Maszkieteria w Tychach. Cukiernia, która chce być salonikiem...

    Maszkieteria w Tychach. Cukiernia, która chce być salonikiem artystycznym ZDJĘCIA + WIDEO

    Jolanta Pierończyk

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Maszkieteria w Tychach. Wieczór z harfistką Martą Glenszczyk
    1/14
    przejdź do galerii

    Maszkieteria w Tychach. Wieczór z harfistką Martą Glenszczyk ©Jolanta Pierończyk

    Maszkieteria w Tychach. Cukiernia, która chce być salonikiem artystycznym. Pierwszy koncert dała harfistka, Marta Glenszczyk. Ciekawa jest zarówno historia samej Maszkieterii, jak i spotkania jej właścicielki, Aleksandry Boczoń, z harfistką. Maszkieteria czeka na innych ciekawych ludzi, którzy chcieliby tu wystąpić.
    Zaczęło się smutno. Od wypowiedzenia. Tyle lat oddania i zaangażowania w pracę w korporacji i nagle koniec. Likwidacja działu, dziękujemy. Żeby choć zaproponowali inne stanowisko. Żeby coś powiedzieli. Ale nie.

    Aleksandra Boczoń mocno to przeżyła i powiedziała sobie: „Nigdy więcej pracy w korporacji”. Dyplom biotechnologa włożyła do szuflady i postawiła na pasję. Pasję pieczenia ciast. Otworzyła maleńką cukiernię o nazwie „Maszkieteria”, w której na klientów czekały świeże, pachnące wypieki i serdeczny uśmiech właścicielki. Trafiła w dziesiątkę.

    Takiego miejsca z duszą Tychom i tyszanom było trzeba. Klientów przybywało. Kuchnia zrobiła się za mała, żeby sprostać zamówieniom. Po półtora roku „Maszkieteria” przeniosła się do większych pomieszczeń, w których nie tylko zaplecze było większe, ale można było też sobie pozwolić na organizację małej kawiarenki. I pojawiła się nowa grupa gości – amatorów kawy w „Maszkieterii”. Minął rok, jak cukiernia Aleksandry Boczoń zmieniła adres. A ona sama stała się pracodawcą. Ma już bowiem jedną pracownicę i zamierza zatrudnić drugą.

    - Jestem po prostu szczęśliwa. Pracy bardzo dużo, ale jeszcze więcej satysfakcji – mówi z szerokim uśmiechem Aleksandra Boczoń.

    Niedawno zadzwonili z… telewizji, żeby ją zaprosić do programu w stylu „Master Chef”. Tym razem chodziło o tytuł najlepszej cukierni w Polsce.

    - „Maszkieteria” miała reprezentować region. Zrobiło mi się niezwykle miło, ale… odmówiłam. Bo dla mnie najważniejsi są moi klienci. Nie mogłabym zamknąć cukierni na ileś dni tylko po to, żeby stworzyć warunki do pracy ekipie telewizyjnej. A poza tym mnie niepotrzebna jest sława na całą Polskę. Mnie wystarczy dobra opinia w moim mieście i okolicy oraz zadowolenie moich klientów. Najbardziej cieszę się, kiedy wracają – mówi Aleksandra Boczoń.


    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      DZ poleca

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      DZIEWCZYNA LATA 2017 | Głosujemy!

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Dopasuj słowa do opisów i sprawdź, czy znasz język śląski

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Światło i kolor w pokojach dziecięcych

      Gry On Line - Zagraj Reklama