Nasze powstania w USA

    Nasze powstania w USA

    Katarzyna Piotrowiak

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    O tym, z jakich powodów mało znamy nasz region i dlaczego, by go lepiej poznać naukowcy muszą lecieć do... Nowego Jorku, z prof. Markiem S. Szczepańskim rozmawia Katarzyna Piotrowiak
    Znawcy problematyki Śląska, regionu o wybitnie skomplikowanej historii, spotkali się, żeby podyskutować nad deficytem badań śląskoznawczych. Dlaczego tak późno?

    Takie spotkania miały już miejsce, jednak żadne z nich nie było tak panoramiczne. Zorganizowaliśmy je w historycznej sali Sejmu Śląskiego. Pojawili się przedstawiciele siedmiu uczelni z Górnego Śląska, Śląska Opolskiego, Dolnego Śląska oraz nasi czescy bracia z Opawy. Wśród nich są historycy zajmujący się problematyką różnych okresów, dyscyplin, językoznawcy.

    Śląska historia jest pełna dziur, czy jak kto woli białych plam. Można je jakoś podsumować, albo podliczyć?

    Jest ich z pewnością wiele. Dlatego potrzebne jest nam całościowe spojrzenie. Prof. Marek Czapliński powiedział, że brakuje nam m.in. dobrych monografii wielkich postaci naszego regionu, elit. Jest mało prac związanych z wsią śląską, reformacja też nie została wystarczająco zbadana i opisana. Podobnie z urbanistyką i architekturą. Słabe jest też rozeznanie źródeł znajdujących się w archiwach np.Czech, czy Niemiec. Niestety, historycy mimo deklaracji wciąż stanowią wyizolowaną grupę naukowców, nie włączają się w szersze nurty badawcze. Instytucje, które reprezentują, badają dzieje Śląska, ale nie mamy panoramicznego oglądu, ponieważ zajmują się najczęściej jakąś cząstką tej historii. Badania są zbyt rozdrobnione, nie obejmują w całości Śląska, tylko jego wybrane obszary.

    Zaskakujące, że taka konferencja jest inicjatywą socjologów, a nie historyków. Dlaczego?

    Nie do końca. To była także inicjatywa rektorów uczelni.

    Nad czym badacze powinni się pochylić w pierwszej kolejności?

    Brak nam interdyscyplinarnego spojrzenia. Wiadomo przecież, że najważniejszych odkryć dokonuje się na pograniczach nauki, oczywiście deklarujemy, że chcemy je przekraczać, ale niezbyt często to robimy. Brak też studiów porównawczych. Badania nad Śląskiem są zbyt słabo powiązane ze światową nauką. Musimy mieć odwagę zestawić je z dokonaniami innych regionów europejskich oraz współdziałać z naukowcami z innych krajów.

    Na razie każda gmina ma swoją monografię, opisującą dzieje miejscowości od zarania po czasy współczesne. To z pewnością nie wystarczy?

    Sam jestem redaktorem takiej monografii, wraz z 27-osobowym zespołem przygotowaliśmy publikację "Tychy 1939-1993".

    Mimo to mało znamy Śląsk?

    Nasza wiedza jest fragmentaryczna. Wiemy co nieco o o poszczególnych książętach, ale nie zebraliśmy tego w całość. Arcybiskup Damian Zimoń odświeżył właśnie pomysł, który miałby polegać na wydaniu encyklopedii Śląska. Nie jesteśmy jednak w stanie przygotować w krótkim czasie tak wielkiego wydawnictwa i zebrać materiałów do niego, ponieważ różne cząstki historii znajdują się we Wrocławiu, Opolu, Katowicach i Cieszynie. Pomyśleliśmy jednak, żeby przygotować encyklopedię wirtualną. W Instytucie Socjologii Uniwersytetu Śląskiego rozpoczęliśmy zbieranie informacji, o tym co i kto robi. Jest to rodzaj bibliografii, cezury czasowe są w miarę świeże. Na razie nie mamy zaplecza finansowego, ale jakiś zaczątek już jest. Mamy rdzeń bibliografii. Jest już coś nad czym można pracować.

    Encyklopedia zostanie wydana na płycie, czy też udostępniona w specjalnym serwisie internetowym?

    Nie rozstrzygaliśmy tego, jest jeszcze na to za wcześnie. Położyliśmy jednak podwaliny pod zebranie materiału źródłowego. Zbieraliśmy podpisy pod rezolucją w sprawie wydania drukiem dokumentacji składającej się na dawne Archiwum Powstań Śląskich, ponieważ nie powinny być rozproszone pomiędzy dwa światy, czyli Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie, oraz Instytut Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Dobrze byłoby, żeby udało nam się je scalić i ulokować na Śląsku, gdzie są ludzie, którzy powstaniami się interesują. Badacz musi mieć w ręku dokument, a nie tylko mikrofilm. Nie bez znaczenia są również względy społeczne.

    Jest aż tak duże zainteresowanie tymi archiwami w Nowym Jorku? Ile osób do nich zagląda?

    Może jedna, najwyżej pięć osób, ale przecież ważniejsze jest to, że powstania miały miejsce na Śląsku, dlatego zależy nam, żeby poznać pełny ich obraz, a nie załgany, wynikający z braku informacji.

    Co możemy jeszcze odkryć w nowojorskich archiwach? Czy sprowadzenie ich na Śląsk sprawi, że nowe fakty ujrzą światło dzienne?

    Sądzę, że odkryjemy tam zaskakujące rzeczy. Dlatego kosztowne wyjazdy pojedynczych naukowców nie wystarczą. Nawet w dobie internetu trzeba dotknąć dokumentu, żeby go rzetelnie zbadać, bez konieczności latania za ocean za kilka tysięcy złotych.

    Należy się spodziewać, że to będzie bardzo skomplikowana operacja. Ile to może potrwać?

    Sądzę, że po podpisaniu tej rezolucji nasz głos będzie silniejszy i bardziej słyszalny, zwłaszcza że został podpisany przez wiele znakomitości tego regionu. W tej sytuacji można zacząć rozmowy, ponieważ tak cenne archiwalia nie powinny być rozproszone. Zdajemy sobie sprawę, że żadna z instytucji nie pozbywa się ot tak ważnych historycznie dokumentów, ale będziemy przekonywać, że trafią w dobre ręce, przecież tak wiele osób interesuje się i bada dzieje powstań śląskich.

    Dlaczego właśnie teraz jest to takie ważne?

    Przyszłość naszego kraju będzie się koncentrowała w dwóch ważnych regionach, warszawsko-łódzkim, liczącym obecnie ok. 4 mln ludzi, oraz śląskim. Jestem przekonany, że oś Wrocław, Opole, Katowice, czeska Ostrawa i Kraków w znaczącym stopniu będzie rzutować na losy kraju.

    Uzupełnianie tych białych plam pochłonie dziesięciolecia. Potrzebny też będzie sztab ludzi.

    Dlatego musimy na początek stworzyć sieć informacyjną, usprawnić wymianę poglądów. Wielu naukowców z powodzeniem funkcjonuje w nauce europejskiej, regionalnie wyglądać to może trochę gorzej. Niewielu młodych ludzi wie na przykład, że wydaje się różne śląskie periodyki. Nawet w internecie brak informacji. Czas więc przełamać cyberwykluczenie. Kiedy kilka dni temu jadąc samochodem usłyszałem w radiu muzykę z filmu "Doktor Żywago", przypomniały mi się słowa Mikołaja Nikołajewicza, który powiedział, że prawdy szukają tylko samotnicy. W tym wypadku nie możemy szukać prawdy w samotności, tylko zespołowo.

    Kiedy mogłaby powstać taka wirtualna encyklopedia o Śląsku?

    Jeśli się przyłożymy, zajmie nam to minimum pięć lat.

    I to wystarczy?

    Ależ skąd. To praca na dziesięciolecia. Na pewno trzeba będzie ją kontynuować. Póki co tworzymy sieć wymiany poglądów oraz informacji.

    Wykruszają się naoczni świadkowie zdarzeń ważnych dla Śląska. Będzie jeszcze z kim rozmawiać?

    Kiedy jeden ze studentów wybrał się do Bierunia, okazało się, że pewnych tematów dotyczących Starego Bierunia nie ma już z kim podjąć, ponieważ większość tych ludzi, depozytariuszy wiedzy o dawnym Śląsku, od dawna pracuje w winnicy pańskiej. Musimy się spieszyć, ponieważ stare roczniki odchodzą.

    Na to wszystko są jednak potrzebne ogromne fundusze, tymczasem Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zamierza dotować wyłącznie kierunki potrzebne dla gospodarki.
    Tylko żeby przy okazji, tak po polsku, nie wylać dziecka z kąpielą. Ten rodzaj badań także jest bardzo ważny, tak jak budowa Muzeum Śląskiego.

    Wygląda na to, że jeszcze trochę poczekamy. Projekt architektoniczny jest gotowy, ale są korowody z działkami pod budowę.

    Bardzo kibicuję jego budowie. Warszawiacy mają swoje wspaniałe Muzeum Powstania Warszawskiego. Jest interaktywne , młodzież może korzystać z ekranów dotykowych, zobaczyć jak wykorzystuje się nowoczesną technikę w służbie historii. Żadna naburmuszona pani nie zwraca im uwagi. Wierzę, że na terenach dawnej kopalni Katowic doczekamy się podobnego miejsca. To muzeum jest nam bardzo potrzebne.

    Prof. Marek S. Szczepański, dyrektor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczący Rady Naukowej Międzynarodowego Centrum Studiów Śląskich

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama