Petros Tovmasyan: Zostawmy politykę i próbujmy być ludźmi

    Petros Tovmasyan: Zostawmy politykę i próbujmy być ludźmi

    Petros Tovmasyan

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Petros Tovmasyan

    Petros Tovmasyan ©Archiwum prywatne

    Przy okazji konferencji na temat uchodźców pod hasłem "Między lękiem a solidarnością" w katowickim Klubie Jagiellońskim, rozmawiamy z Petrosem Tovmasyanem, prawnikiem i działaczem społecznym, z pochodzenia Ormianinem.
    Petros Tovmasyan

    Petros Tovmasyan ©Archiwum prywatne

    Temat uchodźców nie schodzi z medialnych czołówek. Jest się czego bać?
    Mam takie wrażenie, że ci imigranci, uchodźcy - jakkolwiek ich nazywać - nie są takim problemem, jak to, co stało się w debacie publicznej. To coś przerażającego i coś, co na nowo każe nam sprawdzić, gdzie mieszkamy.

    W debacie publicznej występują i zwolennicy przyjęcia osób uciekających przed wojną, i przeciwnicy, którzy obawiają się, że będą wśród nas żyć terroryści. Gdzie jest prawda o tych ludziach?

    Zazwyczaj nie chcemy w debacie publicznej uprawiać polityki i szukać rozwiązań politycznie dobrych dla danego ministerstwa. Politycy muszą podejmować decyzje, które są dobre dla gospodarki, ale zawsze chciałem żyć w społeczeństwie, które jest bardziej wielkoduszne niż nienawidzące. Oczywiście chodzi o strach i on ma jakieś podłoże. Dzisiaj wiele osób bywa na Zachodzie i widzi sprawy, które źle się potoczyły. Możemy tego nie chcieć, ale czy możemy wyrazić zgodę na to, żeby można było otwarcie stwierdzić - a to się dzisiaj robi w debacie publicznej - że muzułmanie są gorszej jakości ludźmi? To jest przerażające. Na to nie możemy pozwolić. Nie wolno nam twierdzić, że ktoś jest gorszy i że ktoś jest terrorystą, dlatego że ma inną religię. Sam jestem imigrantem zarobkowym. 20 lat temu moi rodzice uciekli do lepszego życia. Wydaje mi się, że polscy imigranci są winni tym ludziom dobre słowo. Mamy wrażenie, że słowa nic nie znaczą i w internecie piszemy wszystko. A słowa i idee mają konsekwencje. Pisanie "islamskie świnie, poderżniemy wam gardła", a potem reakcja polityków i publicystów, którzy mówią, że to patriotyczna demonstracja, to jest coś strasznego. Ale oczywiście po drugiej stronie też się stosuje populizm. Widać, że PO i PiS próbują to wykorzystać. Możemy jednak zostawić politykę i spróbować być ludźmi.

    Na ile taki medialny przekaz jest obecny w świadomości zwykłych ludzi? Rozmawia pan pewno z kolegami, znajomymi, sąsiadami...
    Tak naprawdę ludzie - i to przykro stwierdzić - boją się, a w strachu jest trochę nienawiści. Dużo łatwiej jest budować niechęć do czegoś, czego nie znamy. Jeśli chodzi o nieznajomość islamu, to pokutuje fakt, że Polska była zawsze państwem jednolitym, a kiedy spotykamy się z czymś obcym, zaczynamy się bać i próbujemy z tym walczyć. Sądzę, że zwykli ludzie też mają opinię opartą na strachu i stereotypach.

    Taka opinia wynika z braku informacji czy może być uprawniona?
    Pewnie w jakimś stopniu jest to uprawnione. To wynik złej polityki asymilacyjnej na Zachodzie. Przecież my nie musimy takiej polityki uprawiać. Możemy się uczyć na błędach. Ja, jako Ormianin, zawsze czułem się w Polsce dobrze.

    Decyzje polityczne zapadają i zapadać będą. Czy da się podjąć takie, które zostaną zaakceptowane przez społeczeństwo?
    Oczywiście, że nie. Politycy zrobili wszystko, co mogli, żeby to zepsuć. Najgorszą robotę wykonano z pozycji Komisji Europejskiej. W Polsce dzisiaj jest wojna między PiS-em a Platformą. Ludzie w to weszli i od razu wiedzieli, że jeżeli jesteś za imigrantami, to jesteś przeciw Kaczyńskiemu, a jeśli za Kaczyńskim, to przeciw imigrantom. To przerażające wykorzystywanie tych ludzi i obie strony będą tego żałować. Uważam, że politycy będą się wstydzić, że przez strach społeczeństwa zbudowali procenty poparcia.

    Są uchodźcy i imigranci. Podejście do tych grup powinno być różne?
    Wobec uchodźców sprawa jest prosta: póki nie wypowiedzieliśmy Konwencji Genewskiej, każdy uchodźca, który postawił nogę na naszej ziemi, musi zostać przyjęty. Przykre jest to, że Polacy - i rząd, i społeczeństwo - uznali, że młodzi ludzie, w czasie kiedy mamy problemy z demografią, są problemem dla Polski. Ze swoich doświadczeń wiem, że najlepsza polityka imigracyjna to jej brak. Uchodźcom trzeba pozwolić się rozwijać i nie tworzyć gett. Najlepiej, żeby byli rozlokowani po całym kraju. Nie wolno też pozwolić, by ich kulturowe czy religijne radykalizmy były tolerowane. To jest do zrobienia.

    Problem nie leży więc w przyjęciu lub nie imigrantów, tylko w prawnym unormowaniu ich pobytu?
    Poza wielką polityką - umówmy się - 10 tysięcy osób nie zmieni Polski.

    A czy z tymi osobami nie może być tak jak z Grekami, którzy kiedyś przyjechali do Polski, a gdy sytuacja w Grecji się uspokoiła, wrócili do siebie?
    Jeżeli ludzie stworzą tutaj swój dom, zasymilują się, to zostaną. Jeżeli nie, to wrócą. My chyba nie potrzebujemy tych niezasymilowanych. Ale oni nie wszyscy chcą u nas zostać i nie wszyscy chcą tutaj przyjść. Może więc nie musimy mówić tych wszystkich złych słów. Może znajdują się tacy, którzy pokochają Polskę tak jak ja. To fantastyczna kultura i ludzie.

    Da się znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji? Polityczne, ale akceptowalne społecznie?
    Z polityką jest inna sprawa, ale na polu społecznym powinniśmy mówić głośno, że nie zgadzamy się na dyskryminację. Mam takie wrażenie, że dzisiaj większość jest przeciw muzułmanom. Jeżeli będziemy mogli przeciwstawić się temu, to możemy dokonać jakiejś zmiany społecznej. Problem imigrantów nie zniknie. To się dopiero zaczęło. Wystarczy jeden atak terrorystyczny w Polsce i nienawiść do muzułmanów się podwoi czy potroi. Nienawiść jest złym doradcą.

    Rozmawiał Tomasz Szymczyk


    (X-News)

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama