Nowe stanowiska reanimacyjne pozwolą uratować więcej dzieci

    Nowe stanowiska reanimacyjne pozwolą uratować więcej dzieci

    Agata Pustułka

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    W Klinice Ginekologii i Położnictwa w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu jednocześnie można już ratować ośmioro wcześniaków. Wczoraj oddano tu do użytku kolejne cztery bardzo nowoczesne stanowiska reanimacyjne wyposażone w respiratory i sprzęt do monitorowania czynności życiowych. Każde kosztowało ok. 200-300 tysięcy złotych.
    Są wyposażone w tzw. cieplaki, które zapewniają odpowiednią temperaturę, a także respiratory i kardiomonitory, na których można obserwować wszelkie zmiany, jakie zachodzą u noworodka. Docelowo w Bytomiu ma powstać dziewięć takich stanowisk, przeznaczonych zwłaszcza dla dzieci z najniższą wagą urodzeniową.

    - Wcześniaki ważące 600 gramów to dziś codzienność oddziałów położniczych. Kobietom i maluszkom zagrożonym przedwczesnym porodem chcemy zagwarantować najbezpieczniejszy transport, czyli w brzuchu mamy. Chcemy, by trafiali do nas przed rozwiązaniem. Przewożenie nowo urodzonego dziecka, a zwłaszcza wcześniaka, ze szpitala do szpitala, zmniejsza jego szansę na zdrowie i jest zawsze niebezpieczne - mówi profesor Anita Olejek, szefowa kliniki i wojewódzki konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii.


    Tymczasem w województwie śląskim, w którym rodzi się najwięcej, bo aż 10 procent wcześniaków, nie ma wystarczającej liczby stanowisk reanimacyjnych i oseski wożone są do odległych ośrodków w Poznaniu, Warszawie czy Opolu, bo niemal codziennie brakuje dla nich miejsc w placówkach położonych blisko domu. Dlatego stworzenie w Bytomiu oddziału, w którym leczyć się będą najbardziej słabe i wymagające 24-godzinnej kontroli maluchy, to bardzo dobra wiadomość dla matek i lekarzy. - Śmiertelność noworodków w regionie też jest niestety największa w Polsce i wynosi 7,2 na 100 tysięcy urodzeń - dodaje prof. Olejek. Przyznaje też, że na dodatek trzy czwarte dzieci, umierających przed pierwszym rokiem życia, umiera właśnie w okresie niemowlęctwa.

    Dotarcie na czas do szpitala i umieszczenie wcześniaka w inkubatorze, który reaguje na każde niepokojące sygnały, bo jest skomputeruzowany i przekazuje niezwykle precyzyjne dane, pozwoli więc lekarzom na szybką reakcję. Zwykle wcześniaki nie potrafią samodzielnie oddychać i trzeba je do tego pobudzić wykorzystując aparat AMBU. Inne muszą być podłączone do respiratora, który dostarcza tlen.

    - Warunki życia stworzone w inkubatorze są zbliżone do tych, jakie panują w łonie matki - podkreśla prof. Olejek.

    Na zakup stanowisk z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego przeznaczono 1 milion złotych.

    Do tej pory większość śląskich noworodków była ratowana dzięki pomocy Szwajcarów. Mieszkańcy tego kraju w wyniku referendum zdecydowali się o udzieleniu polskim szpitalom pomocy finansowej, która rozpoczęła się już w 1992 roku i trwała nieprzerwanie do roku ubiegłego.

    Sprzęt zakupiony dzięki pieniądzom przekazanym w ramach programu "Matka i Dziecko" stanowi od 80 do 100 proc. wyposażenia oddziałów noworodkowych na Śląsku. Dzięki respiratorom, kardiomonitorom, inkubatorom żyją setki dzieci. By w województwie śląskim wcześniaki mogły się czuć całkowicie bezpiecznie potrzeba ok. 20 stanowisk reanimacyjnych tak nowoczesnych jak te w bytomskiej klinice.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama