Przywiozła prochy syna

    Przywiozła prochy syna

    Katarzyna Wolnik, A.Minorczyk-Cichy

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Prochy Roberta Dziekańskiego z Gliwic, który w zeszłym roku zginął na kanadyjskim lotnisku w Vancouver porażony paralizatorami przez policjantów, zostały przywiezione do Polski.
    Wczoraj o godz. 18.15 na lotnisku w Pyrzowicach wylądował samolot Lufthansy. Na jego pokładzie była Zofia Cisowska, matka Roberta, która sprowadziła urnę z prochami do Polski.

    To był jej ukochany i jedyny syn. - Zawsze kiedy jestem na lotnisku, wszystkie tragiczne wspomnienia wracają. Już w samolocie płakałam - głos Zofii Cisowskiej łamie się, ilekroć mówi o synu. Nabiera nieco pewności siebie, kiedy opowiada o toczącym się śledztwie i gdy zapewnia, że będzie walczyć o ukaranie winnych.

    - W Kanadzie zakończyły się pierwsze przesłuchania policjantów. Czekam teraz na drugą turę przesłuchań świadków - opowiada matka Roberta Dziekańskiego. Jej zdaniem śledztwo w Kanadzie nie do końca jest prowadzone poprawnie.

    - Co prawda mamy już zdjęcia policjantów, którzy porazili paralizatorami Roberta, ale wciąż nie mamy ich dokładnych danych, bo nikt nam nie chce ich podać. Dwa miesiące temu do Polski przyleciało czterech wysokich rangą policjantów kanadyjskich i dwóch detektywów. Szukali tutaj dowodów na to, że Robert chorował na serce. Oni nie chcą przyznać, że mój syn został zamordowany! Strona Polska nie powinna im w niczym pomagać! - denerwuje się Zofia Cisowska. Zapowiada, że poda do sądu i policję, i obsługę lotniska. Martwi się tylko, czy będzie miała pieniądze na pokrycie kosztów wszystkich procedur prawnych. Od czasu śmierci syna nie pracuje i jest pod stałą opieką psychologa.

    Przypomnijmy, Robert Dziekański z Gliwic poleciał za ocean, by szukać szczęścia. Na lotnisku w Vancouver między nim a policją doszło do nieporozumienia. Polak był rozdrażniony i zmęczony długim lotem, nie znał języka i nie rozumiał poleceń policji. Zamieszanie skończyło się tragicznie. Został porażony paralizatorem. Zmarł 14 października 2007 roku. Jego śmierć wywołała w Kanadzie dyskusję nad zasadnością stosowania paralizatorów. Stała się powodem manifestacji i protestów. W ich wyniku zmieniono zasady postępowania z cudzoziemcami na lotniskach.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama