono niezależnie od nas i trzeba temu sprostać. Wychodzę z założenia, że jak już podejmujemy się czegoś, to musimy robić to jak najlepiej. Głupotą byłoby odcinać się od czegoś, w co wkładamy dużo pracy, sprawia nam to przyjemność i spotyka się na dodatek z pozytywnym odzewem. "Familiada" nie jest dla mnie szufladką, a po prostu dziedziną życia, czasem odskocznią. Szufladką może być wyłącznie dla grupy odbiorców, którzy znają mnie tylko z tego i myślą, że nic więcej nie robię. Ale to nie jest przecież mój problem, tylko ich. To bardziej oni są zaszufladkowani. Z takimi etykietkami nie da się walczyć i nie ma to zresztą sensu. Kiedyś byłem tylko Agentem nr 1, potem Niwińskim czy Toliboskim. Kto chce, może wspominać mnie wyłącznie z tych ról i ja od tego nie uciekam. A jeśli ktoś chce mieć pełniejszy obraz, wystarczy trochę poszukać i dowiedzieć się, że robiłem w życiu różne rzeczy.

    "Familiada" to fenomen. Teleturnieje przychodzą i odchodzą, a wy jesteście na antenie od prawie 20 lat. Sekret tkwi w osobie prowadzącego?
    Może. A tak na poważnie, to składa się na to wiele czynników. Wydaje mi się, że my jesteśmy po prostu autentyczni. Nie udajemy nikogo w programie, nie podążamy ślepo za trendami, nie zmieniamy formuły, bo inni tak robią. Widownia najwidoczniej to lubi. Często jest tak, że prowadzący w programach są jedynie zatrudnieni, nie wnoszą nic swojego. W "Familiadzie" jest inaczej. Nikt mi niczego nie narzuca. Przyjmując ofertę prowadzenia programu nie miałem pojęcia, że tak długo będzie gościł na antenie. Nie wiedziałem też, czy ja sobie poradzę. To był czas, w którym wszyscy uczyliśmy się,
    jak robić telewizję. Przygoda z "Familiadą" trwa dłużej niż spodziewałem się na początku, ale nie cierpię z tego powodu.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Jak witają się papierze

      Kuba Stefanowicz (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 31 / 18

      Jak witają się papierze

      Odp. Papierz jest tylko jeden

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama