Ważne
    Wybory w PO: Jarosław Gowin może popsuć plan Donalda Tuska

    Wybory w PO: Jarosław Gowin może popsuć plan Donalda Tuska

    Witold Głowacki

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Kto wygra w PO? Dowiemy się 29 czerwca. Jeśli tylko Tuskowi uda się zmienić statut, bierze wszystko. Jeśli... Bo Grzegorz Schetyna i Jarosław Gowin mogą mu to uniemożliwić.
    Jarosław Gowin nie wygra z Donaldem Tuskiem w bezpośrednich wyborach w Platformie. Jego ewentualne przymierze z Grzegorzem Schetyną może za to sprawić, że do tych bezpośrednich wyborów nigdy w PO nie dojdzie. A pozycja Donalda Tuska zostanie zagrożona. Podczas gdy to Jarosław Gowin skupia na sobie uwagę mediów, prawdziwa gra o przyszłą władzę w Platformie toczy się między Donaldem Tuskiem a Grzegorzem Schetyną. Były minister sprawiedliwości może w niej za to aspirować do roli języczka uwagi. Zwłaszcza że ta waga wcale nie ma dwóch równych ramion.

    To jest jasne - by Gowin znalazł się na lepszej pozycji w walce o pozycję szefa PO, konieczne byłoby trzęsienie ziemi. Takie jak to, które niespełna rok temu zmieniło grę u ludowców. Przekreśliło bezpośrednie szanse Marka Sawickiego, za to w końcu wyniosło do władzy nad partią Janusza Piechocińskiego, któremu pomógł wściekły, zablokowany Sawicki. Owszem, Gowin zdaje się być dość uważnym uczniem swego niedawnego peeselowskiego kolegi z rządu. Tak jak i on, idzie na zwarcie z wszechwładnym zdałoby się szefem partii. Tak jak Piechociński, tak i Gowin szykuje się do kampanii niemal bezpośredniej, objazdu regionów, setek spotkań z członkami partii i długich nocnych rozmów. Gowin już tę kampanię rozpoczął - i to z grubej rury - pisząc ostry list do Platformy, który Donald Tusk - nie bez pewnej racji - określił jako pisany z perspektywy innej niż PO partii.

    Ale mimo tych wszystkich wysiłków, sytuacja Gowina jako kontrkandydata Tuska jest co najmniej nieciekawa. Nie dość, że według sondażu HH dla "Rz" aż 69 proc. wyborców Platformy widzi w roli szefa partii wyłącznie premiera, to jeszcze byłego ministra sprawiedliwości cieszącego się poparciem zaledwie 6 proc. wyborców Platformy i tak wyprzedza Grzegorz Schetyna (12,5 proc.). Wśród już nie wyborców partii rządzącej, lecz jej członków, ten rozkład wygląda nieco inaczej. Owszem, na niekorzyść Donalda Tuska. Ale na korzyść bynajmniej nie Gowina, lecz Schetyny. Pierwszy wiceprzewodniczący PO i jego zaufani jeszcze kilka miesięcy temu liczyli nawet na 40 proc. poparcia.

    Ale to było jeszcze zanim Tusk rzucił - krystalizujący się teraz w ekspresowym tempie - pomysł platformerskich wyborów bezpośrednich. A szacunki odnosiły się wprost do ludzi, których Schetyna albo osobiście poznał, albo w jego imieniu zrobili to jego najważniejsi współpracownicy. Realna - i policzalna - część z delegatów też coś Schetynie zawdzięcza. A to partyjny awans, a to jakąś regionalną inwestycję ("schetynówkę" na przykład, ktoś jeszcze pamięta to wdzięczne określenie?), a to poparcie w jakiejś sprawie mniejszej lub większej wagi. Gowinowi natomiast mogłaby zaś wśród delegatów sprzyjać kilkudziesięcioosobowa najwyżej, ale za to zwarta, związana poglądami i tęsknotą za klimatem PO-PiS, grupa.

    Tymczasem w wyborach bezpośrednich szefa PO mieliby wybierać już nie konkretni znani z imienia i nazwiska delegaci, lecz wszyscy członkowie partii. Nie dość więc, że znacznie trudniej jest szacować siły, to dużo bardziej skomplikowana staje się oficjalna i nieoficjalna kampania. Rozmowa z jednostkami traci sens. Trzeba odwoływać się do mas. I tak zaś zdecydowanie rośnie premia, którą zbiera Tusk.

    Gowin niespecjalnie liczy się na obu mapach - i tej odnoszącej się do wyborów w dawnym stylu, i tej dotyczącej elekcji bezpośredniej. Rzecz jednak w tym, że istnieje jeszcze jedna mapa. A na niej Gowin ma swoje całkiem istotne miejsce.

    Naprawdę ciekawa bowiem - i ważna - rozgrywka może mieć miejsce na zwołanej na 29 czerwca Konwencji Krajowej Platformy. To ona mianowicie jest władna zmienić statut partii - tak, by wprowadzić doń zapisy pozwalające na przeprowadzenie wyborów bezpośrednich. Cały haczyk w tym, że ta statutowa Konwencja odbędzie się według dotychczasowych reguł. Uczestniczyć zaś w niej będzie dokładnie ten sam, niespełna 900-osobowy, skład delegatów, co przed trzema laty - konwencja odbywa się w przyspieszonym trybie, wybór nowego składu nie wchodzi więc w grę. Owszem. Ten sam skład wybrał w 2010 r. Donalda Tuska większością 858 głosów, przy 11 głosach przeciw i trzech wstrzymujących się.

    Ale mimo to, właśnie Konwencja Krajowa jest ciałem, w którym znów liczą się szacunki schetynowców. I w którym znów można odwoływać się do kwestii lojalności i interesu.

    W dodatku o zmianach w statucie konwencja decyduje 2/3 głosów. Wystarczy więc tylko 1/3 delegatów, by zablokować zmianę. Potrzeba ledwie 300 głosów, by wyborów bezpośrednich w PO po prostu nie było. To już nie są równe ramiona wagi.

    W dodatku głosując na konwencji przeciw Tuskowi, nie trzeba wcale wybierać między Schetyną a Gowinem. Interes jest wspólny: Tusk na kolanach.

    I tu właśnie może być Schetynie potrzebny Gowin i jego niewielkie w skali konwencji, za to spore w skali 1/3 głosów, zaplecze.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Kiedy wybory w PO będą niedemokratyczne, wówczas wygra mgr Tusk

      caro (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 42 / 29

      Kiedy wybory w PO będą demokratyczne, wtedy wygra mgr Tusk. Więc w jakim celu te wybory mają się odbyć? Naprawdę szkoda na owe wybory mnóstwa kasy i czasu. Cudu żadnego też nie będzie, bo...rozwiń całość

      Kiedy wybory w PO będą demokratyczne, wtedy wygra mgr Tusk. Więc w jakim celu te wybory mają się odbyć? Naprawdę szkoda na owe wybory mnóstwa kasy i czasu. Cudu żadnego też nie będzie, bo oczekiwane z tym tendencje procentowe, nie okażą się wzrostowe, lecz wręcz przeciwnie, bo spadkowe. Takie stanowisko forumowicza jest właśnie tym rozsądnym i logicznym stanowiskiem. Mr. Gowin, gdyby logicznie i racjonalnie myślał wcześniej, tzn. przed przyjęciem teki, nie miałby obecnie moralnego kaca poniżenia. Co również jest rozsądnym i logicznym stanowiskiem forumowicza.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama