Sprawa Wujka wróciła do sądu

    Sprawa Wujka wróciła do sądu

    Teresa Semik

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Rodziny zastrzelonych górników oraz ranni w czasie pacyfikacji kopalni Wujek wołali wczoraj, by proces przeciwko zomowcom wreszcie się skończył.
    - Ile lat tu jeszcze będę jeździć? - pytała wzburzona Janina Stawisińska z Koszalina, mama zastrzelonego Janka.
    Proces w sprawie tragedii w kopalni Wujek trwa ponad 15 lat. Wczoraj rozpoczęła się rozprawa apelacyjna od wyroku z maja 2007 roku, skazującego zomowców na kary od 2,5 do 3 lat pozbawienia wolności (zmniejszone o połowę na mocy amnestii). Dowódcy wymierzono 11 lat. Na pierwszej rozprawie sąd wysłuchał oskarżyciela publicznego, pełnomocników ofiar i samych pokrzywdzonych.
    - Z ulgą przyjęłam pierwszy wyrok skazujący - mówiła wzruszona Stawisińska. - Janek miał 21 lat, dopiero wchodził w dorosłe życie. Dlaczego ci bandyci go zabili?

    Na ławie oskarżonych zasiada 16 funkcjonariuszy dawnego plutonu specjalnego ZOMO, wczoraj przyszło tylko sześciu. Dowódca doprowadzony został z aresztu, w którym przebywa od roku. Wczoraj usłyszał od sędziego Waldemara Szmidta, przewodniczącego składu orzekającego dobrą dla siebie informację. Sąd uprzedził strony o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej zarzucanego mu czynu - na łagodniejszą. Zamiast za zabójstwo miałby odpowiadać za pobicie ze skutkiem śmiertelnym z użyciem broni palnej.

    Strona oskarżycielska kwestionowała wysokość wymierzonych kar członkom specplutonu. - Są rażąco niskie, nie stanowią realnej dolegliwości - mówił prokurator Krzysztof Błach, wnioskując o 8 lat więzienia za pacyfikację kopalni Wujek. Przypomniał, że organizatorów strajku sąd skazał w 1982 roku na 3 i 4 lata pozbawienia wolności.

    Pełnomocnik ofiar, Janusz Margasiński, konsekwentnie domagał się równie wysokich kar, ale - odmiennie niż prokurator - wnioskował także o skazanie zomowców za zabójstwo lub usiłowanie zabójstwa, a nie pobicie, jak jest w akcie oskarżenia. - Musieliby być pozbawieni wyobraźni i rozsądku, żeby nie zdawali sobie sprawy, że strzelając z broni palnej do tłumu górników, nie zabiją lub nie ranią nikogo- uzasadniał adwokat.

    Marian Giermuziński, górnik postrzelony w pierś, także nie krył zdenerwowania. - Taki wyrok to dziecko dostaje - mówił. Ma jednak cichą nadzieję, że ten proces się skończy. Nie wierzy jednak, by kiedykolwiek mógł spojrzeć w twarz temu, kto w niego wycelował.

    Zaskakujące stanowisko zajął Leszek Piotrowski, drugi z pełnomocników ofiar. Wnioskował, by sąd utrzymał wyrok z maja 2007 roku. - Po 15 latach nie widzę sensu spierać się o kwalifikację czynów i wysokość kary. Wyrok jest rzetelny - dodał. Uważa, że uniewinnienie w tym procesie byłego wicekomendanta wojewódzkiego MO w Katowicach jest uzasadnione. Pozostali oskarżyciele byli innego zdania.
    Sąd pierwszej instancji skazując zomowców, wykazywał, że strzelali, by stłumić opór strajkujących górników, by zastraszyć także innych. Dziś w sądzie usłyszymy mowy obrończe oskarżonych.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama