Dziękuję Bogu i profesorowi

    Dziękuję Bogu i profesorowi

    Maria Zawała

    Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni

    Jerzy Badurski ma 69 lat. Od 22 żyje z nowym sercem. Jest jednym z dwóch najstarszych pacjentów prof. Zbigniewa Religi. Mieszka z żoną w Dąbrowie Górniczej od lat w tym samym bloku bez windy. Dnia, w którym nie dotarł do mieszkania i omal nie stracił życia nie zapomni nigdy.
    - Był 1985 rok. Wracałem z pracy w Hucie Bankowej, doszedłem jednak tylko do drugiego piętra, gdy ból rozsadził mi klatkę piersiową. Lekarze stwierdzili rozległy zawał - wspomina. Pół roku później doświadczył kolejnej tragedii - drugi zawał całkowicie pozbawił go szans na spokojne życie.

    W tym czasie w Zabrzu prof. Zbigniew Religa miał już za sobą pierwszy w Polsce udany przeszczep serca. - Pojechałem do kliniki w Katowicach Ochojcu na spotkanie z prof. Andrzejem Bochenkiem, wówczas jeszcze doktorem i asystentem prof. Religi, który takich jak ja kwalifikował do przeszczepu serca - opowiada pan Jerzy.

    Z Ochojca przewieziono go do kliniki w Zabrzu. Tam po raz pierwszy zetknął się z profesorem Religą. -Wiedziałem, że to nowa metoda leczenia, że mogę nie przeżyć operacji, ale w telewizji pokazywali Piotra Macura, jednego z pierwszych pacjentów prof. Religi, miałem dowód, że z nowym sercem można żyć. Profesor był dobrej myśli. Wierzył, że się uda - przypomina sobie pan Jerzy tamte chwile, gdy podpisywał zgodę na transplantację.

    - Tyle razy karetka zabierała mnie na sygnale do szpitala, że tak naprawdę to było mi wszystko jedno, co ze mną zrobią, bo nie sądziłem, że może być jeszcze dla mnie jakiś ratunek - dodaje.

    Zanim doczekał się na nowe serce minęły dwa lata. W tym czasie dzielnie wspierała go rodzina. - Powiedziałam sobie, że nie dam mu umrzeć - dodaje Anna, żona pana Jerzego. Dotrzymała słowa.
    28 lipca 1987 roku Jerzy Badurski spędzał u matki. Była piękna pogoda. Takie słoneczne lato, gdy normalni ludzie leniwie wylegują w cieniu, czekając zachodu słońca. W pewnym momencie pod dom podjechała karetka pogotowia. "Mamy dla pana serce" - usłyszał od lekarzy i... nie wiedział, co ma zrobić.

    - W ogrodzie pięknie wszystko kwitło. Tak sobie głupio myślałem, że chciałbym się jeszcze tym nacieszyć - opowiada, ale szybko zrozumiał, że nie może czekać ani chwili dłużej. Pojechał do Zabrza. Rano obudził się z nowym sercem. Czuł się fatalnie. Wszystko go bolało. "Żyje pan, żyje" - słyszał zapewnienia pielęgniarek, choć był w takim stanie, że sam w to nie wierzył.

    - I wtedy przyszedł prof. Religa, mówiąc... "Wszystko jest w porządku. Za cztery dni będziesz pan chodzić". Przeżyłem szok - wspomina pan Jerzy.

    Wkrótce rozpoczęła się rehabilitacja. Powoli wracał do sił. - Pamiętam, jak kiedyś spotkałem na spacerze w szpitalnym parku pewnego mężczyznę. Zaczął mi opowiadać o "tych po transplantacjach", że to niby biedni ludzie, którzy leżą tylko nieruchomo i patrzą w sufit. - Uśmiałem się serdecznie - opowiada.

    Kiedy lekarz mówił mu, że przez 5 lat, będzie musiał zażywać specjalne lekarstwa pomyślał "Co ty wariacie mówisz, przecież ja pięciu lat nie dożyję", ale jak minęło, to pomarzył o dziesięciu. Od chwili przeszczepu minęły już 22 lata. - Do końca swoich dni będę dziękował za życie rodzinie 22-latka z Wrocławia, którego serce dostałem. I profesorowi Relidze, który utorował w Polsce drogę do drugiego życia takim pacjentom jak ja - przyznaje Badurski.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      DZ poleca

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama