Szkolili psy na gruzowisku

Szkolili psy na gruzowisku

B. Musiałek, A. Król

Dziennik Zachodni

Aktualizacja:

Dziennik Zachodni

Rumowisko, powstałe po zburzeniu jednego ze skrzydeł niedoszłego szpitala ginekologicznego, zamieniło się w weekend w poligon ćwiczeń strażaków. Szkolenie z użyciem psów wykorzystywanych m.in. do poszukiwania osób uwięzionych pod gruzami, przeprowadziła w tym miejcu Specjalistyczna Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza z Jastrzębia.
To jedyna tego rodzaju jednostka w województwie śląskim. Utworzono ją po katastrofie w hali MTK w Chorzowie.

Budynek byłego szpitala należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która zamierza go przebudować na potrzeby swojej nowej siedziby. Jak pisaliśmy niedawno, jedno ze skrzydeł zostało już zburzone. W tym miejscu będzie parking. Sterty gruzu, jakie przy tym powstały, okazały się idealnym terenem do ćwiczeń ratowników.


- Takie szkolenia przeprowadzamy nawet dwa razy w tygodniu. Jeździmy na tereny, gdzie zostały zburzone budynki. Psy muszą systematycznie ćwiczyć na gruzowiskach, aby były gotowe do akcji w każdym momencie - mówi Jarosław Ceglarek, dowódca jastrzębskiej jednostki.

Psy ratownicze to zazwyczaj labradory. Zanim przystąpią do akcji, muszą przejść gruntowne szkolenie, po którym czeka je jeszcze egzamin.

- Żeby podejść do takiego egzaminu, zwierzę musi mieć przynajmniej półtora roku - mówi dowódca. - Aby pies podołał trudnym zadaniom, trzeba go szkolić 24 godziny na dobę. Przewodnicy robią to nawet kosztem swojego czasu wolnego - dodaje.

Egzaminy składają się z dwóch części: próby sprawnościowej i poszukiwawczej. Prowadzone są w każdych warunkach atmosferycznych, o dowolnej porze dnia i nocy, a na gruzowiskach inscenizuje się sytuacje pozorujące katastrofy. Służą temu między innymi: hałas wydawany przez silniki, dym czy strzały zastraszające.

- To bardzo trudny egzamin. Psy podchodzą do niego nawet kilkakrotnie - mówi Ceglarek.

Strażacy zapewniają, że wyszkolone zwierzęta są nieocenione, gdy trzeba ratować ludzkie życie.

- Mają niesamowity węch. Są o wiele skuteczniejsze od wszelkich urządzeń elektronicznych. Gdy pod gruzami wyczują człowieka, zaczynają szczekać - mówi starszy kapitan Wojciech Piechaczek, opiekun 2,5-rocznego labradora o imieniu Brus. - Podczas poszukiwań w terenie jeden pies zastępuje 40 ludzi idących jeden koło drugiego - dodaje.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

DZ poleca

Wideo