Unia to biurokracja ponadnarodowa

    Unia to biurokracja ponadnarodowa

    Łukasz Grzesiczak

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Z Alexandrem Tomský'm, czeskim publicystą i myślicielem, rozmawia Łukasz Grzesiczak
    Jakie są cele czeskiej prezydencji w Unii Europejskiej?

    Nie jestem zwolennikiem Wspólnoty i dlatego żadne cele czeskiego przewodnictwa w UE mnie nie zajmują. W przypadku Unii Europejskiej chodzi wszak o utopijną i niebezpieczną pokusę biurokratycznego zjednoczenia krajów Europy. Niebezpieczną dlatego, że ta ponadnarodowa biurokracja nie jest już dziś przed nikim odpowiedzialna. Mimo to wszystkim narzuca bezsensowne w większości dyrektywy, których nie uchwaliłyby parlamenty poszczególnych krajów.

    Jakie rozwiązania ma pan na myśli?

    Chociażby projekt szkodliwych biopaliw, ograniczenia energii atomowej czy tzw.
    praw antydyskryminacyjnych. Za fasadą imperium kryje się przemoc. Europa jest wspólną cywilizacją, w żadnym razie nie jest europejskim narodem. Czy możną go stworzyć, nie wiem. Brakuje nam wspólnego języka i wspólnych wartości. Amerykanie mieli je już w 1776 roku.

    Słowacja przyjęła euro, a premier Mirek Topolánek zapowiedział, że Czesi też pójdą tą drogą. Jest pan też przeciwnikiem europejskiej waluty?

    Euro nie jest ani całkowicie dobre, ani całkowicie złe. Jest to wspólna waluta wielu różnych gospodarek. Szkodzi krajom słabym, jak Grecja czy Portugalia. Słowacja w czasie kryzysu, w mojej ocenie, też straci na przyjęciu euro.

    Solidaryzuje pan z prezydentem Václavem Klausem, często krytykowanym w Europie za postawę antyeuropejską?

    Václav Klaus ma zupełną rację. Całkowicie wystarczyłaby nam Europejska Wspólnota Gospodarcza. Czas, abym mógł kochać ponadnarodową organizację bardziej niż swój kraj jeszcze nie nadszedł. A mówi to panu człowiek, który ojczyzny w zasadzie nigdy nie miał. Może właśnie dlatego.

    Teraz inna sprawa: tygodnik "Respekt" oskarżył pisarza Milana Kunderę, że w 1950 r. wydał bezpiece przyjaciela swojej koleżanki, którego skazano potem na 14 lata ciężkich robót. Kundera zaprzeczył. Václav Havel i większość czeskich intelektualistów wierzy pisarzowi. A pan co na to?

    Problem czeskich intelektualistów polega na tym, że są intelektualistami. Człowiek, który się zajmuje myśleniem teoretycznym, pisaniem, wykładaniem itd. staje się zarozumiały. Jest to rodzaj choroby. Z łatwością traci się umiejętność rozróżniania między faktami a opiniami, między rzeczywistością a fikcją. Protokół i podpis nic nie znaczącego studenta oddanego bolszewizmowi jest niezaprzeczalny. Problem lewicowych intelektualistów polega na tym, że nie mogą potępić zbrodni lat 50. Mogą przyznać jedynie, że ulegli morderczej ideologii z głupoty, że to przecież nie jest ich wina. Polacy mają na to piękne określenie: "Ma sumienie czyste, nie używane".

    Kundera, obok Josefa Škvoreckiego i Bohumila Hrabala, pozostaje najbardziej popularnym czeskim pisarzem w Polsce.

    Škvorecký, a zwłaszcza Hrabal, są wielkimi pisarzami. Kiedy Hrabal jest artystą, Kundera pozostaje sprawnym, ale złym pisarzem. Programowy nihilizm może być dziś modny, ale prawda, piękno i dobro są niezastąpionymi kategoriami estetycznymi. Dlatego współczesna sztuka jest w kryzysie.

    Kryzys dopadł także współczesną czeską literaturę?

    Nowa czeska literatura nie istnieje. To, co mamy, to najwyżej drobne ciekawostki. Nie dotyczy to tylko Czech, ale całej Europy. Wydaję beletrystykę już 30 lat i stale jest gorsza i gorsza. Same błahostki. Jeszcze czasem w Ameryce powstaną wielkie dzieła, jak "Gilead" Marilynne Robinson czy "Everyman" Philipa Rotha.

    Często podkreśla pan, że pana mama urodziła się w Polsce. To sentyment do naszego kraju?

    Oczywiście. Mam silny, wręcz emocjonalny stosunek do polskiej kultury. W młodości poznałem utwory Cypriana Norwida, Bolesława Leśmiana i Trylogię Henryka Sienkiewicza, a także filmy, przede wszystkim Andrzeja Wajdy. Później zostałem entuzjastycznym czytelnikiem Józefa Mackiewicza, Kazimierza Orłosia, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Witolda Gombrowicza i wielu innych. Prawie dwudziestu polskich pisarzy wydałem po czesku. Gdy słyszę Fryderyka Chopina, czuję, że mam polską duszę. W filozofii bardzo wpłynął na mnie Józef Maria Bocheński. Moim zdaniem, jego "Sto zabobonów" powinno być obowiązkową lekturą.

    Dlaczego?

    Ta książka odsłania złudzenia intelektualistów i ktoś powinien dziś, po 30 latach, napisać jej kontynuację.

    Alexander Tomský, publicysta i wydawca, urodził się w 1947 r. w Czechosłowacji. Jego matka była Polką. W 1968 r. wysłała go do Anglii. Ukończył London School of Economics i filozofię tomistyczną w Institute of Education. Konserwatysta, krytyk państwa opiekuńczego.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo