Gazeta, woda i ocet, czyli myjemy okna po śląsku

    Gazeta, woda i ocet, czyli myjemy okna po śląsku

    Agnieszka Strzelczyk

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Dagmara Kowalska, 29-letnia urzędniczka z Zabrza przyznaje, że umyła okna tak naprawdę na ostatnią chwilę, bo dopiero w Wielkim Tygodniu. - Jestem osobą
    1/6
    przejdź do galerii

    Dagmara Kowalska, 29-letnia urzędniczka z Zabrza przyznaje, że umyła okna tak naprawdę na ostatnią chwilę, bo dopiero w Wielkim Tygodniu. - Jestem osobą pracującą, więc sprzątanie muszę rozkładać sobie na raty ©Arkadiusz Gola

    Prawdziwe Ślązaczki nigdy nie odpuszczają - na święta okna muszą błyszczeć. Tak jak cały dom. W tym roku uczyła się od nich sprzątać nasza reporterka Agnieszka Strzelczyk
    Święta za pasem, a tu jeszcze tyle do zrobienia. Kuchnię trzeba wyszorować, zakupy zrobić, gotować, a w dodatku przez tę okropną pogodę nie wszystkie okna umyte - martwią się gospodynie.

    - Czyste okna tu u nas, na Śląsku, są najważniejsze. Bez tego nie ma świąt - przyznała Anna Pawlik z Piekar Śląskich. Ba, wszystkie Ślązaczki to wiedzą, ale czy nadal stosują tę niepisaną zasadę? Postanowiłam to sprawdzić. Przed świętami odwiedziłam gospodynie z Piekar Śląskich, Rudy Śląskiej i Zabrza.

    Za oknem mróz, wieje przenikliwy wiatr, ale pani Anna nie odpuszcza. - Ubiorę się ciepło i powolutku jakoś je umyję, zimno, nie zimno, ale okna muszą być wypucowane na błysk - mówi pani Anna. Jak to zrobić najlepiej? Woda z octem i gazeta to był przepis na dobrze umyte okna kilkadziesiąt lat temu - opowiada. - Natomiast wodą z proszkiem myło się futryny, a firanki szpanowało (naciągało). I tak co tydzień.

    - Co tydzień? - nie mogę się nadziwić. - A jakże! Śląskie okno musiało być czyste na co dzień, nie tylko od święta - wyjaśnia pani Anna. - Jak kopalnie fedrowały, huta pracowała, to fest się kurzyło. Teraz już nie mam tyle siły na takie pucowanie - przyznaje.

    - Firanki - wizytówkę pani domu - każda kobieta szpanowała i jeszcze mokre wieszała - przypomina pani Anna.
    Adelajda Kosarczyn tłumaczy, dlaczego. - Firanki się wtedy naciągały i sztywniały, mogły tak wisieć nawet pół roku - dodaje.
    Mąż nigdy jej nie pomagał. Bo przecież to babskie zajęcie. Ba, dla mężczyzny Ślązaka to rzecz wstydliwa, niemęska. Nie wierzycie? - Kiedyś musiałem umyć okna na święta, bo żona zachorowała. Ubrałem na głowę chustkę, żeby sąsiedzi mnie nie poznali - wspomina ze śmiechem Jerzy Kosarczyn. - Niestety, jeden sąsiad mnie rozpoznał i zapytał, czy boli mnie ząb - uśmiecha się pan Jerzy.

    Pani Adelajda zauważa, że dziś wysprzątanie domu czy mieszkania jest znacznie łatwiejsze. Dlaczego? Bo 30, 40 lat temu kobiety na Śląsku zastanawiały się, czym wyszorować podłogę, drzwi. Nie było łatwych do umycia paneli, pięknych dywanów, które wystarczy odkurzyć i płynów do mycia okien, blatów czy podłóg. Kiedyś w domach były na podłodze surowe deski, które z biegiem czasu ciemniały.

    - Dyliny szorowałam ryżową szczotką - mówi Cecylia Zawodny. - Później kładło się na deski gazety, żeby nie podeptać brudnymi butami - opowiada.

    Na popularny w PRL-u gumolit Ślązaczki miały inny sposób... tańczenie twista. - Rozkładało się szmatę na podłodze, stawało na niej i chodziło po całym mieszkaniu - dodaje.

    Kiedy przyszłam do pani Krystyny Kowalskiej w sobotę po południu, właśnie zabierała się za mycie okien. Na stole w wiadrze stała już woda z płynem, preparat do mycia szyb i ścierki. - Najpierw umyjemy okno wodą z płynem do naczyń - wyjaśniła mi pani Krystyna. - Później spryskamy preparatem do szyb i wypolerujemy suchą ścierką - dodała. Zabrałyśmy się do pracy.

    Pani Krystyna pokazała mi także, jak umyć okno gazetą. - Robi się to podobnie, tylko w wodzie jest ocet, a polerujemy gazetą - wyjaśniła. Powiem szczerze, mycie okna gazetą to wyzwanie! Trzeba się nieźle namachać! Skąd one brały siły, żeby to robić co tydzień?

    - Jak była młodość, to i siły były - mówi mi pani Leokadia Nowak, 62-letnia emerytka z Rudy Śląskiej, która dawniej myła okna tylko gazetami, a dziś już tylko specjalnymi płynami. - Trzeba iść z duchem czasu - dodaje.

    - No i Ślązaczki musiały ze wszystkim zdążyć przed Wielkim Tygodniem, bo wtedy już żadnych prac fizycznych wykonywać nie było wolno. Tak zostałyśmy wychowane - mówi pani Cecylia z Piekar Śląskich. Dagmara Kowalska, 29-letnia urzędniczka z Zabrza, umyła okna w ostatniej chwili, już w Wielkim Tygodniu. - Wcześniej nie zdążyłam - mówi.

    Przedświąteczne porządki to jednak nie tylko mycie okien. To tak naprawdę dokładne sprzątanie całego domu. Irena Cisek z Piekar Śląskich pamięta, jak jej mama i babcia robiły obowiązkowe przedświąteczne pranie. - W piwnicy stał wielki kocioł, który był podgrzewany ogniem. Wrzucało się do niego pranie i kręciło specjalnym drążkiem - opowiada pani Irena.

    Tradycyjny podział ról: mąż zarabia na rodzinę, żona nie pracuje, wychowuje dzieci i zajmuje się domem, nikogo na Śląsku nie dziwił. Ślązaczki się nie buntowały, kiedy ich mężowie, ojcowie, bracia po szychcie przychodzili domu, jedli obiad i kładli się spać i ani przez moment nie pomyśleli, że kobiecie trzeba pomóc. - Chopy to byli panicze. Jak przyłazili z gruby, to dzieci papucie im nosiły. Jedynie, co mój zrobioł, to wągiel i drzewo przyniósł - mówi pani Anna.

    Mężczyźni włączyli się w przedświąteczne porządki na dobre, kiedy w domach pojawiły się dywany. Trzepali je na klopsztandze (trzepaku).

    Gdy pytam moje rozmówczynie, czy żałują, że same zawsze musiały sprzątać, są wyraźnie zdziwione.
    - Ale o co chodzi? Przecież to nic niezwykłego - mówią zgodnie.

    - Świąteczne sprzątanie uwarunkowane jest tradycją zakorzenioną w nas od lat i nie do końca przeze mnie pojmowaną - tłumaczy psycholog, prof. Katarzyna Popiołek. - Kobiety harują przed świętami, co jest przyczyną ich wyczerpania w czasie świąt. Sama nie robię jakichś wielkich porządków, bowiem czystość staram się utrzymywać przez cały rok. Bardziej skupiam się na dekorowaniu domu - mówi prof. Popiołek.

    Jednak tradycja to jedno, a surowe, śląskie wychowanie, tzw. kindersztuba, to drugie. Jak tłumaczy prof. Popiołek, Ślązaczki były przez lata wychowywane w duchu tradycyjnego podziału obowiązków.

    Dziś rola kobiety w śląskim domu zmieniła się. Współczesne młode kobiety pracują zawodowo. Bywa, że lepiej zarabiają niż ich mężowie i partnerzy. Dlatego obowiązkami domowymi dzielą się z mężczyznami.

    - Cudownie, że teraz niektórzy mężczyźni myją okna i sprzątają - mówi Katarzyna Hadyk z Bytomia. - W moim domu odkurzaniem zajmuje się mąż i jest wręcz zły, kiedy robię to za niego - uśmiecha się.




    *Strajk generalny 26 marca w woj. śląskim
    *Bandycki napad na sklep w Mysłowicach ZOBACZ WIDEO
    *ZOBACZ luksusowe samochody prezydentów miast. Po co im to? ZOBACZ ZDJĘCIA
    *Serial Anna German [STRESZCZENIA ODCINKÓW]

    Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      My, prymitywni barbarzyńcy zauralscy...

      Przebrzydły Gorol (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 36 / 32

      Używamy płynu do mycia szyb... ale my jesteśmy przecież "zacofani"

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama