"Wszyscy mają cię za zdrajcę". Kanciarz vs glina, czyli...

    "Wszyscy mają cię za zdrajcę". Kanciarz vs glina, czyli podwójne życie londyńskiego tajniaka

    Charles Bremner

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Wszyscy myśleli, że jest po prostu byłym rosyjskim kanciarzem. Jednak w rzeczywistości Christian Plowman był londyńskim policjantem. Żył podwójnym życiem, które nieomal doprowadziło go do szaleństwa i śmierci - pisze Charles Bremner
    Praca tajniaka potrafi nieźle otumanić. Człowiek, który codziennie udaje kogoś innego, w końcu zapomina, kim jest - mówi Christian Plowman

    Praca tajniaka potrafi nieźle otumanić. Człowiek, który codziennie udaje kogoś innego, w końcu zapomina, kim jest - mówi Christian Plowman ©materiały prasowe

    Siedzimy w rogu baru pewnego francuskiego hotelu. Mężczyzna z żelem na włosach i londyńskim akcentem podwija rękaw koszuli i pokazuje tatuaż. Cyrylica - "Moja piękna mała mamuśka." Christian Sulyenko podwija drugi rękaw. - A tu mam dziarę z rosyjskiego pierdla - dodaje miękkim głosem. Od razu przechodzi mi przez głowę, że takiemu facetowi lepiej nie podskakiwać. Choć wiem przecież, że to wszystko na niby. Sulyenko, typ spod ciemnej gwiazdy, to alter ego Christiana Plowmana, długoletniego policjanta londyńskiej policji.

    39-letni Plowman/Sulyenko już nie pracuje w Metropolitan Police. Odszedł w 2011 r., gdy działając w tajnej komórce Scotland Yardu o kryptonimie SO10, nagle stanął na skraju załamania nerwowego.
    Poharataną duszę próbował wyleczyć, pisząc książkę na temat swojego podwójnego życia w podziemnym świecie "Crossing the Line: Losing Your Mind As an Undercover Cop" ("Przekraczać linię. Czy tajniak musi zwariować?").

    Nie zdradził żadnych tajemnic. Jednak jego koledzy z jednostki mają mu za złe tę pisarską próbę. - Otrzymywałem od kumpli SMS-y: "Wszyscy mają cię za zdrajcę. Gdy wrócisz do Londynu, rozwalą ci łeb" - mówi Plowman. W odpowiedzi wzrusza jednak tylko ramionami - bzdury.

    Jego książka to opowieść o rozczarowaniu pracą w policji, którą zaczął tuż po tym, gdy po pierwszym roku zrezygnował ze studiów na University College London na Wydziale Filologii Słowiańskiej i Studiów Wschodnioeuropejskich. Z początku szło mu znakomicie. Przebrany za zwykłego brudnego ćpuna przemierzał nocami ulice Soho, kupując narkotyki i poznając dilerów. Lata później przeżył jednak ogromne rozczarowanie. Pozbył się złudzeń. Myślał o samobójstwie. I to dokładnie w chwili, gdy spełniał swoje marzenie, pracując w tajnej komórce policyjnej. Przedtem zdążył już pracować na West Endzie w jednostce zajmującej się przestępczością w hotelach i w Marine Policing Unit - jednostce zajmującej się nadzorem ruchu na stołecznym odcinku Tamizy. Prowadził też własnych informatorów.

    Szybko jednak dał o sobie znać stres spowodowany podwójnym życiem. Przeszedł wszystko. Nie wiedząc, kim jest, aresztowali go i pobili nawet koledzy z policji. Żył w ciągłym strachu, że ciemne typy, z którymi się zadawał, dowiedzą się, kim jest naprawdę. W pewnym momencie pracował dla niego tuzin różnych kapusiów.

    - Dla mnie oznaczało to też tuzin własnych fałszywych tożsamości. Miałem na biurku tyle komórek, że zapominałem, która z nich należy do prawdziwego Plowmana. Dodatkowo cierpiał z powodu panującej w jego tajnej policyjnej jednostce pozbawionej wrażliwości kultury macho. Nikomu się nie zwierzysz, bo nie chcesz być mięczakiem. Coraz bardziej frustrowało go, że tracił czas na śledzenie drobnych rzezimieszków, a nawet ludzi popełniających zwykłe wykroczenia.

    Ostatnie zadanie? Prowadził lombard TJ's Trading Post w Cricklewood. Policja założyła go specjalnie po to, by zwijać włamywaczy, którzy przynosili tu skradziony towar. Jednak większość czasu spędzał, kupując paszporty i prawa jazdy od spłukanych mieszkańców dzielnicy. - Skończyło się na tym, że w gruncie rzeczy przymykaliśmy oko na przestępcze działania dokładnie tej społeczności, którą mieliśmy chronić - mówi, popijając kawę Plowman.

    Jego poprzednia praca "infiltrowania społeczności" polegała na spędzaniu całych tygodni jako Sulyenko w często odwiedzanym przez irlandzkich przybyszów pubie w Essex. - Co widziałem? Dzień w dzień tylko gości próbujących opchnąć skradzione jagnię czy jakieś DVD. Wielkie mecyje. Myślałem sobie: "To tak ma wyglądać jaskinia nieprawości? To po kiego diabła tu siedzę? I po jaką cholerę cały ten tajny sztab monitorujący nagrania wideo?".

    Podczas pracy w Essex Plowman zauważył, że coraz trudniej mu lawirować między swoim życiem osobistym, a trudnym i wymagającym - praktycznie o każdej wyznaczonej godzinie - życiem działającego pod przykrywką gliny. Rozszedł się z matką swoich dwu synów. Sytuacja ta bolała go tym bardziej, że sam pochodził z rozbitej rodziny. Jego ojciec zostawił matkę, gdy Plowman miał zaledwie 13 lat. Nowa partnerka życiowa, była policjantka Grace, przechodziła bardzo trudną ciążę. Starał się więc wychodzić z pubu wcześnie wieczorem. Praca wymykała mu się rąk. Kiepskie wyniki. Coraz bardziej tracił zainteresowanie samą robotą.

    Dzisiaj Plowman pracuje jako szef pionu bezpieczeństwa w firmie odzieżowej we Francji. Jest ona własnością Brytyjczyków. Nie wypiera się, że wciąż ma wiele podziwu do pracy policji, gdzie spędził 18 lat swojego życia. - Nie chcę, by odbierano mnie jako rozgoryczonego byłego gliniarza wkurzonego na sam system. Miałem ogromny zaszczyt robić rzeczy, z których do dziś jestem dumny.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama